Wielka awaria policyjnego systemu podsłuchowego
Blisko dziesięć dni nie działał krytyczny dla bezpieczeństwa państwa system "Moniuszko" - dowiedział się "DGP". Awaria utrudniła poszukiwania 19-letniej Iwony z Sopotu i zaszkodziła śledztwom gospodarczym prowadzonym przez CBŚ.
System służy policji do podsłuchiwania komórkowych rozmów telefonicznych. - Można powiedzieć, że byliśmy przez ponad tydzień kompletnie głusi. To nie pierwsza awaria tego systemu, ale najdłuższa i najpoważniejsza. To wręcz nieprawdopodobne w XXI wieku - mówi wysoki rangą oficer Komendy Głównej Policji zastrzegający sobie pełną anonimowość.
Potwierdzenie długotrwałej awarii systemu "Moniuszko" uzyskaliśmy w dwóch innych policyjnych źródłach. - Ten system to bubel. Najgorsze, że efekty tych awarii, które dziś odczuwamy, będą się za nami ciągnęły przez lata - mówi wprost policjant, który nadzoruje pion zwalczający przestępczość ekonomiczną w jednej z komend wojewódzkich.
Aby wyjaśnić znaczenie "Moniuszki", nasi rozmówcy przywołują głośną sprawę tajemniczego zaginięcia 19-letniej mieszkanki Sopotu. W takim przypadku elementarnym działaniem oficerów pionu operacyjnego jest ustalenie miejsca zaginięcia. Sięga się po dane z tzw. BTS-ów, czyli stacji przekaźnikowych, do których logują się telefony komórkowe. - Dzięki analizie można wyodrębnić zbiór numerów, które logowały się w tym samym miejscu, w tym samym czasie. Można także przeanalizować dane z wcześniejszego i późniejszego okresu i wyodrębnić podejrzane numery - wyjaśnia jeden z naszych rozmówców. I niemal natychmiast można włączyć tzw. pięciodniowy podsłuch.
- W przypadku porwań najważniejsza jest błyskawiczna reakcja. A nasz "Moniuszko" miał akurat długotrwałą awarię - tłumaczy oficer.
- Natychmiastowe uruchomienie tzw. techniki ma przy kidnapingu kolosalne znaczenie. To często jedyna nić, którą można pochwycić i dotrzeć do sprawców - potwierdza były szef MSWiA Marek Biernacki.
Równie ważną rolę pełni podsłuch telefonów przy planowanych zatrzymaniach przestępców. Oficerowie mają wtedy dodatkową kontrolę.
Awaria "Moniuszki" może przynieść także inne długotrwałe szkody dla prowadzonych śledztw. Już wcześniej system był niestabilny, kilkadziesiąt razy zdarzały się kilkugodzinne przerwy. Po naprawieniu systemu rozmowy powinny być zarejestrowane w pamięci. Ale zamiast słów często policjanci odsłuchują ciszę bądź głos tylko jednego rozmówcy.
- To ma kolosalne znaczenie dla śledztw, w których jest stosowany tzw. podsłuch procesowy. Bo jak udowodnimy, że dwaj panowie planowali oszukanie Skarbu Państwa bądź okradzenie firmy, jeśli w ich rozmowach są tygodniowe wyrwy? Łatwo podważyć taki dowód w sądzie, tłumacząc, że kontekst rozmów był inny - tłumaczy oficer nadzorujący śledztwa gospodarcze.
O oficjalny komentarz dotyczący problemów z "Moniuszką" niezwykle trudno. Wszystko, co wiąże się z podsłuchami, opatrzone jest klauzulą "poufne". Ale rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski przyznaje: - Komendant zwrócił się do wszystkich policjantów korzystających z efektów pracy systemu o ich bezpośrednie uwagi.
Jednak dowiedzieliśmy się, że po naszych pytaniach zareagowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Prawdę o pracy feralnego "Moniuszki" chce też poznać wiceminister Adam Rapacki. System kosztował policję 10 - 14 milionów złotych. Firma została wyłoniona bez przetargu.
System zbudowała znana w branży firma z Izraela. Pomaga jej polska firma informatyczna związana z jednym z najbogatszych Polaków, którą próbowaliśmy zapytać o przyczynę problemów z "Moniuszką".
Najpierw jej rzecznik odpowiedział, że informacje będą skąpe, ponieważ "system jest objęty różnymi tajemnicami państwowymi". Następnie do redakcji "DGP" przyszła pisemna odpowiedź, w której ten sam rzecznik zaprzeczył "jakiemukolwiek udziałowi" w budowie "Moniuszki".
- Pod tajemnicą państwową można ukryć wiele brudów. Państwo wydaje rok w rok dziesiątki milionów złotych kompletnie poza kontrolą, bez zachowania zasad uczciwej konkurencji. W ten sposób za każdy bubel można zapłacić ogromne pieniądze - uważa doświadczony urzędnik zajmujący się zakupami publicznymi.
- Niewyobrażalne jest dla mnie, że tak ważny i kosztowny system może źle funkcjonować. Jeśli faktycznie tak się dzieje, to muszą się znaleźć odpowiedzialni. Nie chcę nawet myśleć o zagrożeniu terrorystycznym - mówi Marek Biernacki.
Robert Zieliński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu