Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Wcale nie jestem tymczasowy

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

CEZARY KOWALSKI:

STEFAN MAJEWSKI:

@RY1@i02/2009/185/i02.2009.185.000.018a.101.jpg@RY2@

Norbert Barczyk

Stefan Majewski

Pewnie, że gratulować. Przecież zostałem selekcjonerem reprezentacji Polski. Nie znam trenera w Polsce, który by o tym nie marzył.

Czy tymczasowym, to się dopiero okaże po tych dwóch meczach. Nie wiem, po co też ta insynuacja, że po znajomości. Dostałem propozycję i ją przyjąłem. To wszystko.

Przede wszystkim jestem trenerem, a nie działaczem.

W tej pierwszej wersji nie było jednego z warunków umowy, który pojawił się później.

Mniej więcej.

Nie, to jest ustna umowa dżentelmenów.

Zależy, po jakich meczach będą te remisy. Jeśli po dobrych, to dobra też powinna być moja ocena.

Odbiję pańską tezę. A jak nie przegram?

Mogę wysłać powołania do odpowiednich ludzi, ustawić zespół i zmobilizować. Z jednej strony niewiele, ale z drugiej bardzo dużo. W futbolu czasem decydują detale, jeden zawodnik może zmienić drużynę, jeden dobry ruch trenera zdecydować o zwycięstwie. Życie dało mi taką szansę i chcę z niej skorzystać. To pana tak bardzo dziwi? Poza tym ja naprawdę uważam, że może mi się udać.

Myślę, że używanie słowa "filozofia" odnośnie do futbolu to lekka przesada. Ja mogę mówić o sposobie gry, który preferuję.

Odrzucam tę złośliwość i wyjaśniam: praca trenera w klubie i w reprezentacji to dwie różne sprawy. W klubie dobiera się taktykę do możliwości zawodników. W reprezentacji odwrotnie. Najważniejsze, aby każdy z graczy wiedział, co ma robić na boisku. Mam strategię i szukam do niej wykonawców.

Właśnie przeszkadza mi pan w pracy. Wysyłam powołania do zawodników, analizuję ich ostatnie występy.

W piątek ogłoszę skład kadry i przedstawię swoich współpracowników.

Obiecuję, że porozmawiamy o tym po tych dwóch meczach.

Niech się pan nie martwi na zapas. Myślę, że nie będzie po mnie.

Jak powiem, że będą, to przestaną one być niespodziankami. Na pewno będą zmiany, to obiecuję. Pojawią się nowe nazwiska, ale nie rezygnuję ze starych. Ten zespół, który powołam za chwilę, to nie będzie perspektywiczna drużyna na przyszłe lata. Ta drużyna ma wygrać teraz dwa mecze. Dlatego w kadrze znajdą się najlepsi obecnie zawodnicy. Bez względu na metrykę urodzenia. Nie można tych meczów odpuścić, bo są istotne także z punktu widzenia losowania Polski w następnych eliminacjach mistrzostw świata. Nie możemy wypaść z drugiego koszyka.

Mam taki plan. Skoro są możliwości sięgnięcia po klasowych zawodników, wychowanych na Zachodzie, to trzeba to zrobić. Mam listę z kilkoma nazwiskami piłkarzy w Niemczech, we Francji i Włoszech, z którymi trzeba natychmiast porozmawiać i spróbować nakłonić ich do gry w polskich barwach. Mam na to teraz bardzo mało czasu, ale bez względu na moje dalsze losy zajmę się tą sprawą. Oni nie muszą być ratunkiem dla Majewskiego, ale dla Polski po prostu.

Warunkiem gry w reprezentacji powinna być znajomość przynajmniej podstawowa języka polskiego. W ogóle w większości krajów, aby ubiegać się o obywatelstwo, trzeba znać język.

Teraz nie mam na to wpływu, bo to wy dziennikarze kształtujecie opinie. Media przedstawiają mnie źle, to ludzie myślą, że jestem zły. Proste.

Przed poprzednimi trzema wyborami selekcjonera byłem wymieniany w gronie faworytów. Także przez dziennikarzy. I co to znaczy, że wtedy miałem odpowiednie papiery na pracę, a teraz nie? Mistrzostwa Polski nie zdobyłem, bo nigdy nie prowadziłem Legii i Wisły. Jakby pan przeanalizował ostatnie dziesięć lat, to wystarczyło objąć jedną z tych drużyn i już trener mógł sobie wpisać do CV jakieś mistrzostwo. Ja miałem sukcesy na innych szczeblach, awansowałem do pierwszej ligi z Polonią Warszawa i z Widzewem, z tą Cracovią, za którą tak się mnie krytykuje, zająłem też czwarte miejsce w lidze, najwyższe od wielu lat, wyprzedzając wielką Wisłę. Na wszystko można patrzeć, jak się chce. Wiadomo jednak, w czym problem. Dla nas Polaków wszystko to, co zagraniczne, jest znakomite. Obcokrajowiec to złoto, a rodak to zawsze g... Można go zgnoić, obrazić, przypisać rzeczy, które nie miały miejsca. Kiedyś w gazecie sportowej dali tekst o mnie na dwie strony, o tym, jaki jestem zły i jak kazałem zawodnikom w święta trenować. A prawda była taka, że mieli wtedy wolne. Nikt mnie za to nigdy nie przeprosił, nie sprostował kłamstwa. Naszą najgorszą cechą narodową jest to, że nie mamy do siebie szacunku. Nie jesteśmy życzliwi. Ja jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji, a już trwa ze mną jazda.

Wiem.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.