Włamanie do Instytutu Pileckiego i pobicie Jana Malickiego to może być dopiero początek
W łamanie do siedziby Instytutu Pileckiego w Berlinie, o którym napisaliśmy w serwisie Gazetaprawna.pl, wpisuje się w serię podejrzanych akcji wymierzonych w Polskę, których ślady prowadzą na Wschód. Przypomnijmy: do placówki na początku roku, nocą, wtargnął zamaskowany mężczyzna, który wyraźnie czegoś szukał. Zrobił bałagan. Zanieczyścił toaletę. I odszedł z komputerem, który należał do pracownika zajmującego się kwestiami wschodnimi. Między innymi Ukrainą. Nie połasił się na żaden inny wartościowy sprzęt elektroniczny, który mógł ze sobą zabrać. Poza konkretnym komputerem nie wziął nic cennego. Mimo że – jak relacjonują nasze źródła – mógł swoim najściem zarobić znaczną sumę pieniędzy.
To, co najmniej dziwne, po co ryzykować włamanie w centrum Berlina (Instytut Pileckiego mieści się maksymalnie 300 m od Bramy Brandenburskiej w rejonie dobrze oplecionym kamerami przemysłowymi) dla jednego komputera? Z kolei robienie kipiszu i pozostawianie zabrudzonej toalety to podpis rosyjskich i białoruskich służb. Choćby z tego powodu nie można przejść obok tej sprawy obojętnie. Jeśli dołożymy do tego pobicie w Warszawie, przez osoby podające się za strażników miejskich, twórcy Studium Europy Wschodniej przy Uniwersytecie Warszawskim, Jana Malickiego, prowokację przeciwko polskim dyplomatom w Kiszyniowie (oskarżenia ze strony Białorusi, że Polacy próbowali zwerbować w Mołdawii dyplomatę Alaksandra Łukaszenki do współpracy z naszymi służbami) czy nasilenie propagandowe ze strony Białorusi (zapowiedź filmu z udziałem rzekomo planującego zamach stanu byłego dziennikarza polskich mediów i adwokata z podwójnym białorusko-amerykańskim obywatelstwem Jurasia Ziankowicza) – widać wyraźne wzmożenie w uderzaniu w Polskę.
To wciąż są akty umiarkowanej dywersji, a nie plan, o którym pisze w najnowszym wydaniu „New York Times”, czyli podpalenia w magazynach na polskich lotniskach i próby sabotażu przeciw samolotom transportowym. Nie można ich jednak ignorować. Jeśli państwo nie podejdzie poważnie do wyjaśniania zdarzeń takich jak pobicie Malickiego czy włamanie do Instytutu Pileckiego, za kilka miesięcy przeciwnicy Polski pójdą o krok dalej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.