Nie wpadł w panikę, bo nie było mu wolno
Piotr Makowski jeszcze niedawno był tylko asystentem Jerzego Matlaka i odpowiadał za prowadzenie rozgrzewek. Nieoczekiwanie musiał jednak zająć miejsce pierwszego trenera, który dzień i noc czuwa przy chorej żonie, i spisał się znakomicie.
@RY1@i02/2009/193/i02.2009.193.000.011a.101.jpg@RY2@
Piotr Makowski ze swoimi podopiecznymi
Kamil Jóźwiak/newspix.pl
- O tym, że poprowadzę mecz, dowiedziałem się o godz. 13 w dniu spotkania z Belgią. Wtedy trener wyjechał z żoną do szpitala. Nie wpadłem w panikę, bo nie mogłem sobie na nią pozwolić. Musiałem najlepiej jak potrafię poprowadzić zespół - opowiada. Przed swoim pierwszym meczem powiedział: - Zostawiam wolne krzesło i siadam na swoim miejscu. Bardzo chcemy wygrać i zadedykować to zwycięstwo Jurkowi Matlakowi i jego żonie.
Makowski, który zespoły seniorskie trenuje od zaledwie pięciu lat, propozycję współpracy z Matlakiem otrzymał w marcu 2009 r., ale na oficjalną nominację musiał poczekać do zakończenia rozgrywek Plus Ligi Kobiet (prowadził zespół GCB Centrostalu Bydgoszcz). Może się poszczycić kilkoma naprawdę wartościowymi wynikami, m.in. srebrnym medalem mistrzostw Polski oraz zwycięstwem w Pucharze i Superpucharze Polski. Wszystko z Pałacem Bydgoszcz.
- Byłem dotychczas pierwszy, ale nie widzę problemów z podporządkowaniem się trenerowi Matlakowi. Wiele można się od niego nauczyć. Matlak to szef i nikt nie chce się wybijać przed szereg - mówił szkoleniowiec bydgoskiego klubu.
We wtorek Makowski, dotąd odpowiedzialny w ekipie biało-czerwonych m.in. za prowadzenie rozgrzewek, zmuszony został stanąć w pierwszym szeregu. Niespodziewana nominacja przyszła w najgorszym z możliwych momentów. Polska drużyna wyszła z grupy z drugiego miejsca. Aby znaleźć się w półfinale, dziewczyny musiały pokonać wszystkie swoje rywalki.
Już po pierwszym meczu z Belgią wiadomo było, że Makowski to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Był niezwykle opanowany, mimo że na jego barki niespodziewanie spadła ogromna odpowiedzialność. Prowadził zespół odważnie. Zawsze ma swój plan na grę i go realizuje. - Czy mam tremę? Nie. Ale zdaję sobie sprawę, że gramy pod ogromną presją - powiedział Makowski.
Spokojny, wyciszony, można powiedzieć, że jest całkowitym przeciwieństwem trenera Matlaka, któremu nie raz puszczały nerwy. Zamiast pokrzykiwać na podopieczne, Makowski woli spokojnie tłumaczyć. Podczas meczów nerwowo przechadza się wzdłuż linii boiska, niczym Daniel Castellani. - Czasem muszę podejmować decyzje, które na pierwszy rzut oka wydają się być bez sensu. Choćby w meczu z Rosją, gdy wykorzystałem już limit przerw, zmieniłem świetnie grającą Kaczor na Paulinę Maj, tylko po to, żeby wybić z rytmu Rosjanki. Straciliśmy punkt, ale kto wie, czy gdybym tego nie zrobił, to strata nie okazała się większa - zdradza.
- Jakie są różnice w prowadzeniu zespołu? To dopiero drugie spotkanie, które prowadzi trener Makowski, ale jesteśmy bardzo zadowolone z tej współpracy, jego uwagi są bardzo cenne - chwaliła nowego trenera Maj po meczu z Rosją.
Wszyscy obserwatorzy po tym spotkaniu stwierdzili, że w ekipę biało-czerwonych wstąpiła nowa siła. Polki lepiej grały w przyjęciu i ataku, ryzykowały zagrywką. To nie one, a rywalki były rozrzucane po boisku. - Nasza siła tkwi w całym zespole - skromnie zauważa Makowski.
Marta Pytkowska
marta.pytkowska@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu