Dziennik Gazeta Prawana logo

Oceny wykładowców działają, ale wadliwie

27 czerwca 2018

Na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, gdy uczelnia zwalnia nauczyciela, ponieważ ten źle pracuje. Czy to oznacza, że mamy świetną kadrę akademicką? Zdaniem ekspertów - niekoniecznie

Blady strach padł na nauczycieli akademickich, kiedy w 2011 r. weszła w życie nowelizacja ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 84, poz. 455), która zaostrzyła kryteria oceny ich pracy. Uczelnia musi teraz przeprowadzać ją co dwa lata i brać pod uwagę opinie studentów. Druga negatywna nota powinna oznaczać rozstanie z wykładowcą. Nauczyciele obawiali się, że w dobie niżu demograficznego będzie to dobry pretekst, by masowo ich zwalniać. Tak się jednak nie stało.

Mimo że od 2011 r. kadra akademicka zatrudniona na uczelniach publicznych skurczyła się o prawie 2 tys. osób, to zaledwie promil stracił pracę w wyniku złej oceny. - Nowelizacja nie spowodowała lawiny zwolnień - potwierdza Jacek Przygodzki z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Nauczyciele na piątkę

Identyczne wnioski płyną z sondy przeprowadzonej przez DGP. Na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (UMCS) od 2011 r. z powodu negatywnych not uczelnia zwolniła cztery osoby - na 1,7 tys. zatrudnionych nauczycieli akademickich. Z kolei na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu pracę z tego powodu straciły trzy (na 3 tys. nauczycieli). Podobnie wygląda to na innych uczelniach.

- Były dwa takie przypadki. Jeden w 2013 r., drugi w tym - informuje Artur Szwedo z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Szkoły wyższe starają się unikać sytuacji, kiedy powodem wypowiedzenia umowy jest zła opinia o dorobku zawodowym nauczyciela.

- W tegorocznej ocenie okresowej negatywną ocenę otrzymały dwie osoby. Jednej z nich kończyła się umowa, a więc nie było potrzeby wypowiadania stosunku pracy. Druga zostanie przesunięta na wakujące stanowisko administracyjne - mówi Sylwester Czopek, prorektor do spraw nauki Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Wpasowani w system

Zebrane przez nas dane mogą świadczyć albo o tym, że mamy bardzo dobrą kadrę akademicką, albo że system ocen jest nieskuteczny. Eksperci wybierają tę drugą opcję.

- Niestety, system oceny pracy nauczyciela akademickiego nie wskazuje najgorszych pracowników - uważa prof. Grażyna Skąpska, przewodnicząca Konwentu Rzeczników, organu opiniodawczego przy ministrze nauki i szkolnictwa wyższego. - Nauczyciele dostosowali się do nowego systemu, czyli po prostu działają tak, aby nazbierać jak najwięcej punktów. To zapewnia im dobrą ocenę pracy, która niekoniecznie oznacza, że są świetnymi pracownikami - wyjaśnia.

Przykład?

- Jednym z elementów pracy akademika jest działalność naukowa. O tym, czy dorobek naukowca jest na wysokim poziomie, świadczy chociażby liczba cytowań w różnych publikacjach. Zatem, aby nazbierać ich jak najwięcej, akademicy umawiają się, że będą cytować siebie nawzajem - tłumaczy prof. Skąpska. Zdarza się nawet, że dziekan wydaje takie zalecenie pracownikom: "ty zacytuj mnie w swojej pracy, a ja ciebie".

- Obecny system prowadzi do patologii. Efekty, które przynosi, są sprzeczne za założeniami - komentuje prof. Skąpska.

Związkowcy mają podobne zdanie.

- Środowisko po prostu stosuje mechanizmy samoobrony - przyznaje Janusz Rak, prezes Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Przykładowo, zgodnie z ustawą uczelnia ma obowiązek oceniać akademika co dwa lata, ale żeby noty były lepsze, bierze pod uwagę ich dorobek z ostatnich czerech lat.

- To rozwiązanie zgodne z prawem. Ustawa wskazuje, co ile ocena ma być przeprowadzana, ale nie z jakiego okresu pracę należy brać pod uwagę - twierdzi Janusz Rak.

Uczelnie stosują też różne kryteria, jeśli chodzi o liczbę punktów, które trzeba zgromadzić, by dostać pozytywną ocenę. - Progi mogą być ustawione nisko. W efekcie złą notę dostaną tylko te osoby, które zupełnie nie przykładają się do pracy. Dlatego większość może przejść przez to sito bez problemu - mówi Janusz Rak.

W jego ocenie niepotrzebne jest również tak częste przeprowadzanie ocen (jedynie w przypadku profesorów uczelnia dokonuje ich rzadziej - co cztery lata).

- Jeżeli nauczyciel pracuje na uczelni 40 lat, to oznacza, że może być oceniany nawet 20 razy. Niepotrzebnie. To stresowanie pracowników, które niczemu nie służy - uważa Janusz Rak.

Podobne zdanie ma prof. Grażyna Skąpska. - Trzeba brać pod uwagę specyfikę pracy w tym zawodzie. Przecież jeśli kilka lat naukowiec prowadzi badania, to w tym czasie może nie mieć publikacji. Czy to oznacza, że powinien automatycznie zostać źle oceniony? - pyta.

Studenci bez wpływu

Mimo że nowy system miał spowodować, iż większy wpływ na ocenę pracy nauczycieli będą mieli studenci, w praktyce niewiele to zmieniło.

- Całościowa ocena pracownika uwzględnia trzy obszary: naukowy, dydaktyczny i organizacyjny. Studenci mają wpływ na ocenę dydaktyczną. Ustawa przykłada jednak większą wagę do osiągnięć naukowych. Dwie pozostałe oceny mają mniejsze znaczenie - wyjaśnia Artur Szwedo.

- Wpływ studentów jest znikomy z prostej przyczyny - niewielu z nich wypełnia ankiety. Na przykład na roku jest 90 osób, a oddanych ankiet pięć. W takiej sytuacji, jeśli nawet są to bardzo pozytywne opinie, nie możemy ich uznać za niemiarodajne - twierdzi prof. dr hab. Bernard Mendlik, dziekan Wydziału Edukacji Muzycznej Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

@RY1@i02/2015/141/i02.2015.141.18300060b.802.jpg@RY2@

Zasady oceniania nauczycieli akademickich

Urszula Mirowska-Łoskot

urszula.mirowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.