Nauka na sprzedaż
Polska jest biednym krajem. Nie ma zasobów surowcowych ani też nie ma wielkich zasobów finansowych. Nie ma ludzi, którzy by mieli pieniądze od pokoleń i inwestowali je w rozmaite sfery produkcji, produkcji, która dzisiaj wymaga nieustannych inwestycji technologicznych. Jest zatem biedna w tym także rozumieniu, że nie dysponuje kapitałem intelektualnym w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Stąd rozwijamy się ekstensywnie, czyli jak Wokulski. Korzystamy ze sprzyjającej wciąż koniunktury międzynarodowej, z braku ceł, z istniejącego popytu na proste urządzenia, jak pralka czy telewizor. Tracimy na jedynym surowcu, jaki posiadamy w większych ilościach, czyli na węglu. W tej sytuacji wyjściem byłoby naturalnie rozwijanie kapitału intelektualnego, który wymaga wielokrotnie mniejszych nakładów niż dopłaty do węgla, górników, środowiska itd. Wszyscy w zasadzie to wiedzą i nikt nie robi kompletnie nic, żeby w rozwój kapitału intelektualnego inwestować, tak jak w inne dziedziny gospodarki, a nawet lepiej, bo zwrot nakładów byłby znacznie szybszy.
Ponieważ po latach walki o inwestycje w naukę trzeba uznać, że się jej nie wygra w normalny sposób, gdyż przekonujemy przekonanego, który potem nic nie robi dla dokonania zmian, więc może zaproponować zupełnie inne podejście. Teraz jest kolejna okazja, gdyż we wrześniu będzie się odbywała druga tura naboru na wyższe uczelnie, na które w zasadzie powinno się młodzieży nie dopuszczać. Nie możemy jej bowiem niczego obiecać - z wyjątkiem nielicznych wydziałów na najlepszych uniwersytetach - niczego z wyjątkiem dyplomu.
Przez dobre kilka lat dominowało podejście praktyczne, czyli studia na kierunkach "wdrożeniowych" lub "innowacyjnych" i związane z tym ewentualne stypendia. Ponieważ okazało się, że to nie zdaje egzaminu, między innymi dlatego, że nie wiadomo, jakie profesje będą potrzebne za 5-7 lat, więc i to zarzucono. A zarazem podwyżka uposażenia pracowników wyższych uczelni oraz - jeszcze niższego - Polskiej Akademii Nauk jest ciągle kompletnie nierealna, więc degradacja poziomu nauczania będzie nieustająca. W dodatku studia - jeżeli uwzględnić całość wydatków, czyli mieszkanie, książki, życie itp. - są coraz droższe, więc zupełnie sensowne finansowo i życiowo staje się studiowanie za granicą. Z kolei uczelnie są całkowicie uzależnione finansowo od liczby studentów, a w zasadzie od liczby pracowników naukowych na studenta. Im jest ich więcej, tym dla uczelni lepiej. Obecnie, wobec coraz większego braku studentów, sytuacja finansowa wielu uczelni państwowych (płatnych od głowy studenckiej), a tym bardziej prywatnych staje się dramatyczna.
Z tego zaś będą wynikały kolejne konsekwencje negatywne, a - jak wiadomo - ze spirali w dół, kiedy już zaczniemy nią się zsuwać, wydobyć się jest bardzo trudno, a może po prostu się nie da. Nie widzę ani troski stosownej, poza uczonymi, którzy mogą pisać do woli i bez skutku, ani w ramach istniejącej struktury studiów żadnego sposobu wydobycia się z tej zapaści. Sytuacja jest nie tylko dramatyczna, ale będzie się z roku na rok pogarszała, bo jeszcze dochodzi niż demograficzny.
Jakie jest wyjście? Oczywiście zacząć pracownikom naukowym (w tym nauczycielom akademickim) płacić tak jak w krajach normalnych czy tylko ościennych. Ale to samo natychmiast rezultatów nie przyniesie, bo już się uruchomiła negatywna selekcja do tych zawodów. Należy zatem uruchomić proste zasady wolnej gospodarki, czyli absolwentów sprzedawać. Studia nie mogą być płatne (w każdym razie w państwowych uczelniach, bo konstytucja tego zabrania), ale nigdzie nie jest napisane, że za gotowy produkt, czyli dobrego lub świetnego absolwenta, nie wolno pobierać zapłaty od firmy, do jakiej pójdzie. Jestem przekonany, że jest wart o wiele więcej niż kilkadziesiąt ton węgla, a dzięki tym pieniądzom i dzięki konkurencji natychmiast poziom studiów ulegnie poprawie, a płace w dziedzinie nauki podwyższeniu. To nie są żarty, jak tego nie zrobimy, to za dziesięć lat poziom polskich uczelni będzie niższy od najniższego na świecie (już jest blisko), a polska gospodarka zejdzie na poziom produkcji całkowicie wtórnej.
@RY1@i02/2014/161/i02.2014.161.00000030d.802.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu