W relacjach samorządy - policja brakuje jednolitych standardów współpracy
@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.18300310o.801.jpg@RY2@
Andrzej Mroczek ekspert Centrum Interwencji Kryzysowej i Psychologii Śledczej, Collegium Civitas i City Security
Co w pierwszej kolejności powinna zrobić policja, a co lokalne władze, gdy dochodzi do radykalizacji nastrojów na ulicach, jak to miało miejsce w Ełku?
Policja, jak i władze lokalne powinny mieć przygotowane wielowariantowe - nie tyle procedury, bo one działają, ile rozwiązania niedopuszczające do eskalacji agresji. Sytuacje, które mogą być iskrą zapalną, są naprawdę różne i czasami wręcz błahe.
Przede wszystkim policja - a właściwie osoba funkcyjna - powinna przewidywać rozwój możliwych scenariuszy i mieć przygotowane siły i środki adekwatne do zmiennych sytuacji. Nie demonstrować swojej siły, jeżeli nie dochodzi do ewidentnego zagrożenia zdrowia i życia ludzi lub niszczenia mienia publicznego i prywatnego. W większych komendach, m.in. stołecznej, powoływany jest zespół antykonfliktowy, w którego skład wchodzą psycholodzy policyjni z doświadczeniem w negocjacjach. Z kolei władze lokalne powinny być inspiratorem powołania zespołu antykryzysowego, w którego skład powinni wchodzić m.in. przedstawiciele organizacji pozarządowych cieszący się szacunkiem społecznym - chodzi o autorytety, które mogą być pomocne w rozładowywaniu napięcia - ale też przedstawiciele Kościoła.
Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samorząd organizował, niezależnie od policji, zespół psychologów, którzy będą pomocni w negocjacjach, formułowaniu apeli i komunikatów, ale i udzielenia pomocy osobom potrzebującym, np. rodzinom ofiar. Także władze lokalne, a nie policja, powinny rozmawiać z bliskimi i znajomymi ofiar w celu pomocy w obniżeniu gorącej atmosfery.
Jak w takich sytuacjach układa się współpraca na linii policja - samorząd?
W relacjach policja - samorządy, kiedy dochodzi do podobnych sytuacji jak w Ełku, wiodącym podmiotem jest ten pierwszy. Policja odpowiada za bezpieczeństwo i porządek publiczny, a władze lokalne w ramach swoich zasobów i kompetencji wspierają funkcjonariuszy. Odbywają się wspólne szkolenia w kontekście wzajemnej współpracy podczas imprez masowych i zgromadzeń publicznych. Cały problem polega na tym, że nie ma pomiędzy nimi jednolitych standardów współpracy. W każdym mieście i gminie w Polsce wygląda to inaczej. Bardzo różne są relacje policji z przedstawicielami samorządów, niekiedy bardzo dobre, a czasami obojętne czy wręcz niepożądane dla społeczności. Wszystko uzależnione jest od wyobraźni włodarzy i perspektywicznego myślenia. Bardzo często w małych miastach panuje przekonanie, że "u nas to nic się nie wydarzy, co najwyżej chłopaki pobiją się pod sklepem". Natomiast już się nie myśli, jakie skutki w szerszym wymiarze może przynieść ta z pozoru mało znacząca bójka. Generalnie jeżeli pomiędzy miejscowym przedstawicielem policji i władz samorządowych jest wzajemna empatia, komunikacja i wspólna wizja, to nawet małe niedociągnięcia nie będą miały przełożenia na bezpieczeństwo i porządek publiczny.
Czy należałoby zwiększyć kompetencje władz lokalnych, jeśli chodzi o reagowanie na tego typu sytuacje, czy może raczej powinno się zostawić całą sprawę policji?
Nie widzę i nie ma w mojej ocenie potrzeby prawnego zwiększania kompetencji władz lokalnych w przypadku wystąpienia omawianych sytuacji. Potrzeba jedynie doboru kompetentnych urzędników, którzy nie zamykają się w szablonach obowiązków im nałożonych, ale mają szerokie horyzonty i potrafią spojrzeć na problemy bezpieczeństwa z innej, innowacyjnej perspektywy.
Jak ważne jest śledzenie serwisów społecznościowych w takich sytuacjach? Czy policja patrzy, co się na nich dzieje, by mieć większą wiedzę na temat rozruchów?
O potędze szeroko rozumianych serwisów internetowych w ruchach społecznych mogliśmy się już niejednokrotnie przekonać, jak chociażby na początku arabskiej wiosny w Tunezji. Trudno też pomyśleć, żeby policja nie wykorzystywała tego typu źródła informacji. Za ten zakres pozyskiwania informacji, jej analizowanie i rekomendacje odpowiadają służby operacyjne. I tak tu, jak i w innych przypadkach, wszystko uzależnione jest od indywidualnych zasobów ludzkich, jakimi dysponuje policja. Ale też od szybkości reakcji na dynamikę eskalacji zagrożenia.
Czy spodziewa się pan, że w innych miastach prędzej czy później dojdzie do podobnych rozruchów co w Ełku? Bardziej prawdopodobne są rozruchy w mniejszych gminach czy w dużych aglomeracjach?
Nie dojdzie do nich, przynajmniej w dużej skali. Jednak w małych społecznościach, zwłaszcza wśród młodzieży, jest podatny grunt do wyzwalania tego typu emocji. Ale nie dojdzie do tego tylko wtedy, gdy to ełckie stadium przypadku będzie przedmiotem analizy i właściwej strategii nie tylko policji, co właśnie władz samorządowych i organizacji pozarządowych. Duży ciężar spoczywa na edukacji w szkołach i Kościele.ⒸⓅ
Władze lokalne powinny być inspiratorem powołania zespołu antykryzysowego, w którego skład powinni wchodzić m.in. przedstawiciele organizacji pozarządowych cieszący się szacunkiem społecznym.
Rozmawiał Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu