Adam przeszedł w Kanadzie samego siebie
Te dwa srebrne medale to ogromny sukces. Zakładałem, że będzie medal na normalnym obiekcie, bo tam Adam miał teoretycznie największe szanse. Ale to drugie miejsce na dużej skoczni to był prawdziwy majstersztyk. Podium wywalczone w sobotę to spełnienie jego i naszych marzeń.
Przygotowania do sezonu, gdyby nie nieszczęśliwa kontuzja, przebiegłyby bez zakłóceń. Początek też był niezły, później pojawiły się problemy, ale widzieliśmy, że forma wciąż rośnie. Przełom nastąpił w Zakopanem, później to drugie miejsce w Klingenthal, które zapewniło Adamowi szóstą lokatę w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. To oznaczało, że będzie skakał z najlepszymi, z Ammannem i Schlierenzauerem. Jedyne, czego się obawialiśmy, to by rywalizacji nie wypaczył wiatr. By nie okazało się, że jeden dostanie wiatr pod narty, wszystkim odfrunie, i po zawodach. Tak na szczęście nie było w konkursie na normalnej skoczni. Na dużej wiatr już trochę namieszał w czołówce. Adam miał sporo szczęścia, pojawiły się dobre warunki noszenia, ale trzymano go na belce. I mimo że dostał odrobinę przedniego wiatru, poleciał bardzo daleko.
Austriacy na pewno nadal tak uważają. Ammann ma świetnie przygotowany sprzęt. Te śruby spowodowały, że but obniżył się o 3 cm, dzięki czemu jego narty szły bardziej płasko, a to w efekcie zwiększało powierzchnię noszenia. Jednak nie to zadecydowało o zwycięstwie, ale wspaniała forma i genialne skoki. Na tych igrzyskach wygrywali najlepsi aktualnie skoczkowie, Simon, Adam i Gregor. To sprawiedliwe rozwiązanie.
Oni już na treningach pokazali, że nie są w najwyższej dyspozycji. Austriacy w Pucharze Świata wygrywali konkurs za konkursem praktycznie od samego początku, później dominowali też w Turnieju Czterech Skoczni. Sam się zastanawiałem, jak oni tę formę zamierzają utrzymać. Na igrzyskach wszystko pękło. I nagle okazało się, że obowiązek walki o medale, w tym o ten najcenniejszy, spadł na Gregora Schlierenzauera. Ten dwudziestolatek już w tym roku pokazał, że jeszcze nie jest na tyle silny psychicznie, by wziąć na swoje barki takie obciążenie. Choć i tak spisał się nieźle.
Na takie decyzje jeszcze przyjdzie czas. Ale według wstępnych rozmów obydwaj panowie są bardzo zainteresowani kontynuowaniem współpracy, która przyniosła tak ogromne sukcesy. Sądzę, że w ogóle zachowany zostanie ten układ, nie tylko z Lepistoe, ale też z Robertem Mateją jako asystentem Fina i serwismenem Maciejem Maciusiakiem.
Tak naprawdę poza Austriakami nie ma na tych igrzyskach ekipy, która miałaby wyrównany skład. A wyniki osiągnięte przez naszych reprezentantów w konkursie są obiecujące. Kamil Stoch był 14., a Stefan Hula - 19. Może tylko Krzysiowi Miętusowi nie wyszło, ale po późniejszej analizie okazało się, że skoczył tak daleko, na ile mu pozwoliły warunki na skoczni. Akurat miał pecha.
Niewykluczone, że Adam Małysz w poniedziałek będzie się cieszył z kolejnego, już piątego swojego medalu olimpijskiego. Polski zespół po dobrym występie w sobotnim konkursie na dużej skoczni ma spore szanse na stanięcie na podium w rywalizacji drużynowej.
Gdyby podliczyć punkty z konkursu indywidualnego, okazuje się, że biało-czerwoni zajęliby trzecie miejsce, mimo że w drugiej serii zabrakło Krzysztofa Miętusa. - Będziemy walczyć, tak aby i chłopaki mieli coś z tych igrzysk - mówił po Małysz. Łukasz Kruczek skład drużyny ma podać po treningach.
Obrońcami tytułu są Austriacy, którzy także i w Kanadzie wydają się poza zasięgiem rywali. Podopieczni Aleksandra Pointnera w Vancouver może nie są w najwyższej formie, ale jako jedyni w obydwu konkursach mieścili się w komplecie w trzydziestce.
Norwegom, którzy przed czterema laty stanęli na trzecim miejscu podium, wciąż brakuje regularności. A Bjoern Einar Romoeren, który miał być liderem ekipy, po fatalnym występie na średniej skoczni stracił miejsce w zespole. Tom Hilde i Anders Jacobsen daleko latali tylko podczas treningów. Z podobnymi problemami zmagają się także Słoweńcy, Niemcy (triumfatorzy ostatniego konkursu drużynowego w Willingen) i Finowie (srebrni medaliści z Turynu). Ci ostatni wystąpią najprawdopodobniej bez swojego lidera Janne Ahonena, u którego stwierdzono częściowe zerwanie wewnętrznego więzadła bocznego kolana.
mpt
@RY1@i02/2010/036/i02.2010.036.000.019a.001.jpg@RY2@
Fot. N. Barczyk Newspix.pl
Apoloniusz Tajner
@RY1@i02/2010/036/i02.2010.036.000.019a.002.jpg@RY2@
Fot. AP
Adam Małysz po raz drugi na tych igrzyskach musiał uznać wyższość Simona Ammanna
, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, były trener Adama Małysza, z którym wygrał Turniej Czterech Skoczni i zdobył dwa medale olimpijskie w Salt Lake City w 2002 r.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu