Armia już nie chodzi w starych butach
BOGDAN KLICH - Musimy się uporać z nadwyżką podoficerów i oficerów, bo wciąż mamy za mało szeregowych. Nadal brakuje osób z podpisanym kontraktem do służby w Narodowych Siłach Rezerwowych. W efekcie nabór może się więc przedłużyć o pół roku
Nie ma takiego założenia. Już to dementowałem podczas prezentacji tego raportu. Nie przewidując bezpośredniego wzrostu zagrożeń dla bezpieczeństwa kraju, 100 tys. zawodowych żołnierzy to wystarczająca liczba. Ta wielkość powinna być utrzymana do 2018 r.
Musimy uporać się z tym, że jest za dużo podoficerów i trochę za dużo oficerów, a za mało szeregowych zawodowych. Za nami większość zmian strukturalnych w wojsku, które polegały na łączeniu niektórych jednostek, powiększaniu lub zmniejszaniu innych. Zwiększa się bowiem stosunek jednostek walczących do zabezpieczających na korzyść tych pierwszych. Na zmniejszenie liczby podoficerów i oficerów wpływają też odejścia z armii.
Służba przygotowawcza jest po to, aby przeszkolić tych, na których nam najbardziej zależy. A najbardziej zależy na szeregowych, którzy powinni wstępować do Narodowych Sił Rezerwowych (NSR). Droga do korpusu podoficerskiego wiedzie przez korpus szeregowych zawodowych.
Nie.
Mam nadzieję. Tym bardziej że każdy żołnierz NSR, który zaliczy ćwiczenia, dostanie raz w roku nagrodę.
Do tej pory zgłosiło się ponad 16 tys. osób Jest więc w czym wybierać. Dlatego też nie terminy są najważniejsze, ale jakość kandydatów. Zwłaszcza że pierwotnie proces ten miał trwać 2 lata.
Nie wykluczam więc, że rekrutacja do Narodowych Sił Rezerwowych może się przeciągnąć o pół roku, czyli do 1 lipca 2012 r.
Obecnie mamy 2,6 tys. kobiet w 100-tys. armii. Zainteresowanie kobiet służbą w wojsku jest dużo większe niż jeszcze trzy lata wcześniej. Widać to nawet w służbie przygotowawczej dla szeregowych wstępujących później do Narodowych Sił Rezerwowych. Co więcej w niektórych grupach szkoleniowych jest ich więcej niż mężczyzn.
Póki co mamy już kilkanaście kobiet w stopniach pułkownika.
Tak. Został zakończony w ubiegłym roku zgodnie z wytycznymi Rady Ministrów z 2008 r., choć za nieco mniejsze pieniądze. Pierwotnie miało to kosztować 3,7 mld zł, a ostatecznie na ten cel wydaliśmy o 200 mln zł mniej. Ten program to nie tylko zawieszenie przymusowego poboru i uzawodowienie armii. To także przebudowa głównych systemów funkcjonalnych wojska: szkolenia, naboru, zakwaterowania, wyżywienia, uzupełnień czy pozyskiwania nowej techniki wojskowej. Gdyby nie ta całościowa reforma, mielibyśmy teraz prowizorkę profesjonalnej armii. Nowe wojsko chodziłoby w starych butach.
@RY1@i02/2011/123/i02.2011.123.183.0005.101.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Bogdan Klich, minister obrony narodowej
Rozmawiał Artur Radwan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu