Nowe radiowozy pełne usterek
120 ALF ROMEO 159 stało bezużytecznie na parkingach od czterech miesięcy. Komenda Główna twierdzi, że to z powodu drobnych błędów w dokumentacji przetargowej. Sprawa jest jednak poważniejsza - źle działają radary
Policjanci nie mogą używać radaru, gdy działa nawiew ciepłego lub zimnego powietrza w kabinie radiowozu. Zimowe opony założone są na stalowe felgi pochodzące z innej marki i nie mają atestów bezpieczeństwa - "DGP" dotarł do kulisów kupna radiowozów dla polskiej drogówki.
120 aut Alf Romeo 159 wartych ponad 12 mln zł od listopada stało na policyjnych parkingach. - Są drobne formalne uchybienia związane z błędami w dokumentacji przetargowej. To się zdarza przy tak dużych zakupach - tłumaczyło biuro prasowe KGP.
W ubiegłym tygodniu auta zaczęły trafiać do policjantów w całej Polsce. Jako pierwsza pochwaliła się odbiorem sześciu szybkich Alf, osiągających setkę w siedem sekund, podkarpacka policja.
- Teraz mamy wątpliwości, czy dobrze zrobiliśmy. Te modele mają poważne usterki - przyznaje oficer z Rzeszowa. Podobnie mówi wysoki rangą oficer z innego województwa, który wkrótce ma odebrać kilka Alf. - Kusi mnie, żeby odmówić. Komenda Główna zawaliła sprawę, a za ich błędy ja będę odpowiadał - irytuje się.
Jak potwierdziliśmy w kilku źródłach, podstawowy problem dotyczy radaru, w który wyposażony jest radiowóz. Zawyża on prędkość kontrolowanych samochodów, jeśli policjanci włączą nawiew w radiowozie.
- Kuriozalne zalecenia wpisał sam producent radaru w instrukcji obsługi: nie zaleca się nastawiania wentylatora nawiewu wnętrza pojazdu powyżej 50 proc. mocy w trakcie pracy z przyrządem radarowym - mówi jeden z oficerów KGP.
Istnienie takiego zalecenia potwierdza nadkom. Krzysztof Hajdas z zespołu prasowego KGP. - Stwierdziliśmy przypadki, że podczas działania nawiewu radar wskazywał przypadkowe prędkości - mówi. I zapewnia, że problem już wyeliminowano, obkładając specjalną folią izolującą deskę rozdzielczą. Testy na płycie lotniska w podwarszawskich Babicach jakoby potwierdziły usunięcie problemu.
- Ciekawe, nasze Alfy naprawiono chyba zdalnie, gdyż wciąż stoją na parkingu i nikt ich nie dotykał - usłyszeliśmy w jednej z komend.
Wątpliwości wobec działania radaru - jak już pisaliśmy w "DGP" - miał jeden z członków komisji przetargowej, który odmówił podpisania protokołu odbioru 120 Alf Romeo. Zwrócił uwagę, że połączony z wideorejestratorem radar nie ma homologacji. Musiał odejść z komisji.
Okazuje się, że jest też problem dotyczący bezpieczeństwa funkcjonariuszy, którzy będą jeździć tymi samochodami. Policyjni logistycy nadzorowani przez zastępcę komendanta głównego gen. Andrzeja Trelę zapisali w "specyfikacji istotnych warunków zamówienia" przetargu, że zimowe opony muszą być założone na stalowe felgi. - Chodziło o oszczędności. Słyszeli, że alufelgi pod wpływem soli zużywają się szybciej niż stalowe - mówi oficer KGP.
Jak się okazało, producent Alfy, która wygrała przetarg, od lat nie produkuje stalowych kół. Dlatego zastosował rozwiązanie awaryjne; na obręcze od innej marki (Citroen) założył jeszcze specjalne "pierścienie dystansowe", aby pasowały opony. Jednak to prowizoryczne rozwiązanie nie ma atestu bezpieczeństwa, a zimowe opony wystają poza obręb karoserii. Żaden cywilny samochód nie mógłby liczyć na zdobycie pieczątki w dowodzie rejestracyjnym. - To dotyczy też bezpieczeństwa innych kierowców: wystające opony rozrzucają z ogromną prędkością kamienie na inne auta - wyjaśnia pracownik stacji diagnostycznej na warszawskich Bielanach. Jednak zdaniem nadkom. Hajdasa producent przedstawił opinię rzeczoznawców, że auto może być dopuszczone do ruchu, a zmiany nie powodują utraty gwarancji.
Policja, jak każda inna instytucja wydająca publiczne środki, jest zobowiązana do przeprowadzania zakupów na podstawie ustawy o zamówieniach publicznych. Do wyjątków należą sytuacje, gdy uzyskuje zgodę prezesa Urzędu Zamówień Publicznych na pominięcie tej procedury "ze względu na bezpieczeństwo państwa". Zgodnie z ustawą budżetową dysponentem "pierwszego stopnia" środków jest komendant główny policji. Oznacza to, że najpoważniejsze zakupy przeprowadzane są przez Komendę Główną. Zajmuje się tym pion logistyki. Po aferze z zakupem rumuńskich "Aro" ówczesny minister spraw wewnętrznych chciał przenieść wszystkie zakupy dla policji, straży granicznej czy BOR do swojego resortu. Jednak pomysł się nie przyjął - okazało się, że nie da się np. w ten sposób kupować nawet tonerów do drukarek, gdyż różne jednostki dysponują drukarkami różnych producentów. Dziś rząd chce wrócić do tego pomysłu i zbudować jedno centrum zamówień publicznych dla wszystkich - ma to przynieść oszczędności szacowane na 5 miliardów złotych rocznie. ZIR
Robert Zieliński
robert.zielinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu