Krawędź katastrofy
Studia za 300 milionów?
W ciągu ostatnich trzech lat liczba osób chętnych do studiowania wzrosła o 21 proc. Z jednej strony ten trend powinien cieszyć - wszak na świecie studiuje większy procent młodzieży niż w Polsce - ale z drugiej strony pojawiają się trudne pytania. Oto do bram uczelni zaraz po roku 2000 - a to już za parę lat - zacznie dobijać się wyż demograficzny. Ocenia się, że w 2002 roku na studia trzeba byłoby przyjąć dwa razy więcej osób, niż to się dzieje w tej chwili. Jak to miałyby wytrzymać chronicznie niedoinwestowane uczelnie? Na co ze strony państwa szkoły wyższe mogą liczyć?
Wydaje się pewne bowiem, że przy obecnej sytuacji kadrowej i lokalowej mało gdzie można przyjąć większą liczbę studentów. Do czego prowadzą próby przekraczania granic zdrowego rozsądku w tej dziedzinie, pokazują wydziały prawa w Warszawie i Krakowie, gdzie przyjmowano jak najwięcej osób na płatne studia. Niestety, nie zrobiono nic, by takiej masie ludzi zapewnić choćby znośne warunki studiowania. Dlaczego? Bo bez pieniędzy nie da się tego zrobić.
Studia dzienne są bezpłatne, choć istnieje już furtka (ustalenia Komisji Konstytucyjnej), która umożliwia wprowadzenie opłat. Ministerstwo Edukacji rozmyśla o kredytach dla studentów, miałyby to jednak być kredyty wyłącznie stanowiące częściową pomoc materialną dla studiujących. Na poprawę warunków studiowania tego typu kredytowanie nie ma oczywiście wpływu. Nie ma też co liczyć na większe dotacje dla szkolnictwa wyższego z budżetu państwa. Na ten rok w budżecie przewidziano na szkolnictwo wyższe 21 bln zł (starych). Warto wiedzieć, że przeważająca część tych pieniędzy jest przeznaczona na płace dla pracowników. Płace te i tak dość powszechnie uznawane są za zbyt niskie. Przy obecnych płacach nauczycieli akademickich średni koszt studiów wyniósłby około 150 mln zł, gdyby student miał je opłacić w całości z własnej kiesy.
Rada Główna Szkolnictwa Wyższego proponuje, by nauczycielom akademickim podnieść płace. Asystent, zdaniem RGSzW, powinien zarabiać średnią krajową, adiunkt dwie średnie, a profesor trzy. Przy takim założeniu szkolnictwo potrzebowałoby na płace dodatkowo 16,5 bln zł. Praktycznie rzecz biorąc, gdyby chcieć sfinansować te podwyżki ze studenckiej kieszeni, całe studia musiałyby kosztować nie około 150, ale blisko 300 mln starych złotych.
Dyrektor Jerzy Gąsiorowski z MEN na spotkaniu w Sejmie, poświęconym finansowaniu studiów, przedstawił dość smutne wyliczenia resortu edukacji. Okazuje się, że roczny koszt kształcenia studenta powinien wynosić około siedmiu średnich płac krajowych. Przez ile lat absolwent musiałby spłacać, już po zakończeniu nauki, raty w wysokości owej średniej, czy nieco skromniejsze, lepiej nie liczyć. A trzeba zdać sobie sprawę, że są takie kierunki studiów, na których nauka kosztuje 5-6 razy drożej niż przeciętnie. Unia Wolności, której przedstawiciele uczestniczyli aktywnie w spotkaniu, widziała sprawę w sposób bardziej optymistyczny. UW uważa, że jest możliwe wprowadzenie kredytów, z których studenci finansowaliby studia w trakcie ich trwania. Pomysłodawcy nie zdecydowali jeszcze, czy opłaty powinni wnosić wszyscy studenci, czy też tylko ci, którzy nie zmieścili się w limicie przyjęć, ustalonym przez uczelnie. Może być tak, że płaciliby wszyscy, można też zdecydować, że opłaty pobierano by jedynie od uczących się na studiach II stopnia. Oczywiście jest zrozumiałe, że obowiązkowa odpłatność mogłaby postawić przed wieloma osobami barierę nie do przebycia. Jest jednak nie do pomyślenia, by tracić talenty tylko dlatego, że pojawiły się w gorzej sytuowanych rodzinach. Unia sądzi, że dla tych, którzy dobrze zdali egzaminy wstępne, a następnie dobrze się uczą, należałoby pomyśleć o jakiejś formie refundacji kosztów.
Jak na razie wszystkie plany są w sferze pomysłów. Trudno mówić o kredytach na studiowanie przy tak wysokiej i trudnej do określenia inflacji. Nie wiadomo też, skąd miałyby pochodzić środki wpłacane przez studentów jako częściowa (lub całkowita) opłata za studia. Czy kredyt powinien pochodzić ze źródeł prywatnych, czy też może wyłącznie z banku? Jaka miałaby być wysokość opłat?
Jeden ze specjalistów, zaproszonych przez Unię, przedstawił wyliczenie, zgodnie z którym absolwent spłacałby milion starych złotych miesięcznie przez pięć lat po zakończeniu studiów. Zdaniem przedstawiciela MEN to wyliczenie jest nierealne, bo już w tej chwili roczny koszt kształcenia studenta jest znacznie wyższy.
Najprawdopodobniej rodzice dzisiejszych uczniów szkół podstawowych całkiem realnie muszą myśleć o gromadzeniu środków na kształcenie dzieci. Najpewniej takiej czy innej formy opłat za studiowanie nie da się uniknąć. Budżet państwa - co niestety też można przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa - jeszcze przez wiele lat będzie krojony w punktach dotyczących zdrowia i nauki. Zatem na dopłaty państwowe też nie bardzo można liczyć. Wydaje się, że w publicznej dyskusji powinniśmy sobie odpowiedzieć na przynajmniej kilka pytań. Oto zwiększy się liczba studentów - skąd zatem brać środki na finansowanie niezbędnych uczelnianych inwestycji? Czy opłaty powinny być jednakowe na wszystkich kierunkach studiów, czy też studia wymagające większych nakładów powinny być droższe? Czy to nie będzie oznaczało wybierania studiów tańszych przez osoby zdolne, ale niebogate?
Warto wiedzieć, że - jak stwierdził dyr. Gąsiorowski z MEN - na Zachodzie czesne dla studentów stanowi maksimum 18 proc. kosztów działania uczelni. Zdaniem przedstawiciela MEN bez państwowego wsparcia, bez rzeczywistych pieniędzy na szkolnictwo cały system tegoż szkolenia za rok czy półtora zwyczajnie się zawali. Cóż, jeśli nawet tak nie będzie, pozostaje pytanie, co to będą za studia - bez nowoczesnej aparatury, z pracownikami naukowymi biegającymi po mieście, by zarobić na utrzymanie i tylko trochę przejmującymi się macierzystą placówką, niedającą ani chleba, ani satysfakcji.
(Sawa)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu