Dziennik Gazeta Prawana logo

Wioślarki są głodne, nie tylko złota

29 czerwca 2018

Z Magdaleną Fularczyk i Julią Michalską , wioślarską dwójką podwójną, która w piątek walczy o olimpijskie złoto, rozmawia w Eton Dorney Przemysław Franczak

Wygląda na to, że teraz to wy, a nie Dominatorzy jesteście naszą największą wioślarska nadzieją na medal.

J.M.: Spokojnie, nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Poczekajmy do finału.

Nerwy będą duże na godziny przed startem?

J.M.: Raczej nie. Potrafimy się odciąć.

Jak?

M.F.: Wieczorem, dzień przed startem pomaga dobra książka albo dobry film, taki na rozluźnienie. Potem trzeba się dobrze wyspać i do roboty.

Co tym razem będzie na afiszu?

M.F.: Jakaś komedia, żeby się uśmiać i zasnąć w dobrym humorze. Trzy lata temu w Poznaniu, gdzie zdobyłyśmy mistrzostwo świata, pomógł mi "Diabeł ubiera się u Prady", więc może zrobię powtórkę.

I tak razem oglądacie, śmiejecie się i żadna ani słowem o wiosłach nawet nie wspomni?

J.M.: Akurat wtedy to już spędzamy czas osobno.

M.F.: Każda ma swoje sposoby na koncentrowanie się. Jedna lubi poleżeć, druga poskakać. Staramy nie rozpraszać się nawzajem.

Macie przeczucia, jak ten finał może wyglądać? Kto ruszy ostro, kto się przyczai?

M.F.: Myślę, że wszystkie osady od początku pójdą ostro, ławą. Cała szóstka. A na końcu ciąć się będą trzy, cztery. Do samej mety i na noże. Mam nadzieję, że my też tam będziemy.

Faworytkami są Brytyjki. Można je dopaść?

J.M.: Można. Każdego można dopaść. My miałyśmy parę dni dni, żeby poprawić pewne elementy, i jestem przekonana, że same możemy być zaskoczone tym, jak szybko i dobrze popłyniemy.

M.F.: Poza tym to one mają więcej do stracenia. One są u siebie, kibice wywierają presję i to one są osadą, która ostatnio brylowała. One muszą, my możemy. Przewagę mają tylko taką, że będą lepiej najedzone. (śmiech)

Nie rozumiem.

M.F.: A bo w naszej wiosce wszystko jest fajne, pokoik ładniutki, tylko jedzenie kiepskie. Mówiąc wprost: chodzę głodna.

J.M.: Ciągle tylko fish and chips, bekon i jajecznica.

M.F.: Mamy typowo angielskie jedzenie, a Anglików ani widu, ani słuchu. Ich ekipa mieszka gdzie indziej.

J.M.: Takie typowe angielskie śniadanie to zabójstwo dla sportowca. Tłuste, a poza tym niedobre.

No tak, w wioślarskim menu powinien być głównie makaron.

J.M.: I jest, na obiad, ale ileż można jeść makaron z sosem pomidorowym, w którym na dodatek nie ma soli i pieprzu.

M.F.: I jeszcze keczup się skończył. (śmiech)

J.M.: O właśnie, i to już dawno. (śmiech)

Widać jednak, że humory macie bardzo dobre.

M.F.: To jest nasza mocna strona. (śmiech)

Ostatnio na torze w Eton mocno wiało, łodzie szły pod wiatr. Dla was to dobrze?

J.M.: Takie warunki nie sa nam straszne, choć wolimy pływać z wiatrem. Jesteśmy mniejsze, szybsze, dynamiczniejsze, więc lepiej radzimy sobie w innych okolicznościach przyrody.

Brytyjki płyną u siebie. W wioślarstwie to ma znaczenie?

J.M.: Nie. My wszystkie jesteśmy w takim stanie zmęczenia, gdy wpływamy w trybuny, że słyszymy tylko taki monotonny hałas. Nie wiemy, co ludzie krzyczą, skupiamy się na tym, żeby nie popełnić jakiegoś głupiego błędu.

Na finiszu rzeczywiście można z siebie wykrzesać jakieś nieznane wcześniej rezerwy? Czy to tylko ciagle powtarzany mit?

J.M.: To prawda. Podczas zawodów człowiek jest w stanie znaleźć w sobie siłę, której na treningu nigdy mieć nie będzie. To magia wyjątkowych startów, takich jak na igrzyskach, że możesz zrobić więcej, niż mógłbyś wcześniej przypuszczać.

Czyli to głowa wygrywa?

J.M.: Mięśnie też się przydają, ale bez silnej głowy wskórają niewiele.

M.F.: Trzeba też umieć radzić sobie z presją. A jak się ktoś nakręca i powtarza sobie: jadę na igrzyska, jadę na igrzyska, to potem często przegrywa. Trzeba podchodzić do tego tak jak do zwyczajnych zawodów. Jest bieg i robota do wykonania.

Udaje wam się to?

M.F.: Ja muszę powiedzieć, że nie czuję presji igrzysk. Czuję się tak jak na mistrzostwach świata. Może przez tę wioskę i stołówkę (śmiech). Są flagi, olimpijskie symbole i jest większe zainteresowanie mediów, ale poza tym wszystko wydaje się normalne.

Przed wami w finale popłyną Dominatorzy. Dadzą radę?

MF.: Myślę, że tak.

J.M.: Ja też. To jest nie do uwierzenia, jakim oni szacunkiem cieszą się wśród innych wioślarzy. Ich rywale mówią o nich w taki sposób, że aż przyjemnie się tego słucha. To świadczy o tym, że są po prostu fenomenalni.

@RY1@i02/2012/150/i02.2012.150.00000160e.802.jpg@RY2@

EPA/PAP

Występ naszych wioślarek będzie emocjonujący. To jedna z nielicznych szans na medal

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.