Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Taki mamy klimat. Do nas czasem drony wlatują

19 września 2025
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Nie wiem, czy mielibyśmy dzisiaj, późnym latem 2025 r., sprawny Narodowy System Antydronowy, gdyby premierem wciąż był Mateusz Morawiecki. Nie wiem także, czy mimo tego hipotetycznego systemu Rosjanie i tak nie osiągnęliby sukcesu, fruwając dronami nad terytorium państwa NATO. Mogłoby się okazać, że nasze zabezpieczenia nie są aż tak nowoczesne, jak jakiś rosyjski patent. Wiem za to na pewno – a wszyscy to wiemy – że półtora roku rządów KO i koalicji powinno wystarczyć do stworzenia systemu, którego skuteczność zostałaby w zeszłym tygodniu sprawdzona. Dobrze działające lotnictwo nie jest systemem przeciwdziałania dronom. Może stanowić jego wartościowy, konieczny element, ale nie wystarczy.

W Polsce premiera Tuska i ministra obrony Kosiniaka-Kamysza prace nad przeciwdronowymi zabezpieczeniami szły opieszale. Nikt ważny się w tej sprawie nie wściekł; normalne procedury okazały się więc niewystarczające, by państwo poszło za wieloma eksperckimi głosami, wskazującymi, że wojna zaczęta w 2022 r. uwidoczniła wagę dronów – i broni do ich zwalczania. Wydaje się, że sytuacja, w której w systemie obronnym państwa zagrożonego interwencjami wroga uwidoczniła się poważna luka, wywołuje automatycznie polityczne trzęsienie ziemi. W Polsce tak się nie stało. Czemu? Powód jest przekonujący, skoro kwestia dotyczy naszego bezpieczeństwa – a słyszymy o nim ciągle, że stanowi ono priorytet.

Jednak, aby trzęsienie ziemi w naprawdę poważnej kwestii uruchomić, potrzebna byłaby opozycja zachowująca powagę. Najlepiej długo i w wielu sprawach. Nie zachowuje tej powagi PiS, który nawet w sprawie edukacji zdrowotnej posługiwał się stereotypami i przekłamaniami (jakby nie było zupełnie rozsądnych powodów, by tej edukacji nie poprzeć). Nie było odpowiedniej powagi w złożonej znienacka propozycji uczczenia przez Sejm pamięci zamordowanego amerykańskiego aktywisty. Nie ma powagi w zarzutach wobec PO, że planuje ona likwidację państwa polskiego. Gdyby dzisiaj prezes PiS wystąpił z wnioskiem o odwołanie premiera, bo rząd nie dowiózł bezpieczeństwa, osiągnąłby co najwyżej jednodniowe zainteresowanie kilku redakcji. Najbardziej błyskotliwa w tej sprawie i przemyślana argumentacja byłaby słabo słyszana ze względu na nadawcę – partię, która już setki razy krzyczała o zdradzie i ruinie. Ile razy da się tego słuchać chociażby z odrobiną zainteresowania?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.