Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Małysz na podium w Lillehammer

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W polskich skokach dawno nie było tak dobrze. Trzecie miejsce Adama Małysza w sobotnim konkursie indywidualnym, czwórka naszych reprezentantów w czołowej piętnastce w niedzielę. A przecież to dopiero rozgrzewka przed igrzyskami w Vancouver

Łukasz Kruczek po występach kadry w Lillehammer ma prawo zbierać pochwały, jest pierwsze podium dla Małysza, dwa razy do czołowej trzydziestki awansowało czterech z jego podopiecznych. Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, tylko przyklaskuje. - W końcu dopracowaliśmy się równego zespołu - mówi były trener Orła z Wisły.

Koszmar z kwalifikacji z Kuusamo to już przeszłość. Adam Małysz w norweskim Lillehammer udowodnił, że jest mu bliżej do dyspozycji sprzed trzech lat, gdy po raz ostatni wygrywał w klasyfikacji generalnej, niż do słabego początku sprzed 12 miesięcy, gdy w pośpiechu opuszczał Turniej Czterech Skoczni. - Z jego skokami jest wszystko w porządku, co potwierdził nie tylko podczas zawodów w Lillehammer, ale i przed tygodniem w Kuusamo w konkursie drużynowym. Nieudany występ w kwalifikacjach to był wypadek przy pracy - uważa Tajner.

Małysz po wygranych piątkowych kwalifikacjach głęboko odetchnął. - To prezent urodzinowy dla mojej żony - rzucił do kamery. - Rozmawiałem z nim tuż przed konkursem, przyznawał, że prześladuje go lekka trema. On nie bał się o swoją formę, ale o warunki atmosferyczne - ocenia prezes PZN. - Presja? Ja o Adama bym się nie martwił. On jest niezwykle pracowity i cierpliwy, nie załamuje się byle czym. A z igrzyskami i walką o medale jest jak z konkursem wieczornym. Po śniadaniu i lekkim treningu zostaje sporo czasu, które trzeba jakoś zapełnić. Inaczej zwariujesz z powodu presji. Adam to potrafi doskonale - dodaje Tajner.

Skoczek z Wisły po weekendzie w Skandynawii zajmuje 10. miejsce w klasyfikacji generalnej, prowadzi Austriak Gregor Schlierenzauer, drugi jest Szwajcar Simon Ammann. - Walka o Puchar Świata to jak na razie tylko dodatek. Nie wiadomo bowiem, czy ekipa przed igrzyskami nie ominie kilku zawodów, a wówczas też wzrośnie strata do lidera - tłumaczy Tajner.

W Lillehammer w wirtualnym konkursie drużynowym Polacy wyprzedzili zarówno faworyzowanych Austriaków, jak i Niemców. W niedzielę Kamil Stoch był siódmy, Małysz ósmy, Miętus 12., a najsłabszy z nich - Marcin Bachleda - 15. Dwóch ostatnich właśnie w niedzielę wywalczyło sobie bilet do Vancouver.

- Ja już jesienią spodziewałem się, że będzie dobrze. Wyznacznikiem były dla mnie skoki Adama. Skakał świetnie, a chłopcy deptali mu po piętach - mówi Tajner. - W tym sezonie w PŚ startuje sześciu naszych skoczków, trzech, czterech powinno awansować do trzydziestki. Dzięki temu przed igrzyskami dopracujemy się równego zespołu, jeśli jeden nawet wypadnie ze składu, to będzie w stanie zastąpić go ktoś inny. W przeszłości zawsze był z tym problem - dodaje Tajner.

Obok Małysza najlepiej i najrówniej prezentuje się duet Stoch i Miętus. - Jestem pewien, że forma Kamila z każdym konkursem będzie szła w górę. A Krzyś to prawdziwa niespodzianka. To młody zawodnik i mogą wystąpić u niego nagłe wahania formy. Co jednak wcale nie jest przesądzone - kończy Tajner.

Przed skoczkami teraz tydzień wolnego, konkurs w Harrachovie został odwołany z powodu braku śniegu.

@RY1@i02/2009/238/i02.2009.238.000.0020.001.jpg@RY2@

Małyszowi w sobotę nie przeszkodził nawet padający śnieg

AP

Marta Pytkowska

marta.pytkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.