Wyraźna porażka polskich siatkarzy z Bułgarami 1:3
Czasem dobrze jest dostać z liścia w twarz na obudzenie - mówi Zbigniew Bartman, atakujący polskiej reprezentacji siatkarzy. Biało-czerwoni w drugim meczu turnieju olimpijskiego przegrali z Bułgarią 1:3.
Początek meczu rzeczywiście wyglądał tak, jakby polscy siatkarze nie zdążyli się jeszcze obudzić. Noc była dla nich krótka, bo mecz wyznaczono na godz. 12.30, co oznaczało, że wioskę olimpijską musieli opuścić dwie i pół godziny wcześniej. Pierwszego seta i większą część drugiego biało-czerwoni wyraźnie przespali. Bułgarzy, którzy mają jeszcze w pamięci porażkę z Polakami 0:3 w półfinale Ligi Światowej w Sofii, potrafili to wykorzystać.
Zaskakująca niemoc ogarnęła podstawowych graczy polskiej drużyny. Paweł Zagumny zmienił Łukasza Żygadłę jeszcze w pierwszej partii, a w drugiej boisko opuścili też Michał Winiarski i Marcin Możdżonek. Zmiennicy, a zwłaszcza Michał Kubiak, pokazali kolejny raz, jak wielką są siłą polskiej drużyny. Już w drugim secie biało-czerwoni mogli triumfować, bo udało im się odrobić część strat i doprowadzić do gry na przewagi. Niestety, brakowało dobrej zagrywki, co uniemożliwiało wykorzystanie najsilniejszej broni Polaków - bloku. Bułgarzy wykorzystali czwartą piłkę setową i po dwóch setach zapewnili już sobie jeden punkt.
- Zagraliśmy słabe spotkanie, a Bułgarzy zagrali bardzo dobrze na tle słabej Polski. Nie wiem, czy wyglądaliby tak dobrze, gdybyśmy grali swoją siatkówkę - mówi Bartman.
W dwóch pierwszych partiach na boisku szalał atakujący bułgarskiej drużyny Cwetan Sokołow, który zdobył 17 punktów. Gdy więc w kolejnej partii zdobył tylko jednego, dla Bułgarów musiało oznaczać to kłopoty. Ten trzeci set był popisem biało-czerwonych, ale także całkowitego paraliżu ich rywali. Zagumny bawił się rozegraniem, zaskakiwał Bułgarów kiwkami, a gdy do tego doszły świetne punktowe zagrywki Polaków (aż pięć w trzecim secie), to i prowadzenie szybko się powiększało. Ostatatecznie Polacy zwyciężyli 25:13. I pokazali, że próbują wrócić do gry.
- To był chyba syndrom trzeciego seta, który dopadł Bułgarów. Trzeba przyznać, że zagrali w tym secie dużo słabiej - ocenia Bartosz Kurek.
Ale tak jak Bułgarzy błyskawicznie upadli, tak samo szybko wstali. W czwartej partii znów zagrali tak jak w pierwszej i drugiej, a biało-czerwoni przeżywali ciężkie chwile. Kubiak po tym, jak popełnił kilka rażących błędów w przyjęciu zagrywki, został zmieniony przez Winiarskiego, ale niewiele to pomogło. W połowie partii na boisko wrócił też Możdżonek, choć wydawało się, że przewaga Bułgarów jest już jednak za wysoka. Dwa punktowe bloki i atak z sytuacyjnej piłki Możdżonka sprawiły jednak, że biało-czerwoni znów uwierzyli w zwycięstwo i doprowadzili do remisu 17:17.
- Jesteśmy źli na siebie, bo nie wykorzystaliśmy w tym momencie szansy, by przechylić szalę na swoją korzyść - dodaje Krzysztof Ignaczak, libero polskiej drużyny.
Porażka z bułgarskim zespołem może sprawić, że biało-czerwoni nie zajmą pierwszego miejsca w grupie, przez co w ćwierćfinale mogą trafić na trudniejszego rywala. Sam awans do ćwierćfinału oczywiście zagrożony nie jest, bo zakwalifikują się do niego cztery pierwsze zespoły.
- Nie nazwałbym tej porażki zimnym prysznicem. Po dwóch słabszych setach wróciliśmy do gry i bardzo żałujemy, że nie doprowadziliśmy do tie-breaka, bo mogłoby być różnie - mówi Ignaczak.
Jeszcze wczoraj wieczorem trener Andrea Anastasi zafundował swoim zawodnikom trening na siłowni. Szkoleniowiec już od dawna powtarzał, że na igrzyskach najważniejsze jest to, jak zespoły prezentują się w drugim tygodniu.
Jutro biało-czerwoni o godz. 17.45 zagrają z Argentyną. Teraz każdy mecz będzie już istotny dla ich końcowej pozycji w tabeli. - Ta porażka nie zachwieje naszą pewnością siebie. Jestem pewny, że będzie wręcz przeciwnie, bo zwiększy naszą sportową złość i pomoże nam wrócić do naszej gry - mówi Bartman.
@RY1@i02/2012/148/i02.2012.148.00000160a.802.jpg@RY2@
Adam Ciereszko/PAP
Po dwóch słabych setach wróciliśmy do gry i bardzo żałuję, że nie doprowadziliśmy do tie-breaka - mówi Krzysztof Ignaczak, libero polskiej drużyny
Paweł Hochstim
Londyn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu