Uczelnie chcą więcej pieniędzy
Pracownicy placówek publicznych obawiają się, że po tłustych latach podwyżek rząd zamrozi ich płace. W takiej sytuacji od 2009 roku są inni pracownicy budżetówki
W tym roku do publicznych szkół wyższych trafiła trzecia, ostatnia transza pieniędzy z budżetu państwa na podwyżki dla pracowników. Łącznie w latach 2013-2015 na ich konta na ten cel wpłynęło ok. 5,8 mld zł.
Najbardziej zyskały osoby zatrudnione na stanowiskach asystenckich, wykładowcy, lektorzy czy instruktorzy. Tylko w ciągu jednego roku ich płace wzrosły średnio o 10,7 proc. Przykładowo wykładowca zatrudniony na Uniwersytecie w Białymstoku zarabiał w 2012 r. 2,9 tys. zł miesięcznie. W 2013 r. już ponad 3,1 tys. zł. W kolejnych latach (2014 i 2015) uczelnie dostały dwie następne transze na podwyżki, a pensje tych pracowników rosły w podobnym tempie.
- Podwyżki były przyznawane na podstawie podobnych zasad jak przy rozdzielaniu pierwszej transzy - wskazuje Tomasz Boruszczak z Uniwersytetu Łódzkiego.
Znacznie wzrosły też wynagrodzenia osób zatrudnionych na stanowiskach administracyjnych. W ciągu roku średnio o 9,1 proc. Przykładowo na Uniwersytecie Gdańskim po otrzymaniu pierwszej transzy na podwyżki w 2013 r. płaca na tych stanowiskach wzrosła przeciętnie o blisko 500 zł miesięcznie.
Najmniej zyskali profesorowie, których pensje w ciągu roku wzrosły o średnio 5,6 proc. Ale są to osoby, które zarabiają najwięcej (od 5 tys. zł do 14 tys. zł).
Ambitny cel
Cel rządu był taki, aby płace pracowników szkół wyższych wzrosły w ciągu trzech lat w porównaniu do 2012 r. o 30 proc. - We wrześniu przeprowadzimy monitoring przyznawania podwyżek. Doszły do nas informacje o możliwych nieprawidłowościach w kilku szkołach wyższych, ale musimy to jeszcze sprawdzić - zapowiada Janusz Szczerba, wiceprezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego.
- W przypadku mojej uczelni na niektórych stanowiskach wynagrodzenia wzrosły nawet więcej niż o zakładane 30 proc. Wynika to z zasad, jakimi kierowaliśmy się, przyznając wyższe płace - mówi prof. Henryk Krawczyk, rektor Politechniki Gdańskiej.
Więcej otrzymali najlepsi pracownicy. - Chcieliśmy, aby podwyżki miały charakter motywacyjny. Dlatego część środków była przyznawana wszystkim, a część uznaniowo, w zależności od zaangażowania pracownika. Są też takie osoby, słabsi pracownicy, których pensje nie wzrosły o 30 proc. - wylicza Henryk Krawczyk.
Chude lata
Przedstawiciele szkół wyższych obawiają się, że po trzech tłustych latach ich pensje znowu na kilka lat zostaną zamrożone. - Fundusze pozwoliły na realny wzrost pensji. Jednak nadal w porównaniu do innych krajów UE nasze uposażenia są kilkakrotnie niższe - uważa prof. Krawczyk.
Dlatego związkowcy domagają się zmian w zasadach wyliczania dotacji na płace dla nauczycieli akademickich.
- Obecnie środki na ten cel zależne są od kwoty bazowej, która wynosi ok. 1,8 tys. zł. Chcemy, aby pensje były uzależnione od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce (ok. 4 tys. zł). Wiemy, że nie może to się stać od razu i ta zmiana musi zostać rozłożona w czasie. W tej sprawie skierowaliśmy już pismo do minister nauki i szkolnictwa wyższego. Na razie jednak nie mamy odpowiedzi - tłumaczy Janusz Szczerba.
W jego ocenie ta zmiana pozwoli również zmniejszyć różnice w pensjach na publicznych uczelniach wśród nauczycieli akademickich. Przy okazji wprowadzenia podwyżek w 2013 r. rząd zniósł też górną granicę, której nie mogła przekroczyć uczelnia, wypłacając wynagrodzenie pracownikowi. Profesor w publicznej szkole wyższej nie mógł zarabiać więcej niż 10 tys. zł miesięcznie. Obecnie wynagrodzenia na stanowisku profesora potrafią różnić się o kilka tysięcy złotych. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie średnia profesorska płaca wynosiła w 2013 r. 13 tys. zł, gdy na Uniwersytecie w Białymstoku 8 tys. zł. Jeszcze gorzej mają ci zatrudnieni w państwowych wyższych szkołach zawodowych. Profesorowie dostają średnio 5-6 tys. zł.
To, zdaniem związkowców, jest niezgodne z kodeksem pracy, który wskazuje, że za jednakową pracę należy się jednakowa płaca.
- Zależy nam na tym, aby niwelować różnice - kończy Janusz Szczerba.
@RY1@i02/2015/161/i02.2015.161.18300010b.802.jpg@RY2@
Zatrudnienie na uczelniach publicznych
Urszula Mirowska-Łoskot
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu