Znowu moralne zwycięstwo, czyli Polska tuż za podium
Rozbudziły apetyt, lecz smaku podium nie znają. Żeńska czwórka rodziła się w bólu. I boli jej 4. miejsce
Złote nadzieje zostały przekute na czwarte miejsce. Nasza żeńska osada kajakowa K-4 500 m - po tym jak uzyskała w repasażu nieoficjalny rekord świata (oficjalnych w tej dyscyplinie nie ma, tory są różne) - znalazła się w finale tuż za podium. Marta Walczykiewicz (KTW Kalisz), Aneta Konieczna (Warta Poznań), Karolina Naja (AZS AWF Gorzów) i Beata Mikołajczyk (Kopernik Bydgoszcz) uzyskały rezultat 1.31,607. Zwyciężyły Węgierki (1.30,827) przed Niemkami (1.31,298) oraz Białorusinkami (1.31,400).
Zważywszy na to, że w tej konkurencji pojawiliśmy się za pięć dwunasta, dzięki dzikiej karcie, czwarte miejsce wydaje się niezłe. Gdy jednak wziąć pod uwagę, że to czwarte miejsce osady K-4 500 m na czwartych kolejnych igrzyskach, przybiera ono fatalne kształty.
Przed finałem Polki utrzymywały, że ich słabszy występ w pierwszym wyścigu był świadomy. Z kolei wspomniany półfinałowy rekord świata to już planowa demonstracja siły.
- Tylko rodziny wiedziały, co knujemy. Powiedziałyśmy im, aby się nie denerwowały -przekonywała Mikołajczyk, która ma już medal olimpijski. W Pekinie wypływała go wspólnie z Konieczną (K-2 500 m), która na najniższym stopniu podium stawała także w Sydney i Atenach. Walczykiewicz i Naja dopiero na takie krążki pracują.
Osada była pod ostrzałem, bo przecież Konieczna dopiero co pokonała chorobę nowotworową. W Eton nie dostała się wcześniej do finału na jedynce, zatem wczoraj straciła ostatnią medalową szansę. - Kiedy dowiedzieliśmy się na początku maja, że Aneta jest chora, ustaliliśmy, że nie rozmawiamy o tym z mediami. To trudny temat, dotyczący przecież zdrowia, poza tym osobisty. Pozostałe dziewczyny były rozbite, gdyż przyjeżdżały telewizje i nie rozmawiały o naszej kadrze, o szansach olimpijskich. Pytały tylko o jedną zawodniczkę - tłumaczy trener kadry Tomasz Kryk.
Dziś w finale K-2 500 m płyną Mikołajczyk i Naja (godz. 11.35). Po co? Stać je na niespodziankę, choć o medal będzie bardzo trudno. W piątek z kolei eliminacje (K-1 200 m) czekają aktualnego mistrza świata Piotra Siemionowskiego i srebrną medalistkę zeszłorocznego czempionatu globu z Szeged Walczykiewicz. Na ostatnich treningach biła swoje rekordy życiowe. Jest piekielnie zdeterminowana, nie opuściła w ostatnich latach ani jednego zgrupowania. Tyle że dystans 200 metrów jest w pewnym sensie loteryjny. Albo inaczej - nie wybacza najmniejszych błędów.
- Marta musi tylko opanować swój temperament i zejść nieco z rytmu po 80. metrze. Bo nie ma opcji, by całe 200 m przejechać na maksimum możliwości. Tym bardziej że wyścigi zapowiadają się pod wiatr, a więc w granicach 43 sekund. Na szczęście start Marta ma jeden z najlepszych w całej stawce - analizuje trener Kryk.
Dodajmy, że jeszcze kilka lat temu traktowano sprint jak dziecko gorszego boga. W momencie gdy pojawił się w programie igrzysk olimpijskich - a w Londynie debiutuje - rywalizacja wzrosła, w eliminacjach startuje znacznie więcej chętnych. Mówią, że piekielnie liczy się start. Zgoda, ale jednak najbardziej liczy się to co na mecie.
@RY1@i02/2012/154/i02.2012.154.00000150q.101.jpg@RY2@
AFP/East News
Rezultat 1.31,607 nie wystarczył, aby stanąć na podium
Wojciech Koerber
Eton Dorney
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu