Mecz z kryzysem w tle
Ćwierćfinał Grecja - Niemcy to spotkanie z podtekstami . Oba narody nie darzą się sympatią. Winne są kłopoty gospodarcze
To miał być nasz mecz. Gdańsk, piękna Baltic Arena, ćwierćfinał mistrzostw Europy, a na murawie reprezentacje Polski i Niemiec. Tabloidy krzyczą z pierwszych stron o obronie Westerplatte, ubierają Franciszka Smudę w mundur majora Sucharskiego, a Joachima Loewa w uniform generała Eberhardta. Napięcie sięga zenitu, ale Polacy nie pękają i grają z rywalami jak równy z równym. Wspaniały scenariusz, który marzył się nie tylko nam.
- Polska zagrała bardzo dobry mecz z Rosją. Wierzę, że ogra Czechów i awansuje do ćwierćfinału. Z całego serca trzymam za nich kciuki. Marzy mi się mecz z Polską w Gdańsku. Czułbym się tutaj jak w domu - mówił niedawno Lukas Podolski. Cóż, nie każdy sen się spełnia. Zamiast z Polakami zespół Loewa zagra z Grecją.
W tym meczu również nie obejdzie się bez wzajemnych uszczypliwości z obu stron. Relacje Niemców z Grekami nie są może tak bolesne jak z Polakami, ale i tak budzą spore emocje. W internecie krąży obrazek, na którym piłkarz w niemieckiej koszulce tłumaczy, że jest Grekiem, ale gra w stroju sponsora. Takie żarty podgrzewają atmosferę przed meczem, swoje trzy grosze dorzuca też miejscowa prasa. "Grecjo - nadchodzimy!" - zapowiada niemiecki "Die Welt". "Do ćwierćfinału kwalifikują się twoi dłużnicy. Angela, bądź gotowa!" - odgryza się "Goal News". Nie ma się jednak co oszukiwać - wpływ tych złośliwości na zmagania piłkarzy będzie minimalny.
Jeśli Grecy realnie myślą o awansie do półfinału, będą go musieli wyszarpać na boisku. Najwięksi optymiści mówią już o powtórce z Euro 2004, kiedy Hellada sensacyjnie wygrała mistrzostwa. I choć teoretycznie sytuacja tej reprezentacji wygląda podobnie jak osiem lat temu, to... mało prawdopodobne, żeby historia miała się powtórzyć.
- Grecja gra toporny futbol. Wszystkie sytuacje, jakie sobie stworzyli, były poprzedzone długim podaniem do przodu. W takiej akcji bierze udział maksymalnie czterech zawodników, to dobry materiał dla kolejnych przeciwników, bo można ich łatwo skontrować - twierdził jeszcze przed meczem z Rosją Andrzej Juskowiak.
I chociaż w ostatnim meczu grupowym Grecy wspaniale nawiązali do czasów reprezentacji Otto Rehhagela - zagrali bezbłędnie w obronie, walecznie, mogli nawet zdobyć więcej niż jedną bramkę - to zwycięstwo zawdzięczają furze szczęścia oraz nieskuteczności Rosjan. Każda inna reprezentacja, oddając 25 strzałów na bramkę Sifaklisa (w tym 10 celnych), nie schodziłaby z boiska bez gola. Zwłaszcza że Grek jest jednym ze słabszych bramkarzy na Euro. Chociaż jeszcze gorzej spisywał się Chalkias, który zawalił po jednym golu z Polską i z Czechami. Jego kontuzja w 20. minucie drugiego spotkania bardziej pomogła, niż zaszkodziła Grekom.
Ogromnym osłabieniem w meczu z Niemcami będzie też nieobecność kapitana drużyny Giorgosa Karagounisa. Doświadczony pomocnik dał Grekom awans do ćwierćfinału (gol przeciwko Rosji), ale przy okazji złapał też drugą żółtą kartkę w turnieju i spotkanie obejrzy z trybun. Wielka szkoda, zwłaszcza że piłkarz Panathinaikosu miał szansę na pobicie rekordu Theodorosa Zagorakisa. Obaj mają po 120 występów w reprezentacji Hellady - najwięcej w historii kraju.
Wobec absencji Karagounisa Grekom może zabraknąć osobowości w drużynie. Nie ujmując nic obecnym kadrowiczom, piłkarzy pokroju Antonisa Nikopolidisa, Traianosa Dellasa, Angelosów Basinasa i Charisteasa czy wspomnianego Zagorakisa próżno szukać w zespole Fernando Santosa. Kibicom pozostaje więc tylko liczyć na cud.
@RY1@i02/2012/117/i02.2012.117.00000100b.804.jpg@RY2@
epa/pap
Giorgos Karagounis mecz z Niemcami obejrzy z trybun
Tomasz Dębek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu