Droga dla nieprzeciętnych
Przeciętny student kierunków humanistycznych czy społecznych źle ocenia szanse na znalezienie pracy. Ma przeciętnie niższe oczekiwania wobec pracodawcy i przeciętnie zarabia słabiej. Być może dlatego, że to po prostu studia dla nieprzeciętnych? Tu sukces nie jest gwarantowany, a żeby go osiągnąć, trzeba przede wszystkim mieć pomysł na siebie
Kiedy Rafał Dymek szedł na politologię, wiedział tyle, że lubi zaczynać dzień od prasówki i wieczorem obejrzeć wiadomości. Po prostu interesowały go bieżące wydarzenia. Najbardziej sprawy europejskie. Składając papiery do dziekanatu, nie miał co prawda dokładnego planu, co będzie później robił, ale przekonuje, że wybór był w pełni świadomy. - Już wtedy słyszałem głosy, że politologia to kierunek o wszystkim i o niczym, że nie ma po niej pracy. Tylko ja nie oczekiwałem, że studia mi ją dadzą, chciałem po prostu pogłębiać wiedzę i się rozwijać - mówi. Dziś, dwanaście lat później, jest dyrektorem Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, która realizuje programy z zakresu integracji europejskiej, edukacji obywatelskiej oraz dzielenia się polskimi doświadczeniami z czasów transformacji ustrojowej.
Oceniając dotychczasową karierę Dymka, trudno byłoby powiedzieć, że studia były mu nieprzydatne. Jak sam twierdzi, dały mu nie tylko wiedzę, lecz także wiele umiejętności, które wykorzystywał na wszystkich szczeblach kariery. Okazuje się jednak, że dyrektor fundacji należy do mniejszości. Jak wynika z ubiegłorocznego badania "Student na rynku pracy" przeprowadzonego dla portalu Pracuj.pl, tylko 40 proc. ankietowanych studentów i absolwentów podobnych studiów pracuje w miejscu związanym z kierunkiem studiów. Dla porównania: zgodnie ze swoim profilem pracuje 61 proc. osób z wykształceniem technicznym i 48 proc. z ekonomicznym. Badania pokazały, że w 2012 r. absolwenci studiów humanistycznych czuli się najmniej pewnie na rynku pracy - ponad połowa źle oceniała swoje szanse na znalezienie zajęcia w kraju. Ci absolwenci mieli także niższe oczekiwania finansowe. Osoby z wykształceniem technicznym na początku kariery zawodowej chciałyby zarabiać nieco ponad 2,2 tys. zł netto, a oni - 1,9 tys. netto. Badania już otrzymywanych wynagrodzeń pokazują, że studenci na ogół mają rację.
10 godzin 50 minut
Spośród wszystkich absolwentów krajowych uczelni najwyższe pensje mają ci, którzy skończyli Szkołę Główną Handlową w Warszawie, mediana ich zarobków to ponad 8 tys. zł - wynika z badania agencji Sedlak & Sedlak. Choć SGH bije pozostałe szkoły wyższe na głowę, jest to jedyna uczelnia ekonomiczna w kraju, której absolwenci mogą się poszczycić tak wysokimi zarobkami; większość wysokich miejsc w zestawieniu zajmują politechniki. Mediana wynagrodzeń absolwentów drugiej w kolejności uczelni, Politechniki Warszawskiej, wynosiła ponad 7 tys. zł, a trzeciej Politechniki Gdańskiej - 6,3 tys. zł. Pierwszy w zestawieniu uniwersytet, Warszawski, znalazł się dopiero na miejscu piątym (6 tys. zł). Pozostałe - z drobnymi wyjątkami - raczej zamykają listę. Choć eksperci rynku pracy są sceptyczni wobec tego zestawienia - choćby ze względu na niewielką próbę badawczą - ranking wynagrodzeń niekoniecznie nadaje się do kosza. Zarysowane w nim zjawisko podpierają bowiem inne statystyki.
Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń z 2013 r. przeprowadzone przez tę samą agencję pokazało, że absolwenci kierunków technicznych faktycznie zarabiali zdecydowanie więcej. Mediana ich wynagrodzeń wynosiła 5,5 tys. zł, podczas gdy absolwentów kierunków humanistycznych - o 35 proc. mniej, niewiele ponad 4 tys. zł. "Humaniści, aby zarobić tyle, ile absolwent studiów technicznych w ciągu 8 godzin, musieli pracować aż 10 godzin i 50 minut" - piszą autorzy badania. Dodają też, że różnicę widać również na stanowiskach kierowniczych. "Najniższe wynagrodzenia na każdym ze szczebli zarządzania otrzymywali absolwenci studiów pedagogicznych. Specjaliści zarabiali przeciętnie 3,1 tys. zł (o 39 proc. mniej niż osoby po studiach technicznych), natomiast kierownicy 4,1 tys. (o 41 proc. mniej niż osoby po studiach technicznych). Największe dysproporcje zaobserwowano na najwyższym szczeblu zarządzania. Dyrektorzy po studiach pedagogicznych zarabiali 5,8 tys. zł. To o 59 proc. mniej niż osoby, które ukończyły kierunki techniczne".
Czyżby liczby były ostatecznym dowodem dla krytyków filozofii, historii, politologii czy polonistyki? Dominika Staniewicz, ekspertka ds. rynku pracy Business Centre Club, przekonuje, że niekoniecznie. - Trudno jest wyciągać jednoznaczne wnioski na podstawie tych badań. Choćby dlatego że nauki humanistyczne zazwyczaj wybierają kobiety. A te w Polsce zarabiają po prostu gorzej niż mężczyźni - ocenia i zwraca uwagę, że podobnych czynników zaciemniających obraz badań może być znacznie więcej.
Myślenie sprzed 30 lat
Dominika Staniewicz sama skończyła jeden z kierunków powszechnie uznawanych dziś za nieprzydatne - anglistykę. - Prowadziłam szkołę językową, a po jakimś czasie uznałam, że to mi nie wystarczy, i poszłam dodatkowo na socjologię - mówi. Dlaczego, skoro był to jeden z kierunków, którego studenci zwykle narzekają na brak pracy w zawodzie? - Gdy wybieramy taki kierunek, ważne jest pytanie, jak chcemy zarabiać, jakie mamy predyspozycje, jaki zawód sobie obierzemy. Po tym, jak skończyłam już socjologię, przeanalizowałam całe swoje dotychczasowe doświadczenie i umiejętności. Doszłam do wniosku, że dzięki pierwszym studiom świetnie znam angielski, dzięki drugim rozumiem procesy zachodzące w społeczeństwie, a do tego jeszcze bardzo lubię pracę z ludźmi. Branża HR była dla mnie naturalną kontynuacją - mówi Staniewicz. Od tego czasu była wiceprezesem agencji rekrutacyjnej, pełniła funkcję doradcy zarządów spółek ds. HR. Dziś prowadzi własną firmę HR, jest doradcą w ramach BCC, uczestniczy w posiedzeniach komisji trójstronnej. Jest też wykładowcą na wyższej uczelni. I przekonuje, że swoich kierunków studiów nie zamieniłaby na inne.
- Jeśli ktoś idzie dziś na pedagogikę i liczy na pracę w zawodzie, musi być wielkim pasjonatem. To wiedza powszechna, że idzie niż demograficzny, więc pedagogów nie trzeba będzie tak wielu. Podobnie z socjologią - jeśli ktoś uważa, że będzie pracował w tym zawodzie, prawdopodobnie się myli. Jednak zupełnie inne efekty takie studia przyniosą, kiedy pomyślimy o nich jak o bazie do zbudowania kariery - uważa. - Trzeba analizować rynek, swoje potrzeby, zainteresowania, łączyć te informacje i wyciągać wnioski. Kiedy szukam pracy, zastanawiam się, co mogę robić, gdzie się to przyda, gdzie będzie atutem. Zarówno problemy dzisiejszych absolwentów, jak i zła prasa kierunków humanistycznych i społecznych wynikają z tego, że wciąż myślimy jak ludzie trzydzieści lat temu, gdy wskaźnik scholaryzacji wynosił 10 proc. Dziś studia kończy 60 proc. młodych ludzi, a my wciąż oczekujemy zero-jedynkowej reakcji: mam studia - mam pracę. Ci, którzy wybierają kierunki humanistyczne i społeczne, muszą zrozumieć, że funkcjonowanie w kapitalizmie polega na tym, że ludzie samodzielnie podejmują świadome decyzje i sami odpowiadają za swoją przyszłość.
Tymczasem z danych portalu Pracuj.pl wynika, że wielu studentów kierunków deprecjonowanych dziś w debacie publicznej najchętniej wybrałoby którąś ze standardowych, przetartych już dawno dróg kariery. Jako absolwenci chcieliby pracować w administracji państwowej, nauce lub szkoleniach, kadrach, marketingu i PR. Problem się pojawia, gdy te oczekiwania nie spotykają się z potrzebami pracodawców. Ci najchętniej zatrudnialiby w handlu i sprzedaży (23 proc. wszystkich ofert w serwisie), bankowości, finansach i ubezpieczeniach.
Doświadczenie
- Dlaczego młodzi ludzie często wybierają kierunki studiów o dziwnie brzmiących nazwach? - pyta Maciej Balcerzak, wieloletni menedżer i autor książki "Planeta Korporacja". - Otóż dlatego że po pierwsze, tam się łatwo dostać, a po drugie, to są po prostu łatwe studia, wiedzę tam przekazywaną da się przyswoić na poziomie liceum. Myślę, że raczej słaba jakość wykształcenia jest tu prawdziwym problemem, a nie kierunek - uważa. - Dobre wykształcenie humanistyczne może być niezłą przepustką do kariery w korporacji, która jest na tyle dużym organizmem, że absorbuje ludzi z bardzo różnymi kompetencjami. W wielkich firmach poza bardzo sztywnymi departamentami, jak kontroling czy finanse, potrzebne są też działy HR czy PR, które wymagają wykształcenia związanego ze znajomością ludzkich reakcji, dobrego posługiwania się językiem, umiejętności miękkich - mówi i dodaje, że jest jeszcze jedna droga, sprzedażowa. - Jeśli pani potrafi wypracować zysk, to panią będą całować po rękach bez względu na wykształcenie. Bo to pani będzie utrzymywać całą resztę.
W podobnym tonie o studentach wypowiadają się również akademicy. Doktor Mikołaj Jasiński z Centrum Badań Jakości Kształcenia UW w grudniu przekonywał na łamach DGP, że naprawdę dobrzy studenci nie obawiają się o pracę - obojętnie, w jakim kierunku się kształcą. Na początku roku akademickiego w liście otwartym do premiera studentów politologii bronił z kolei prof. Mirosław Karwat z Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. "Politolodzy bynajmniej nie dominują wśród bezrobotnych absolwentów uczelni. Choć plaga bezrobocia i umów śmieciowych dotyka ich również, to wykazują się dużymi zdolnościami adaptacyjnymi, gdyż nauczono ich myślenia, decydowania, socjotechniki. Funkcjonują z powodzeniem w tak różnych sektorach jak ubezpieczenia, bankowość, marketing, PR, media, urzędy, samorządy" - napisał. - "Według przeprowadzonych badań większość absolwentów nauk politycznych nie żałuje swego wyboru kierunku studiów i uznaje, że studia te były użyteczne w poszukiwaniu pracy i zdobywaniu zawodu" - dodał. A Rafał Dymek jest przekonany, że profesor ma słuszność. - Studia dały mi wszechstronne wykształcenie, którego później używałem na każdym szczeblu mojej pracy w fundacji. Najpierw była to wiedza merytoryczna albo choćby obeznanie, gdzie szukać konkretnej wiedzy. Później doszły do tego umiejętności z dziedziny zarządzania, podziału zadań, negocjacji.
Dymek dodaje, że w jego przypadku kluczowe na rynku pracy okazało się doświadczenie. - W Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana pracowałem od pierwszego roku studiów. Najpierw jako wolontariusz, później dostawałem projekty na zlecenia. Za każdym razem, jeśli mogłem się przy czymś na dłużej zaczepić, robiłem to. Więc kiedy przyszły poważniejsze potrzeby i zadania, łatwiej było sięgnąć po mnie, niż szukać kogoś z zewnątrz - wspomina. Dymek dodaje, że dziś patrzy na to także z drugiej strony, jako osoba, która sama zatrudnia. - U nas ważne jest doświadczenie praktyczne. Organizujemy wiele eventów i akcji, więc osoba, która do nas przychodzi, musi mieć umiejętności komunikacyjne, organizacyjne. Chcemy, by już kiedyś widziała, jak się robi podobne wydarzenia, żeby miała doświadczenia projektowe - choćby jako wolontariusz czy stażysta. Bardzo często jest tak, że ktoś ma za sobą 14 lat formalnej edukacji, ale nie robił nic poza tym.
