Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Najlepsza polska tenisistka wraca do dziesiątki WTA

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

To był jej najlepszy występ w tym sezonie - mówi menedżer Radwańskiej Wiktor Archutowski. Polka przegrała finał ze Swietłaną Kuzniecową 2:6, 4:6, ale jest 10. w rankingu WTA.

Po dziewięciu ćwierćfinałach i półfinale w Tokio w ubiegłym tygodniu przyszedł czas na pierwszy finał w sezonie, niestety przegrany ze Swietłaną Kuzniecową. - Porażka z Rosjanką to nie powód do rozpaczania - powiedziała po meczu krakowianka, która opuszcza Azję bogatsza o 1050 punktów rankingowych i 475 tys. dolarów.

Radwańska, która w ćwierćfinale odprawiła Jelenę Dementiewą, a w półfinale Marion Bartoli, przeciwko Kuzniecowej niewiele miała do powiedzenia. - Swieta grała dziś jak natchniona, to był kosmiczny tenis - mówi Archutowski. Rosjanka, która dzięki zwycięstwu awansowała na 4. miejsce w światowym rankingu, wygraną zadedykowała swojemu niedawno zmarłemu przyjacielowi. - To była zupełnie inna Swieta, wyluzowana, pewna siebie, wszystko jej wychodziło. Agnieszka naprawdę niewiele mogła zrobić. Sądzę, że bez względu na to, kto stałby po drugiej stronie siatki, Kuzniecowa i tak była poza zasięgiem - dodaje menedżer.

Ten sezon nie rozpoczął się najlepiej. Jako zawodniczka z pierwszej dziesiątki nie mogła startować w słabiej obsadzonych turniejach, co powodowało, że miała bardzo długie przerwy w startach. - Do Australian Open Agnieszka była dobrze przygotowana, ale jak to mówią Anglicy, brakowało jej "match tight", zbyt długa przerwa w grze spowodowała, że miała problemy z wejściem w grę - zdradza Archutowski. - Podobnie było też po Wielkanocy, trzy tygodnie bez gry - przyznaje.

W Azji Polka spisywała się już bez zarzutów, a dzięki wygranej w półfinale w Pekinie z Francuzką Bartoli (6:4, 6:3) awansowała na dziesiąte miejsce na świecie. Po raz ostatni krakowianka była sklasyfikowana tak wysoko przed 23 marca 2009, przez kolejne sześć miesięcy oscylowała pomiędzy 11. a 14. miejscem. - W ubiegłym tygodniu w Tokio radziłam sobie dobrze (Polka odpadła w półfinale z Marią Szarapową - przyp. red.), a w Pekinie moja dobra passa trwa. Chcę pojechać do Dauhy, więc nie zamierzam teraz odpuszczać - powiedziała Radwańska po spotkaniu z Francuzką. Gdyby Agnieszka wygrała finał z Kuzniecową, awansowałaby na dziewiątą lokatę, a tak trzeba będzie dalej walczyć.

Teraz przed Polką start w Linzu i w Moskwie. Do Austrii Radwańska przyleci niemal prosto z kortu, krakowianka już godzinę po finale była na lotnisku. - Czy wytrzyma kondycyjnie? Agnieszka jest teraz na fali, dobre występy na pewno ją uskrzydliły - opowiada Archutowski. - Gdyby udało się wygrać w Austrii, w stolicy Rosji wystarczyłby ćwierćfinał. Ale tak naprawdę wszystko zależy od Jeleny Janković i Flavii Pennetty. Serbka ma poważną kontuzję, więc nie będzie najsilniejsza, zobaczymy, jak zaprezentuje się Włoszka - powiedział menedżer.

Pewnych występu w Dausze (23.10 - 1.11.2009) jest siedem zawodniczek: Dinara Safina, Serena Williams, Dementiewa, Caroline Wozniacki, Kuzniecowa, Venus Williams i Wiktoria Azarenka. Zostało tylko jedno miejsce. - Nie wszystko jeszcze stracone - kończy Archutowski.

Marta Pytkowska

marta.pytkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.