Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Polska siatkówka nie będzie się wzorować na piłkarzach

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Dlatego mam kaca moralnego. Mam poczucie, że dajemy się zwariować urzędnikom. Jednak obecnie zamiast państwa liberalnego mamy papierkowe. Wszyscy zaczynają bać się wszystkich i każdy na każdego zbiera jakieś kwity, haki. A my, jako związek, nie chcemy się w to bawić. Chcemy się zająć sportem, ale zachować przy tym pewną wolność decyzyjną. Ja, jako prezes, chcę sam decydować, czy dać pieniądze na proporczyk, czy na garnitur dla zawodników. I czy mogę to wliczyć w koszty związane z działalnością statutową, czy nie. W tej chwili budżet związku jest tylko w jednej czwartej finansowany przez państwo, pozostałe pieniądze zdobywamy sami. I uważam, że jeśli osiągamy dobre wyniki sportowe, jeśli organizujemy fajne imprezy, to nie urzędnik powinien decydować, co ja mogę wliczyć w koszty, a co nie. Związki sportowe powinny mieć większą swobodę w działaniu, a nie być zmuszane przez urzędy podatkowe do tego typu konstruowania statutu.

Ale jakie to jest ukrywanie kosztów? Ja działam w związku społecznie i nie biorę za to pieniędzy. I co, czy teraz gdy pojawił się zapis o garniturach, uważa pani, że będę je sobie kupował z kasy związku, a potem odliczał to od podatku? To jakaś bzdura. Przede wszystkim nie są to pieniądze dla działaczy, ale dla zawodników. Tak było zawsze i nikt tego nie kwestionował. Teraz zaczyna się szukać haka, bo związek sobie nieźle radzi, bo ma pieniądze, to trzeba mu te pieniądze zabrać. Nie rozumiem tego. Te punkty, które pojawiły się w statucie, zostały wpisane za radą ludzi zajmującymi się audytem. To oni nam powiedzieli, że jeśli chcemy, żeby te koszty były łatwiej rozliczone, to muszą się znaleźć w statucie. Bo inaczej ktoś może się przyczepić. I to jest taka bez sensu kołomyja. Ja się z tym źle czuję.

Trudno, jeżeli nie możemy tych punktów ująć w regulaminach i jeśli to urzędnicy mają nami rządzić i to oni będą decydować, co mamy zapisane w statucie, to musimy się na to zgodzić. Nie mamy innego wyjścia. Ale to nie jest kłótnia między nami, chodzi o ten zewnętrzny kac, który nas męczy. Gdyby ludzie wiedzieli, ile my musimy wypełniać stron dokumentów, by rozliczyć dotacje z ministerstwa, to by się za głowę złapali. To są tomiska papierów. Za każdym razem trzeba przygotować plan zawierający 40 stron. Jeśli w tym planie zmieni się hotel X na hotel Y, to trzeba to wypełniać od nowa. A przecież to jest tylko jeden hotel! Ja już na samym początku proponowałem, żeby związkowi przyznawać pewną kwotę na spełnienie określonych celów. Jeśli zdobywamy mistrzostwa, to powinniśmy móc pokazać tylko prawidłowość rozliczenia na koniec roku, a nie co tydzień składać nowe papiery.

Mamy do czynienia z dwiema różnymi rzeczami. My ubezpieczamy zawodników od nieszczęśliwych wypadków w czasie grania w reprezentacji. A więc, jeśli zawodnik odniósłby kontuzję, która wymagałaby później poddania się operacji i przejścia rehabilitacji, to koszty leczenia pokrywa związek. Także kluby otrzymują zwrot za to, że zawodnik nie był zdolny do gry. Obecnie jednak trwa dyskusja, czy należałoby też ubezpieczać kontrakty zawodników i kto miałby to robić. Oczywiście zupełnie inaczej to wyglądało, gdy siatkarze zarabiali po 50 tys. zł rocznie, ale teraz zawodnik średniej klasy dostaje 400 tys. zł, a ci najlepsi nawet ponad milion. Ja uważam, że to czy ktoś chce grać w reprezentacji zależy wyłącznie od niego. Nie chcesz grać w reprezentacji, nie graj, to twoja sprawa. Tu masz szansę się wykazać, możesz podwyższyć sobie kontrakt. Występy w kadrze to nie jest mus. Jeśli chcesz grać w reprezentacji, to powinieneś sam zadbać o ubezpieczenie swojego kontraktu. I ci najlepsi właśnie tak robią. Ale możemy się też dogadać, że jest to rola klubu, zawodnika i związku. Np. związek może płacić składkę za okres grania w reprezentacji. Prawdą jednak jest, że wszędzie w ligach zawodowych zawodnik sam ubezpiecza swój kontrakt.

Coś w rodzaju draftu? Kwestie zarobków reguluje rynek. W poprzednim sezonie z powodu kryzysu kluby zaczęły mniej płacić zawodnikom, ale wystarczyło wygrać mistrzostwo Europy i znów kontrakty poszły w górę. Tak więc, jeśli jest wynik sportowy, jeśli jest wygrana, to od razu oznacza większe pieniądze.

Odwrotnie, to PZPN chciałby być jak PZPS.

@RY1@i02/2009/240/i02.2009.240.000.018a.001.jpg@RY2@

Przedpełski: wszyscy szukają na nas haka

Dariusz Hermiersz/Newspix.pl

prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.