Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rozliczamy gimnazja

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawy wprowadzające reformę edukacji. Z decyzją zwlekał do ostatniej chwili - wykorzystał pełne 21 dni, które przewidziano dla głowy państwa w procesie legislacyjnym.

Wraz ze startem prac nad reformą do MEN powołano nowego doradcę - prof. Andrzeja Waśkę. Do tej pory był on członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie i autorem podstawy programowej do języka polskiego. Teraz ma być odpowiedzialny za operacyjne wprowadzanie reformy.

Zmiana realizuje jedną z głównych obietnic wyborczych PiS - wydłużenie liceum ogólnokształcącego do czterech lat oraz likwidację gimnazjów. Minister edukacji Anna Zalewska przekonuje, że gimnazja się nie sprawdziły. I podaje dwa koronne argumenty. Po pierwsze, nie wyrównują szans. Po drugie, Polski po prostu na gimnazja nie stać (podczas gdy liczba uczniów zmniejsza się w wyniku niżu demograficznego, tych szkół w systemie przybywa). Przeanalizowaliśmy, jaki jest bilans 17 lat istnienia gimnazjów. Z danych międzynarodowego badania umiejętności uczniów PISA wynika, że pierwszy argument pani minister nie jest do końca prawdziwy. Drugi ma oparcie w rzeczywistości. W 2006 r. edukacja gimnazjalisty kosztowała samorząd średnio 6 tys. zł rocznie. O 3 tys. zł mniej niż ucznia podstawówki. W ciągu sześciu lat kwoty te zrównały się, dziś na dziecko i w podstawówce, i w gimnazjum trzeba wydać 9 tys. zł. Większość wydatków (80-90 proc.) to wynagrodzenia nauczycieli. Obok analizujemy dane, które pozwalają ocenić epokę gimnazjum.

@RY1@i02/2017/006/i02.2017.006.000000200.801.jpg@RY2@

Anna Wittenberg

anna.wittenberg@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.