Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Szalony Moniuszko do kontroli

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Komendant główny policji Andrzej Matejuk chce poznać opinie policjantów o tym, jak działa nowy, kosztowny system do podsłuchów "Moniuszko". To efekt publikacji "DGP", w której ujawniliśmy, że w częstych awariach przepadają dowody przestępstw.

Szef policji rozesłał pismo do komendantów wojewódzkich oraz naczelników wydziałów Centralnego Biura Śledczego w całym kraju. Prosi ich o zrelacjonowanie doświadczeń z nowym systemem do podsłuchiwania telefonów. - Pracownicy Komendy Głównej Policji mogą nie być obiektywni. Oni zamawiali system, następnie go wdrażali. A najważniejsze są opinie ludzi, którzy mają z niego korzystać - wyjaśnia wysoki rangą oficer.

"Moniuszko" miał pomóc skuteczniej ścigać przestępców. Jego podstawową zaletą miało być zdecydowane podniesienie liczby telefonów, którą w tym samym momencie można było podsłuchiwać. Jego poprzednik "Mozart" miał dosyć ograniczony limit działających oczek.

- Wśród poważnych przestępców normą są wyprawy całą grupą do marketu i jednoczesna wymiana telefonów i kart SIM - mówi oficer pionu kryminalnego stołecznej policji. Jeden z bandytów zatrzymanych przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego miał w domu kilkadziesiąt kart SIM i podobną liczbę telefonów.

Dodatkowo "Moniuszko" miał pozwalać na błyskawiczne namierzanie dzwoniącego - jego aktualna pozycja miała wyświetlać się na cyfrowej mapie.

Pieniądze na inwestycję w nowoczesne narzędzie śledcze nie były problemem - policja otrzymała gigantyczne środki na mocy specjalnej ustawy o modernizacji policji i pozostałych służb. Ostatecznie doszło do tego bez przetargu, gdyż zamówienie objęte było tajemnicą państwową. Wybrano system "Moniuszko". Od stycznia zastępuje on wygaszanego "Mozarta". Jednak - jak informowaliśmy dwa tygodnie temu - nowy system często ulega awariom.

- Zdobywamy sądowe zgody na włączenie podsłuchów grupie, którą podejrzewamy o handel narkotykami. W wydziale techniki operacyjnej włączają te podsłuchy. Ale nic się nie rejestruje - mówi jeden z policjantów. "Moniuszko" informuje policjanta, że członkowie grupy wykonali kilkaset połączeń i odebrali drugie tyle. Jednak żadna rozmowa nie została zarejestrowana. Podobnie dzieje się z modułem do lokalizacji dzwoniących - potrafi w tym samym momencie wskazać sześć miejsc, np. w Gdańsku, skąd jest wykonywane połączenie.

- Bywa, że całymi dniami system szaleje. Jak zwykle w naszej firmie poprawiliśmy sobie na gorsze - zżyma się policjant. W samej Komendzie Głównej usłyszeliśmy, że winę ponoszą operatorzy telefoniczni. Nie przesyłają wszystkich danych, które powinni.

- "Moniuszko" jest OK, to u nich jest jakiś problem. Po prostu z pustego i "Moniuszko" nie naleje - tłumaczy nam oficer. Operatorzy odmawiają oficjalnie komentarzy - wszystko, co dotyczy działania lub niedziałania "Moniuszki", objęte jest tajemnicą państwową. - Dotąd ludzie z pionu teleinformatycznego twierdzili, że w ogóle nie ma problemu z "Moniuszką". To, że przyznają dziś, iż coś złego się dzieje, to i tak postęp - mówi inny z naszych rozmówców. Najważniejsze jest to, aby usunąć jak najszybciej awarie. Może się zdarzyć, że kiedyś "Moniuszko" nie zarejestruje rozmowy, w której planowane jest morderstwo. I ktoś straci życie.

Robert Zieliński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.