Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Państwo nie powinno decydować o sześciolatkach

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Ustawa jest bardzo ważna, bo daje rodzicom prawo wyboru - przekonuje Karolina Elbanowska, prezes Fundacji Rzecznik Praw Rodziców

W Sejmie odbędzie się dziś pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy, która pozwala rodzicowi sześciolatka decydować, czy jego dziecko pójdzie do pierwszej klasy, czy zostanie w zerówce. Od tygodnia spotykają się państwo w tej sprawie z posłami. Jakie są efekty?

Usłyszeliśmy wiele zapewnień poparcia ze strony przedstawicieli klubów parlamentarnych. Zobaczymy jednak, jak to się przełoży na głosowanie. Nie sądzę, żeby Sejm odrzucił projekt ustawy. Obawiamy się jednak, żeby później nie trafił on do zamrażarki lub nie został odrzucony w komisji. Tak było z poprzednią ustawą, którą wprowadziliśmy do Sejmu. Gdy Polacy śledzili Euro 2012, parlamentarzyści zdecydowali, że nie będą nad nią dalej pracować. Cynizm posłów, którzy w Sejmie głosowali za dalszą pracą nad projektem, a w komisji odmówili podjęcia tych prac, przeszedł zupełnie bez echa.

Rekrutacja do przedszkoli i zerówek właśnie się rozpoczęła. Nie za późno na prace nad ustawą?

W tej chwili prace nad nią musiałyby się odbyć w przyspieszonym tempie. Inaczej rodzice nie będą mogli wziąć udziału w rekrutacji do przedszkoli. Jeśli politycy faktycznie mają tak dobrą wolę, jak deklarowali podczas spotkań, powinni procedować nad projektem natychmiast. Albo przygotować specustawę, która obejmie tylko rocznik 2009. Tak naprawdę to teraz najbardziej pilna potrzeba - do szkół ma iść cały rocznik dzieci urodzonych w 2009 r. Oznacza to, że w pierwszych klasach znajdą się już nie sześcio-, ale również pięciolatki urodzone po 1 września. To dzieci zupełnie niegotowe, by pójść do szkoły. Skutkiem będą porażki edukacyjne na masową skalę. Zgłasza się do nas bardzo wielu rodziców dzieci z końca rocznika 2008, którzy posłali swoje dzieci do szkoły w tym roku i dziś bardzo tego żałują. Żeby dzieci zostały w przedszkolu, muszą jednak wziąć udział w trwającej właśnie rekrutacji. Rodzice teraz potrzebują prawa wyboru.

Dziecku niegotowemu do szkoły można załatwić odroczenie w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Gdyby to było takie proste. W poradniach publicznych nawet dzieci z poważnymi problemami nie zawsze uzyskują odroczenie. W ubiegłym roku wiceminister edukacji Tadeusz Sławecki wysłał do samorządów okólnik, w którym stwierdził, że odroczenia wydawane przed majem są niemiarodajne. To nie jest prawda. Minister nie może się stawiać ponad psychologami. Pracownicy poradni ulegają politycznym naciskom, boją się utraty pracy. Odsyłanie rodziców na maj często pozbawia odroczone dzieci szansy na miejsce w przedszkolu.

Na temat odroczeń powstaje bardzo wiele przekłamań. Pod względem proceduralnym odraczanie obowiązku szkolnego jest dość skomplikowane. Łatwo manipulować rodzicami. W szkołach słyszą na przykład, że dotyczy to tylko dzieci upośledzonych umysłowo. Do tej pory odroczenia były rzadkie. W tej chwili to masowy proces. W ubiegłym roku odroczonych zostało 19 proc.sześciolatków, które zgodnie z ustawą powinny znaleźć się w szkole.

Pani zdaniem posłowie zdążą się zająć ustawą do końca kadencji? Zmian jest dużo, a zostało siedem miesięcy.

Boimy się, że partie polityczne wyślą opinii publicznej fałszywy komunikat - teraz skierują projekt do prac w komisji, a później - po cichu - zdecydują, że jednak zostanie odrzucony. Dlatego zamierzamy przez cały czas prowadzić kampanię informacyjną na ten temat. Ustawa jest ważna, bo daje rodzicom prawo wyboru. Wzmacniamy kompetencje rad rodziców. W myśl założeń projektu rodzic będzie też mógł zdecydować, czy wyśle pięciolatka do przedszkola, czy pozostawi go w domu. W Polsce brakuje przedszkoli. Dlatego dziś pięciolatki często lądują w oddziałach przy szkole, które z przedszkolem nie mają nic wspólnego - wśród ławek, starszych uczniów, bez wyżywienia i coraz częściej w systemie zmianowym. Dochodzi do sytuacji, w której rodzice wracają z pracy i prawie nie widują się z dzieckiem, bo kończy ono zajęcia o 18. Mowa o dziecku, które urodzone pod koniec roku może mieć dopiero 4 lata i 8 miesięcy.

Ważną kwestią w naszym projekcie jest też podkreślenie prawa nauczyciela do wyboru podręcznika. Nauczyciel ma zapisaną w karcie swobodę wyboru materiałów dydaktycznych, która została ograniczona przez projekt rządowego elementarza.

Rozmawiała Anna Wittenberg

Więcej o dyskusji w Sejmie na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.