Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Justyna podczas świąt może się objadać do woli

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Justyna Kowalczyk sprawiła sobie wspaniały prezent na święta - w skutej lodem słoweńskiej Rogli Polka wygrała bieg na dystansie 15 km, odnosząc swoje ósme zwycięstwo w karierze. Dzień wcześniej zajęła drugie miejsce w sprincie.

- Justyna czuje się dobrze, jest zadowolona i szczęśliwa. To był bardzo udany dla nas weekend - mówi zadowolony Aleksander Wieretielny.

Do igrzysk olimpijskich w Vancouver pozostały niecałe dwa miesiące, a Kowalczyk z każdym startem prezentuje się coraz lepiej. Obok Słowenki Petry Majdić czy Norweżki Marit Bjoergen to właśnie Polka jest stawiana w gronie faworytek do zwycięstwa zarówno w biegach długich, jak i na dystansach sprinterskich.

- Justyna to nie ułomek, ta dziewczyna jest przygotowana dobrze i na sprinty, i na długie biegi. Zresztą udowadniała to już w ubiegłym sezonie. Do igrzysk jednak jeszcze bardzo daleka droga, teraz musimy się skupić na dalszych przygotowaniach i kolejnych startach. I żeby po drodze nie przytrafiła się Justynie żadna kontuzja czy choroba, bo to by było prawdziwe nieszczęście. A jak w Vancouver będziemy w dobrej formie, to dopiero wtedy pomyślimy, czy jest szansa na podium w sprintach i biegach długich - dodaje Wieretielny.

Ale o zdrowie przy temperaturze dochodzącej do -20 stopni Celsjusza i przewiewnych strojach, jakie zapewnił zawodnikom Polski Związek Narciarski, dbać bardzo ciężko. - To taki sport. Zawodnicy jednak tego zimna tak bardzo nie odczuwają z powodu wysiłku. Gorzej z nami, trenerami - opowiada szkoleniowiec.

Justynę Kowalczyk czeka teraz czterodniowa przerwa świąteczna. - Po zawodach wsiadamy do samochodu i do domu. Justysia jedzie bezpośrednio do Kasiny Wielkiej, ja do Krakowa. Spotkamy się 27 grudnia w Oberhofie przed Tour de Ski - zdradza Wieretielny.

Biegaczkę w Polsce może zastać niestety niemiła niespodzianka, w Rogli było -18 stopni Celsjusza, a nad Wisłą meteorolodzy straszą zbliżającą się odwilżą. - Cztery dni bez treningów to może dla nas oznaczać tragedię - martwi się trener polskiej mistrzyni. - Jeden dzień to nie problem, ale dłuższa przerwa byłaby niewskazana. Miejmy nadzieję, że mimo niedobrych zapowiedzi pogodowych w Zakopanem nie zabraknie śniegu i spokojnie będzie można trenować. Jak nie, to Justysia posiedzi sobie spokojnie w domu przy rodzinnym stole - dodaje szkoleniowiec.

Święta u państwa Kowalczyków to okazja do wielkiego zjazdu rodzinnego, najprawdopodobniej ostatniego przed startem w Vancouver. Do igrzysk pozostało bowiem tylko 54 dni, a przerw w kalendarzu jest niewiele. Na przełomie roku biegaczkę z Kasiny Wielkiej czeka dziesięciodniowy maraton w ramach Tour de Ski (osiem startów w czterech różnych miastach), który zakończy się 9-kilometrową wspinaczką w Val di Fiemme. A potem tylko walka o punkty Pucharu Świata i igrzyska w Kanadzie.

- Bardzo nam zależało, aby te ostatnie zawody się udały i by w dobrych nastrojach zasiąść do świątecznego stołu. Dlatego jesteśmy podwójnie zadowoleni - zdradza szkoleniowiec Polki. - Czy Justyna dostała ode mnie jakieś wskazówki dotyczące jedzenia? Nie, ona może jeść praktycznie wszystko. A nawet jeśli trochę przybierze na wadze, to zaraz to straci na trasie. To bardzo pracowita dziewczyna, ona lubi długie treningi, podczas których spala się mnóstwo zbędnych kalorii. Więc, jak będzie miała ochotę, to niech zjada kiełbasy, schabowe i ciasta, do woli - śmieje się Wieretielny.

Ze swoich występów w szwajcarskim Engelbergu nie może być do końca Adam Małysz. Na "anielskiej górze" polski skoczek ani razu nie stanął na podium (w sobotę był 23., a w niedzielę 8.) i w efekcie wypadł poza czołową "10" Pucharu Świata. - Niestety na Turnieju Czterech Skoczni czeka mnie kolejna walka w kwalifikacjach. Trochę się tutaj pogubiłem, jeśli chodzi o technikę. Ten pierwszy, próbny skok był całkiem przyzwoity, a kolejne nie były niestety już takie dobre - mówił skoczek z Wisły, który od blisko roku trenuje pod okiem Hannu Lepistoe.

- Motorycznie jest wszystko w porządku. Trener był przekonany, że te testy wypadną źle, patrząc na ostatnie wyniki zawodów. Były one jednak szokująco dobre, czyli ewidentnie gdzieś szwankuje jakiś drobny element techniczny - dodał skonfudowany Orzeł z Wisły.

Czasu na wprowadzanie poprawek pozostało niewiele, pierwszy konkurs w Oberstdorfie w ramach Turnieju Czterech Skoczni już za tydzień.

marta.pytkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.