Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Cicha wojna graniczna Łukaszenki przeciw Polsce

27 czerwca 2018

Białoruś przestała pilnować swojej zachodniej rubieży. Dlatego mamy duży problem

Zwiększona ilość pracy naszych strażników granicznych wynika z celowego działania władz na Białorusi. Aleksander Łukaszenka i najwyżsi przedstawiciele służb granicznych co najmniej od marca powtarzają, że nie zamierzają dłużej chronić Unii Europejskiej przed migrantami. Najdobitniej prezydent mówił o tym w październiku podczas spotkania z rosyjską prasą. - Rocznie zatrzymywaliśmy dziesiątki tysięcy nielegalnych migrantów jadących do Europy. Ale UE ciągle nas krytykuje. Teraz będziemy puszczać wszystkich. Nie mamy pieniędzy i jeśli Europejczycy nie będą nam płacić, nie będziemy chronić granic. Wreszcie zrozumieją, co to takiego Białoruś - mówił białoruski prezydent.

- Polityczne deklaracje, w których igra się bezpieczeństwem na granicach, nie dowodzą konstruktywnego podejścia, jakiego Unia oczekuje od jednego ze swoich sąsiadów - skomentował w rozmowie z radiem Swaboda Peter Stano, rzecznik Sztefana Fuelego, komisarza UE ds. polityki sąsiedzkiej. - Nie było formalnego polecenia ze strony dowódców. Dano raczej do zrozumienia pogranicznikom, żeby nie przesadzali z czujnością - mówi nasze źródło na Białorusi. Te informacje zdaje się potwierdzać rzecznik tamtejszych pograniczników Aleksander Ciszczanka. - Priorytetem każdej służby granicznej jest ochrona własnego terytorium. I to najważniejszy argument - mówi w rozmowie z DGP.

- Z naszych statystyk wynika, że na terytorium naszego kraju przebywa nielegalnie do 30 tys. osób. Przez waszą granicę przechodzą tylko setki. Na razie. A uchodźcy z państw WNP i Azji często są niebezpieczni, dysponują doświadczeniem wojennym. A to też problem, zgadza się pan? - dodaje niedwuznacznie Ciszczanka. Jego słowa rozwijają październikową myśl Łukaszenki. - Jak idioci na własny koszt łowiliśmy wszystko, co idzie przez Rosję z Afganistanu. Materiały wybuchowe, radioaktywne, narkotyki. I po co? Przecież one nie do nas idą, a do Unii - tłumaczył prezydent rosyjskim dziennikarzom.

Czy powinniśmy traktować jego słowa jako groźbę? - To raczej element szantażu UE, w tym Polski. Skoro Bruksela rozszerza sankcje w stosunku do przedstawicieli władz, Mińsk szuka możliwości odpowiedzi i dodatkowego narzędzia nacisku na Zachód - komentuje w rozmowie z DGP politolog Dzianis Mieljancou z Białoruskiego Instytutu Studiów Strategicznych. Wzrost zatrzymań, choć nieporównywalnie mniejszy, bo zamykający się w kilkudziesięciu procentach, dotyczy także granicy białorusko-litewskiej. - Litwa jest znacznie rzadszym celem migrantów niż Polska. Z Polski ich dalszy szlak prowadzi do Niemiec. Żeby z naszego kraju trafić na Zachód, tak czy inaczej trzeba więc zahaczyć o Polskę, więc tranzyt przez Litwę jest w oczach migrantów dodatkowym, niepotrzebnym ryzykiem - mówi DGP Rokas Pukinskas z litewskiej straży granicznej.

Łukaszenka otwarcie żąda od Unii pieniędzy. - Ochrona granicy to nie jest tanie przedsięwzięcie. Białoruś wydaje na ochronę granicy ponad 100 mln dol. rocznie, czyli po 5 dol. miesięcznie na metr granicy. Tymczasem przez 10 lat Zachód wydzielił 50 mln dol. na pomoc w ochronie naszych granic. Wychodzi po 25 centów na metr granicy rocznie. To znacznie mniej, niż poszło z Unii na rzecz ochrony granic postrewolucyjnych państw arabskich - mówi Ciszczanka. - Tu nie chodzi o pieniądze, lecz o politykę - utrzymuje jednak Mieljancou. Polskie władze są świadome problemu. W jednej z analiz rządowego Ośrodka Studiów Wschodnich czytamy: "Kwestia ochrony granicy jest przez Białoruś wykorzystywana jako karta przetargowa w sytuacji pogorszenia stosunków z Zachodem".

@RY1@i02/2012/222/i02.2012.222.000000500.802.jpg@RY2@

Darek Delmanowicz/PAP

Nasi pogranicznicy mają teraz pełne ręce roboty

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.