Kierunki zamawiane: dla pracodawców czy dla sztuki?
Sztandarowy program ministerstwa zaczyna się sypać. Pierwsi absolwenci kierunków zamawianych zapukali do drzwi pośredniaków. Nie ma pracy np. dla inżynierów budownictwa, bo nastąpiło załamanie w tym sektorze rynku. Resort nauki udaje, że tego nie widzi. Prof. Barbara Kudrycka, minister nauki, jest zadowolona z tego, że udało się odwrócić niekorzystną strukturę kształcenia. Chodzi o to, że maturzyści zamiast kierunków masowych wybierają właśnie te zamawiane, czyli teoretycznie najbardziej potrzebne gospodarce. Czy na pewno tylko o to chodziło w programie, na który resort przeznaczył ponad 1 mld zł? Wtedy byłaby to sztuka dla sztuki. Jego głównym założeniem miało być przecież kształcenie na potrzeby pracodawców. Co nam z tego, że dziś więcej osób kształci się na inżynierii i ochronie środowiska, skoro wśród absolwentów tych kierunków jest więcej bezrobotnych niż po zarządzaniu i marketingu? Pani minister, pobudka! Jak długo można być głuchym na opinie ekspertów, którzy twierdzą, że coś z kierunkami zamawianymi jest nie tak. Wskazują np., że nie można dotować tych samych 14 fakultetów nieprzerwanie od 2008 r. Ich zdaniem należy przed każdym ogłoszonym konkursem modyfikować listę, np. przez wykreślanie tych, które okazują się zbędne dla rynku pracy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.