Napad pod osłoną ABW
Trzech funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego trafiło za kratki aresztu tymczasowego - dowiedział się "DGP". To pierwszy taki przypadek w 9-letniej historii największej polskiej służby specjalnej. Dotąd był utrzymywany w ścisłej tajemnicy.
Trzech funkcjonariuszy łódzkiej delegatury ABW zostało zatrzymanych na przełomie września i października 2010 r. W tym samym momencie kajdanki na dłoniach zatrzaśnięto ich wspólnikowi - policjantowi z KWP w Łodzi. - Prowadzimy śledztwo, podejrzanych jest kilku funkcjonariuszy, ale do czasu skierowania aktu oskarżenia nie będziemy się wypowiadać - usłyszeliśmy wczoraj w Prokuraturze Okręgowej w Łodzi.
Zapytana o sprawę rzecznik ABW ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska poinformowała, że decyzją gen. Krzysztofa Bondaryka zatrzymani funkcjonariusze zostali przed kilkoma dniami wydaleni ze służby - bez prawa do emerytury.
Wpadka nieuczciwych gliniarzy to efekt wspólnej pracy łódzkich prokuratorów i policyjnego biura spraw wewnętrznych. Zapoczątkował ją sygnał od łódzkiego biznesmena, który zeznał, że wręczył łapówkę policjantom. - Inny przedsiębiorca był mu winny sporą sumę. Zamiast w gotówce dług mu zwrócił w drogim sprzęcie medycznym - wyjaśnia łódzki prokurator.
Gdy biznesmeni przewozili sprzęt, drogę zajechały im dwa nieoznakowane radiowozy. Funkcjonariusze pokazali legitymacje i poinformowali, że wszyscy zostają zatrzymani, gdyż sprzęt jest kradziony. Wystraszony wierzyciel dał im kilkadziesiąt złotych łapówki - nie chciał być zamieszany w kryminalną sprawę. Ale po namyśle poszedł donieść o zdarzeniu na policję. Wszczęto śledztwo. Po kilku miesiącach odnaleziono sprawców - trzech funkcjonariuszy ABW i policjanta. Okazało się, że funkcjonariusze działali w zmowie z przedsiębiorcą, który był winny tamtemu pieniądze.
Zatrzymani tłumaczyli się, że w ten sposób rozpracowywali łódzki świat przestępczy i na tym polegała ich praca operacyjna, ale ich przełożeni zdecydowanie zaprzeczyli tej wersji. - Dodatkowo obciążyło ich to, że podzielili się pieniędzmi - wyjaśnia "DGP" jeden ze śledczych znających sprawę.
Teraz prokuratorzy sprawdzają sygnały o podobnych zdarzeniach, gdyż - jak mówi jeden z nich - trudno uwierzyć, że funkcjonariusze tylko raz zachowali się jak bandyci. - Stąd też nasz wniosek o areszt dla wszystkich podejrzanych, do którego przychylił się sąd - dodaje.
Sprawa była do tej pory trzymana w ścisłej tajemnicy, gdyż dla szefostwa ABW jest bolesna ambicjonalnie. Tym bardziej że jej funkcjonariusze dobierani są szczególnie starannie i w agencji od kilku lat obowiązują procedury, które mają ograniczyć szanse awansu nieuczciwym funkcjonariuszom. Np. równocześnie z propozycją objęcia stanowiska kierowniczego pada propozycja poddania się badaniu na wariografie.
- To dobrowolne, można odmówić poddaniu się badaniu, ale oznacza to równocześnie rezygnację z propozycji awansu - wyjaśnia osoba, która do niedawna służyła w ABW.
Rzecznik Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska odmawia komentarza. - Wewnętrzne procedury są poufne, nie mogę się na ten temat wypowiadać - tłumaczy.
Do tej pory były one skuteczne. W ubiegłym roku z liczącej ponad 4000 funkcjonariuszy ABW wydalono zaledwie trzy osoby - za wykroczenia dyscyplinarne, m.in. nadużywanie alkoholu.
Robert Zieliński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu