Dziennik Gazeta Prawana logo

Po kryzysie nie ma śladu - Polacy rozbili Argentynę

29 czerwca 2018

Jeśli był kryzys, to trwał bardzo krótko. Polscy siatkarze pewnie wygrali w trzecim meczu turnieju olimpijskiego z Argentyną 3:0 i nadal mają szansę, by do ćwierćfinału awansować z pierwszego miejsca.

Ten mecz był ważny z dwóch powodów. Nie tylko dlatego, że polski zespół wciąż jeszcze ma szansę na wygranie grupy A, lecz także dlatego, że znalazł się w rzadko dla siebie spotykanej sytuacji - musiał podnieść się po porażce z Bułgarami. We wtorek biało-czerwoni byli zespołem wyraźnie słabszym, ale wczoraj, w znów wypełnionej polskimi kibicami hali Earls Court Exhibition Centre, szybko pokazali, że to był tylko wypadek przy pracy. Argentyna, zespół podobnej klasy jak Bułgaria, choć Bartosz Kurek twierdzi, że nawet lepszy, była bez szans z dobrze funkcjonującą biało-czerwoną maszyną.

- Bądź spokojny i skupiony na najbliższym meczu - napisał na Twitterze trener Andrea Anastasi. Selekcjoner już zaraz po meczu z Bułgarami zapowiadał, że niczego w przygotowaniu i sposobie prowadzenia drużyny nie zmieni. Wczoraj okazało się, że miał rację.

Anastasi postawił na ten sam wyjściowy skład, który rozpoczął mecz z Bułgarią, choć kibice sądzili, że Włoch zostawi wśród rezerwowych Łukasza Żygadłę, a na pozycji rozgrywającego postawi Pawła Zagumnego. Tak radykalne zmiany Anastasi przeprowadza jednak niezwykle rzadko i wczoraj znów udowodnił, że w tej kwestii jest konserwatystą. Największą zmianą zatem, dostrzeżoną przez kibiców, były niebieskie stroje polskich siatkarzy. - To wynika z regulaminu. Na każdej dużej imprezie drużyna zgłasza trzy komplety strojów i odbywa się losowanie - tłumaczył szef ekipy siatkarzy Hubert Tomaszewski. Niebieski kolor w polskiej siatkówce ma jednak szczególne znaczenie - właśnie w strojach w tym kolorze Polacy grali w 2006 roku z Rosją mecz, który decydował o awansie do półfinału mistrzostw świata.

Gracze Anastasiego posłuchali trenera i od początku byli mocno skoncentrowani. Wreszcie wykorzystywali kontrataki, czego bardzo brakowało w starciu z Bułgarią. Wysoki poziom przyjęcia zagrywki trzymał Michał Winiarski, który był też bardzo skuteczny w ataku, kończąc w pierwszej partii wszystkie próby. Były też asy serwisowe Michała Ruciaka, a jedyne, czego brakowało, to punktowe bloki, które najczęściej są bardzo mocną stroną polskiej drużyny. Na szczęście Polacy zanotowali wiele wybloków, które pozwoliły im na uzyskanie przewagi. A gdy jeszcze wróciła pewność Bartosza Kurka, Polacy byli nie do zatrzymania. Argentyńczycy tylko w drugim secie postawili się Polakom najmocniej, bo w dwóch pozostałych byli dla biało-czerwonych jedynie tłem. Gracze Javiera Webera, dla których była to druga porażka w turnieju, najwięcej problemów mieli w ataku, kończąc ledwie co trzeci atak.

Polakom do końca fazy grupowej pozostały mecze z najsłabszymi drużynami - Wielką Brytanią (jutro, godz. 12.30) i Australią (poniedziałek, 11.30). Jeśli nie przegrają seta, a Bułgarzy stracą trzy punkty w meczach z Argentyną i Włochami, wtedy biało-czerwoni wygrają grupę.

@RY1@i02/2012/150/i02.2012.150.00000150q.101.jpg@RY2@

EPA/AP

Skupieni i sprawni - nasi odzyskali klase

Paweł Hochstim

Londyn

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.