Dziennik Gazeta Prawana logo

Dlaczego nie pokochaliśmy gimnazjów

28 czerwca 2018

Miało być dobrze, wyszło jak zwykle. Ta "szkoła pośrednia" nie spełniła żadnych naszych nadziei

Temat gimnazjów powraca zazwyczaj przy okazji dramatycznych wydarzeń. Głośne samobójstwo, ciąża czy odwyk narkotykowy przenosi je z poziomu dyskusji rodziców do mediów i na sale Sejmu. O zmiany w systemie kształcenia apelują prawie wszystkie partie opozycyjne. Bilans gimnazjów - mimo ich grzechów głównych - nie jest jednak jednoznaczny, co potwierdzają analitycy zapytani przez DGP.

- Kiedy prowadziliśmy debatę o gimnazjach, moderator zadał pytanie, kto jest za ich utrzymaniem. Ręce do góry podniosły zaledwie dwie osoby - opowiada Krystyna Łybacka (SLD), była minister edukacji. Precyzuje, że na sali było ok. 40 osób z trzech fundacji. Sama Łybacka unika odpowiedzi na pytanie: czy należy skończyć z gimnazjami? Jej zdaniem rozwiązaniem problemu jest model skandynawski. Np. Finlandia, której poziom nauczania według różnych międzynarodowych rankingów należy do najwyższych. Tu obok 9-letniej szkoły podstawowej jest 3-letnia szkoła średnia.

Argumentem budzącym najwięcej emocji jest to, że gimnazja ze szkół przekształcają się w siedliska zła i rozpusty dojrzewających dzieci. Częściowo potwierdzają to badania. Według danych Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii i Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych 60 proc. 15-latków piło w czasie 30 dni przed prowadzonym badaniem. Rośnie także liczba palących marihuanę: sięga po nią co dziesiąty uczeń gimnazjum. Zdaniem przeciwników błędem jest wyrwanie dzieci w tym wieku z dotychczasowego środowiska. Nowi nauczyciele ich nie znają. Nie wiedzą, jacy byli wcześniej, i trudniej im z nimi pracować. Paradoksalnie celem reformy było oddzielenie tej grupy młodzieży od najmłodszych: tak by 14-latek nie mijał się na korytarzu z 7-latkiem. Efekt jest odwrotny od zamierzonego.

Fundacja Amicus Europae wskazuje natomiast na rosnące podziały wśród gimnazjów. Tu też zadziałała zasada: miało być dobrze, a wyszło jak zawsze. Autorzy reformy z 1999 r. wprowadzili zasadę rejonizacji. Rodzice nauczyli się skutecznie ją obchodzić. Albo przemeldowują dzieci na czas trwania naboru, albo korzystają z puli wolnych miejsc w gimnazjach, którymi swobodnie dysponują dyrektorzy. Segregacja odbywa się też w momencie podziału uczniów na klasy: te dla uczniów zdolnych i wyrównawcze. W efekcie według badań prof. Romana Dolaty z Uniwersytetu Warszawskiego wyniki egzaminów gimnazjalnych mogą się różnić nawet o 40 proc. Taki jest rezultat wyrównywania poziomu nauczania.

Oprócz tych zarzutów pojawia się argument o "poszatkowaniu" procesu nauczania. Ostatnia, szósta klasa podstawówki jest przeznaczona na przygotowania do sprawdzianu kończącego. Podobna sytuacja jest w ostatniej gimnazjalnej. Dzieci ćwiczą test za testem, bo od wyników egzaminu zależy, do jakiego liceum się dostaną. To z kolei wpływa na wynik matury decydujący o dostaniu się na studia. To samo dzieje się w liceum. W ten sposób stale naruszana jest ciągłość nauki.

Świadomość grzechów głównych gimnazjów nie oznacza, że wobec ich likwidacji panuje jednomyślność. Zdaniem prof. Dolaty należałoby stworzyć taki system pracy z uczniami wybitnie zdolnymi - zwłaszcza z tymi z małych miejscowości - żeby na odpowiednim etapie udawało się ich wyłuskać. Prof. Mirosław Handke, były minister edukacji, który wprowadzał reformę, uważa, że należy połączyć gimnazja w spójny system z liceami ogólnokształcącymi.

@RY1@i02/2013/027/i02.2013.027.00000040c.802.jpg@RY2@

Efektywność szkół gimnazjalnych

Klara Klinger

klara.klinger@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.