Czwarte miejsce uważam za świetny wynik
Rozmowa z Tomaszem Krykiem, trenerem żeńskiej osady K-4 500 m
Gdzie zabrakło tym razem centymetrów do podium?
Chyba trochę na starcie, bo generalnie był zawsze naszą mocną stroną. Z analizy na gorąco wynika, że zabrakło metra. Chociaż nikt tego startu nie spóźnił, ruszyliśmy z całą stawką. Środek też był dobry, rytm w porządku. Czegoś nie wystarczyło. Szczęścia, może formy, opływania?
To jednak czwarte miejsce na czwartych kolejnych igrzyskach, a apetyty rozbudziliście spore.
Co zrobić? Trudno mówić o jakiejś klątwie, trzeba się szybko otrząsnąć. Teraz czas Beaty i Karoliny, a w piątek i sobotę Marty. Myśmy wiedzieli, że ta czwórka to jest dodatkowy uśmiech losu, bo mogliśmy ją wystawić dzięki dzikiej karcie. Rok temu nasza czwórka nie zakwalifikowała się nawet do finału A MŚ.
Co mówiły panu zawodniczki po wyścigu?
Najważniejsze, że nie są zdołowane. Czemu jednak nikt nie pyta, dlaczego tak mało trenowaliśmy razem? Z dwunastoma treningami czwarte miejsce na igrzyskach jest superwynikiem. I tyle. Pewnych spraw nie będę roztrząsał, bo nie wypada.
Co ma pan na myśli?
Trenowaliśmy tak mało, bo ja wyraziłem zgodę na start Anety Koniecznej w jedynce. A jako trener uważam, że realnie nie miała szans na awans do finału. Taka była jednak wola Anety, ja wyraziłem na to zgodę i poniosłem konsekwencje, bo być może czwórka byłaby trzecia czy druga.
@RY1@i02/2012/154/i02.2012.154.00000150c.806.jpg@RY2@
A. Ciereszko/PAP
Rozmawiał Wojciech Koerber
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu