Wojskowi dostaną równe podwyżki bez względu na stopień i zasługi
Tomasz Siemoniak W 2011 roku ze służbą w armii pożegnało się około 7 tys. żołnierzy. Odchodzą również ci, na których nam najbardziej zależy. Będziemy przyjmować nowych. Chętnych jest sporo, aż trzech na jedno miejsce
Nie. Tym razem wszyscy żołnierze otrzymają kwotowo po 300 zł podwyżki.
Tak. W tym celu trzeba znowelizować rozporządzenie w sprawie stawek uposażenia zasadniczego żołnierzy zawodowych.
Tegoroczne podwyżki, które otrzymają żołnierze, będą oczywiście włączone na stałe do wynagrodzenia.
Premier planował podwyżki dla żołnierzy już we wrześniu, nie chciał jednak ich ogłaszać w kontekście kampanii wyborczej. Podwyżki są wyrazem znaczenia wojska dla państwa, tak jak deklaracja premiera w expose dotycząca wydatków na obronność. Armia planowała 3 tys. odejść. Ale od lata było jasne, że będzie ich ponaddwukrotnie więcej.
Są znaczące, zwłaszcza dla podoficerów. Z naszej analizy wynika, że to wśród nich odejścia są największe. Dotyczy to szczególnie podoficerów.
To nie obawy o zmianę systemu emerytalnego są główną przyczyną odejść. Ponad 40 proc. żegnających się z armią to żołnierze, którzy nie odsłużyli 15 lat, czyli nie mają uprawnień emerytalnych. Decydują się odejść, bo korzystniejsze warunki daje im zatrudnienie poza wojskiem.
To jest różnie. W Polsce wschodniej być może trudno im znaleźć pracę, ale w zachodniej nie ma już takiego problemu. Odnotowujemy natomiast dużo zgłoszeń kandydatów na szeregowych zawodowych.
Tak. Premier już w liście do wszystkich żołnierzy w 2010 r. gwarantował im, że zmiany nie będą dotyczyć tych, którzy obecnie służą. Żołnierze odchodzili też z tego powodu, że w ostatnim czasie ciągle dokonywano zmian związanych z likwidacją garnizonów lub dzieleniem jednostek wojskowych. Spowodowało to konieczność przenoszenia żołnierzy do różnych miejscowości. Nie wszystkim to odpowiada.
Żołnierze są zmęczeni tymi częstymi roszadami i obawami, że ich miejsce służby zostanie zlikwidowane. Z tego też powodu wielu podoficerów, nie chcąc służyć na drugim końcu Polski, wolało odejść z wojska. W ostatnich 20 latach liczba żołnierzy zmniejszyła się z 400 tys. do 100 tys. Był to czas ciągłych zmian. Teraz żołnierze służący w jednostkach liniowych sygnalizują potrzebę stabilności.
To duże uproszczenie, często odchodzą najlepsi. Warto, aby pozostali w wojsku.
Zamierzam mocno zredukować struktury ministerstwa i instytucji centralnych. Towarzyszyć będzie temu podjęta zgodnie ze wskazaniem prezydenta reforma dowodzenia wojskiem. Trzeba wyeliminować dublowanie się funkcji na różnych poziomach oraz bardziej je skonsolidować.
Tak. Na początek chcemy zlikwidować 10. Jeśli ktoś odejdzie z etatu generalskiego, na jego miejsce pojawi się już pułkownik. Nie widzę potrzeby funkcjonowania np. asystentów w stopniach generalskich. Generałowie powinni być przede wszystkim w linii.
Nie chcę ogłaszać liczb czy procentów z góry.
To bardzo słuszna rekomendacja. W wojsku kolejne kontyngenty są szkolone z wykorzystaniem tych, którzy wcześniej brali udział w misjach zagranicznych. Także odbyta służba na misji jest istotnym czynnikiem decydującym o dalszym awansie.
Nie. Pracujemy nad nowymi przepisami, które zakładają, że żołnierz po 25 latach służby i ukończeniu 55 lat będzie mógł odejść na emeryturę. W najbliższym czasie projekt ten będzie poddany konsultacjom społecznym.
Nie znam tych projektów, ważne będą szczegółowe zapisy. Oczywiście bardzo leży mi na sercu sytuacja wdów po poległych żołnierzach i pomoc dla rodzin.
Najbardziej wymierna jest pomoc materialna, czyli odszkodowania, zapomogi, renty i stypendia. Miesiąc temu zgodziliśmy się także na zadośćuczynienia, chcemy, żeby sprawy pomocy dla rodzin poległych były rozwiązywane w sposób systemowy, przygotowujemy zapisy ustawowe. Od 3 miesięcy zaczęli realnie działać opiekunowie rodzin, mają je wspierać w rozmaitych życiowych sytuacjach.
W tym roku będziemy musieli zająć się kilkoma ustawami, w tym m.in. wojskową ustawą odszkodowawczą, ustawą o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, o powszechnym obowiązku obrony RP i zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy.
Przygotowywane są akty wykonawcze do ustawy o weteranach, wtedy możliwe będzie oszacowanie skali potrzeb. Na pierwszym planie jest pomoc medyczna tym weteranom, którzy jej potrzebują. Współpracujemy też w tym zakresie ze Stowarzyszeniem Poszkodowanych i Rannych w Misjach. Byłem w święta odwiedzić rannych żołnierzy oraz osoby będące pod opieką Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego w warszawskim szpitalu na Szaserów i mogę stwierdzić nadzwyczajne zaangażowanie personelu i dobre warunki zapewnione tym pacjentom. Żadnemu z weteranów, którzy w związku z misjami mają problemy, nie może zabraknąć pomocy ze strony MON.
Nie znam takich przypadków, ale zgadzam się, że żaden weteran nie może zostać pozostawiony bez opieki.
Z chęcią poświęcenia się służbie ojczyźnie. Z gotowością do udziału w misjach zagranicznych, jeśli będzie taka potrzeba. Ale i ze świadomością, że współczesna armia coraz bardziej opiera się na nowoczesnych technologiach, które wymagają coraz więcej nawet od szeregowego żołnierza.
Tak. Dwudziestokilkuletni kandydaci przychodzą do armii, nie myślą o emeryturze, ale o stabilnej i dobrze płatnej pracy. A wojsko takie gwarancje daje.
Z naszych szacunków wynika, że o jedno miejsce ubiega się nawet 3 kandydatów.
Tak, to prawda. Nawet obietnica służby w armii zawodowej składana kandydatom na żołnierzy NSR nie przyniosła oczekiwanego skutku.
No właśnie. Do NSR powinni trafiać głównie byli żołnierze, na przykład ci, którzy służą na kontrakcie do 12 lat.
Wydaje mi się, że ta kampania nie do końca przyniosła zakładane rezultaty. Pracujemy nad zmianami w koncepcji NSR. Do powodzenia potrzeba różnych zachęt dla żołnierzy NSR, ich pracodawców oraz dobrego wpisania tej formacji w struktury armii. Warto być także bardziej otwartym na organizacje społeczne typu Strzelec, które stanowią naturalne zaplecze dla wojska. Jestem przekonany, że kluczowe znaczenie dla przyszłości NSR ma odwołanie się do patriotyzmu i postawy obywatelskiej, a nie ewentualne podwyższanie gratyfikacji.
Plan będzie realizowany, natomiast wcześniej czeka nas dyskusja na temat NSR.
Nie. Byłaby to zła decyzja, bo uniemożliwiłaby podjęcie takiego projektu przez wiele lat, a ten typ formacji jest państwu potrzebny.
Od zawieszenia poboru nie ma już obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej. A to oznacza, że będą się nam zmniejszać zasoby rezerwistów. Stąd znaczenie projektu NSR, on ma też budować zasoby rezerw na wypadek zagrożenia.
@RY1@i02/2012/003/i02.2012.003.18300060b.804.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej, funkcję pełni od 2 sierpnia 2011 r., wcześniej był m.in. sekretarzem stanu, MSWiA i zastępcą marszałka województwa Mazowieckiego
Rozmawiał Artur Radwan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu