Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Minister ma instrumenty, żeby ukarać niepokorne uczelnie

1 listopada 2020
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Czy uczelnie, które wprowadziły godziny rektorskie w związku z protestami wywołanymi wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, mogą spotkać negatywne konsekwencje finansowe?

Prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ

Przypominam, że za funkcjonowanie uczelni, w tym realizację procesu dydaktycznego, odpowiada rektor. Z ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce wynika, że początek roku akademickiego rozpoczyna się 1 października, a kwestie organizacji zajęć i dni wolnych ustalane są przez władze uczelni autonomicznie. Minister oczywiście sprawuje nadzór nad działalnością szkół wyższych, ale interweniować może tylko wtedy, gdy uczelnia nie realizuje podstawowych zadań. Trudno uznać, że zapewnienie przez uczelnie wolnego od zajęć na czas protestu narusza tę zasadę.

Wracając do pytania o finanse – podziału pieniędzy między uczelnie dokonuje minister odpowiedzialny za szkolnictwo wyższe. Otrzymują je one w formie subwencji, którą mogą w miarę elastycznie wykorzystywać na realizacje swoich celów statutowych, m.in. na badania i dydaktykę. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz akty wykonawcze wydawane na jego podstawie określają kryteria podziału środków, które powinny być brane pod uwagę przez ministra. Nie pozostawia to mu wielkiej swobody przy podejmowaniu decyzji. Oczywiście zawsze może zmienić rozporządzenie dotyczące algorytmu podziału pieniędzy i inaczej przekierować ich strumień. Zanim jednak przepisy się nie zmienią, nie może inaczej wpłynąć na te kwestie. Ale to tylko jedna strona medalu. Szkoły wyższe dostają także środki z różnych ministerialnych programów, gdzie jest już większa uznaniowość.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.