Poza schematem
Mariusz Skiba z agencji doradztwa personalnego Randstad uważa, że już niebawem rynek pracy zacznie doceniać osoby z wykształceniem humanistycznym znacznie bardziej. Jak szacuje, to kwestia 5-7 lat. - Myślę, że wraz z upływem czasu firmy same otworzą się na takich pracowników, bo analiza logiczna, rozumienie faktów w różnych perspektywach i konfiguracjach, powiązanie jakości przekazu z siłą jego oddziaływania staną się narzędziami coraz bardziej istotnymi w kontaktach z rynkiem - przekonuje. Jak dodaje, osoby z takim wykształceniem muszą jednak się do tego przygotować i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrafią przedstawić swoje umiejętności w taki sposób, aby biznes dostrzegł wynikające z nich korzyści.
Raz nabyta umiejętność dopasowania się do rynku pracy niebawem może się okazać tą, dzięki której absolwenci studiów humanistycznych i społecznych wygrają z tymi, którzy kończyli trudne, techniczne lub ścisłe kierunki. - Osoby z wykształceniem ścisłym lub technicznym mają znacznie większą trudność w przekwalifikowaniu się. Proszę sobie wyobrazić, co będzie robił absolwent chemii, jeśli nie dostanie się do jakiegoś projektu badawczego? Albo inżynier budownictwa? - mówi Dominika Staniewicz, a jej słowa popiera Rafał Dymek. - Dziś dotujemy kierunki, których absolwenci pracują w dużej mierze przy kontraktach finansowanych z funduszy europejskich. Jak już skończą się te środki, wiele z tych osób może zostać bez pracy - zauważa. Modelowym przykładem są według nich pracownicy działów księgowych. Jeszcze dwadzieścia lat temu, kiedy wszystko trzeba było robić ręcznie, firmy zatrudniały w nich po kilkadziesiąt osób. Z chwilą gdy duża część zadań tych działów uległa automatyzacji, działy były mocno ograniczane, a pracownicy zwalniani.
Już teraz absolwenci kierunków humanistycznych i społecznych windowani są przez nowe branże - głównie internetową. - Obserwujemy zapotrzebowanie na profesjonalnych blogerów, copywriterów oraz community managerów - podkreśla Michał Młynarczyk z HAYS Poland (sam po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW). Prawdziwe kariery rodzą się także poza strukturami firm. Choćby takie, jak najpopularniejszych w polskim internecie vlogerów. Łukasz Jakóbiak, 30-latek prowadzący na YouTube popularny talk-show "20m2 Łukasza", z wykształcenia jest dziennikarzem, a kilka wcześniejszych lat spędził w PR. Dziś zaprasza do siebie największe gwiazdy. Maciej Frączyk, znany szerzej jako Niekryty Krytyk, również na YouTube prowadzi program, który chce oglądać już milion widzów - tylu zasubskrybowało jego kanał. Podobnym sukcesem mogą pochwalić się tylko dwa inne projekty - Abstrachuje TV i SA Wardęga. Również przygotowywane przez młodych, którzy w dawnym porządku powinni dopiero wchodzić na rynek pracy.
Skrajne przypadki to dobra ilustracja tego, co o studentach społecznych i humanistycznych kierunków mówiła Dominika Staniewicz. Zgłębianie tych dziedzin najwyraźniej przestało być ścieżką dla tych, którzy liczą na natychmiastowe zatrudnienie w zawodzie. Ci, którzy na to stawiają, zawsze znajdą się gdzieś wśród przeciętnie zarabiających, przeciętnie oczekujących i przeciętnie zadowolonych. Wygląda na to, że dziedziny, w których sukces nie jest gwarantowany, to ścieżka dla tych, którzy szybko zrozumieją, że aby osiągnąć sukces, trzeba przede wszystkim mieć pomysł na siebie. Ci nigdy nie zmieszczą się w statystykach.
Ci, którzy wybierają kierunki humanistyczne, muszą zrozumieć, że funkcjonowanie w kapitalizmie polega na tym, że ludzie sami odpowiadają za swoją przyszłość
@RY1@i02/2014/031/i02.2014.031.000000600.803.jpg@RY2@
Shutterstock
Anna Wittenberg
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu