Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Zielonogórska psychoza

28 czerwca 2018

Psycholog policyjny opowiada, jak wytropić seryjnego gwałciciela

To normalna reakcja: mieszkańcy po prostu się boją. Fakt, że w Zielonej Górze w ostatnich tygodniach doszło do kilkunastu gwałtów, musi budzić lęk, szczególnie wśród kobiet. A poza tym jesteśmy podatni na tworzenie wokół prawdziwych zdarzeń nieprawdopodobnych, fantazyjnych historii. Rodzą się plotki, spiskowe teorie, czasem zupełnie oderwane od rzeczywistości. Ostatnio słyszałem pogląd, że miejsca napadów układają się w pentagram. I że to z pewnością był zamysł szatana. To oczywiście nakręca spiralę strachu, bo ludzie lubią spiskowe teorie. Historia zaczyna żyć własnym życiem, trochę jak legendy miejskie.

Często wystarczy naprawdę niewiele. Pamiętam, jak kiedyś w Pruszkowie pod Warszawą wyłowiono z oczka wodnego ciało, które było w fatalnym stanie. Od razu poszła plotka, że ofiara została zamordowana z wyjątkowym okrucieństwem i że była katowana przed śmiercią. Z tego zrodziła się wieść, że w okolicy grasuje dewiant, wampir z Pruszkowa. Wybuchła panika, którą jednak szybko ukróciła policja. Poinformowała, że w oczku utopił się pijany bezdomny. Nie było żadnego morderstwa, któryś z gapiów po prostu źle zinterpretował wygląd ciała. Ale teraz w Zielonej Górze naprawdę dochodzi do gwałtów i nie dziwię się, że ludzie nie wychodzą z domów albo chcą organizować kursy samoobrony. Warto zachować podstawową ostrożność, nie chodzić po ciemku samemu czy też mieć w komórce ustawiony na pierwszym miejescu numer telefonu alarmowego.

Wiele wskazuje, że może to być seryjny gwałciciel, ten człowiek działa zazwyczaj w podobny sposób: dość brutalnie i zastraszając kobiety za pomocą ostrego narzędzia. Poza tym wybiera podobne ofiary, raczej zadbane, w miarę młode. To typ aspirujący, nie jest mu wszystko jedno, kogo napadnie. Wybiera ofiarę atrakcyjną fizycznie.

Uczestniczyłem w kilku sprawach, w których istniało podejrzenie, że mogło dojść do seryjnych gwałtów. Analizowaliśmy każdy przypadek z osobna. Robiliśmy rekonstrukcję zachowania, określaliśmy tło motywacyjne sprawcy, wskazywaliśmy podobieństwa w zachowaniu. I na tym wszystkim bazowaliśmy, dając wskazówki śledczym, którzy pytali, czy może chodzić o tę samą osobę. W pierwszym przypadku mieliśmy do porównania dwa napady. Jedyne, co je łączyło, to fakt, że sprawca bardzo dużo mówił. Jednak szybko wykluczyliśmy możliwość, że chodziło o tę samą osobę.

Sposobu działania i tego, co mówił napastnik. Gwałcicieli dzieli się na kilka typów, każdy z nich ma różny motyw przestępstwa, inaczej działa, czasem zostawia charakterystyczne ślady. W pierwszym badanym przez nas przypadku chodziło o napad na młodą kobietę w małej podwarszawskiej miejscowości. Wracała wieczorem od teściów, kiedy usłyszała, że ktoś za nią idzie. Najpierw ją wyminął, a potem znowu znalazł się za nią. Zakrył jej usta rękami i zaczął ciągnąć w krzaki. Jednak cały czas mówił spokojnie, że nic się jej nie stanie, że wszystko będzie w porządku. Prosił tylko, aby była spokojna. Kiedy jednak zaczęła się wyrywać, wyciągnął nóż, ale nic poważnego nie zrobił, tylko lekko zranił w rękę. Kiedy przestraszona przestała się bronić, zaczął być dla niej miły, chciał rozmawiać, a nawet podłożył kurtkę, żeby było jej wygodnie. A na końcu się przedstawił: Jurek jestem. Oczywiście nie zmniejszyło to traumy kobiety, ale wskazywało na charakterystyczne cechy gwałciciela.

To "miękki gwałciciel", który rekompensuje sobie niepowodzenia w życiu prywatnym. Tak naprawdę jest bardzo niepewny siebie i przez gwałt chce podwyższyć poczucie własnej wartości. Może nie być w żadnym związku, a nawet nie mieć normalnych doświadczeń seksualnych. Gwałt traktuje jako swego rodzaju randkę, stąd chęć nadania mu pozorów normalności. Może prawić ofierze komplementy, a nawet pytać, czy jest dla niej atrakcyjny. Przy takim napadzie można się bronić i negocjować. Kobieta może powiedzieć, że jest w ciąży albo że jest chora. Istnieje wówczas szansa, że wtedy on zmieni taktykę. Słyszałem nawet o gwałcicielu, który umówił się z ofiarą na kolejne spotkanie. Oczywiście kobieta przyszła z policją i go ujęli.

Sprawca też dużo mówił, był jednak brutalny i wulgarny. Wymusił na ofierze kilka rodzajów seksu. Oczywiście musieliśmy wziąć pod uwagę, że być może ten sam sprawca stał się bardziej agresywny. Bo dla gwałcicieli gwałt jest jak narkotyk, uzależniają się od niego. Nakręcają się, oglądając materiały pornograficzne, i cały czas fantazjują o seksie. Ale w tym przypadku była zbyt mała różnica czasowa, aby sprawca tak bardzo zmienił swoje zachowanie. Badałem też inną sprawę, w której doszło do 6 napadów w ciągu roku. Tu ewidentnie działała ta sama osoba, było to na terenie jednej dzielnicy Warszawy.

Sprawa nie wyciekła do mediów, a policja nie miała żadnego powodu, żeby nakręcać panikę. I dobrze, bo w panice ludzie robią się nadwrażliwi, zasypują policję zbyt dużą liczbą niepotrzebnych informacji. Choć w Zielonej Górze jest inaczej.

Przede wszystkim przypadków zgwałceń jest naprawdę dużo. A policja może liczyć na to, że ktoś rozpozna sprawcę i dzięki temu uda się go złapać. Są też minusy: afera medialna może nakręcać gwałciciela. Czuje się bezkarny i napada coraz częściej i nie tylko czerpie satysfakcję z samego gwałtu, ale także z tego, że jest na ustach wszystkich, że cała Polska o nim wie. Problem polega na tym, że przy gwałtach nie chodzi tylko, jak wiele osób myśli, o zaspokojenie potrzeb seksualnych. Czasem napastnicy żyją w normalnych, wręcz udanych związkach. Zdarza się również, że gwałcicielowi chodzi o podniesie swojej samooceny i dowartościowanie własnego ego. Wtedy sława może być kolejnym motorem napędowym do działania.

Możliwe, że zachowanie osoby, która dokonała pierwszego gwałtu, kogoś zainspirowało, pobudziło do czynu. Albo że ten pierwszy został zainspirowany poprzednimi przypadkami, bo już wcześniej - w zeszłym roku - w tej okolicy dochodziło do gwałtów. Ale nie zgadzałbym się z teorią, że ktoś uznał, iż może sobie bezkarnie działać, bo wszystko pójdzie na konto pierwszego sprawcy. Musi brać pod uwagę zagrożenie, że jeżeli akurat jego złapią, to i on może odpowiedzieć za wszystkie gwałty.

Z tego, co wiem, sprawę konsultuje niejeden psycholog. Taki psycholog czy profiler może sporządzić profil psychologiczny gwałciciela. Może przewidzieć, jakie ofiary będzie wybierał, jakimi motywami się kieruje, a także gdzie będzie działać. W jednej ze spraw, w których brałem udział, taka analiza okazała się bardzo pomocna. Kilka lat temu pod Warszawą oraz w samej stolicy doszło do kilkunastu napadów na banki i placówki finansowe. Mężczyzna wchodził z - jak się później okazało - atrapą broni i brał pieniądze. Po dokładnej analizie oszacowałem, gdzie może mieszkać. To się pokryło z zeznaniami świadków, których rutynowo pytano, czy napastnik nie przypomina im kogoś znajomego. Jedna z kasjerek wskazała możliwego sprawcę. Kłopoty z wiarygodnym alibi zainteresowały policję i człowiek znalazł się pod obserwacją. Policjanci zatrzymali go, gdy wsiadał do samochodu w drodze na kolejny napad.

@RY1@i02/2010/035/i02.2010.035.186.0007.001.jpg@RY2@

Fot. Sebastian Rzepiel/Agencja Gazeta

Portret pamięciowy przestępcy sporządzony przez policję z Zielonej Góry

, były psycholog policyjny, obecnie wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, występuje także w roli biegłego sądowego, jest autorem książki "Profilowanie kryminalne", członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz Stowarzyszenia Psychologów Sądowych w Polsce

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.