Jesteśmy mistrzami świata!
Po 40 latach nasza reprezentacja wygrała siatkarski mundial. W finale pokonaliśmy Brazylię 3:1
Sięgnąć po złoty medal mistrzostw świata, wygrywając dwukrotnie z tak wielkim zespołem, to jest coś, co zasługuje na najwyższy szacunek. Jeszcze w sobotę obie drużyny niespodziewanie męczyły się w półfinałach. W pierwszym secie wczorajszego meczu wyglądało zaś na to, że to my będziemy się męczyli z Brazylijczykami.
Podopieczni Stephane’a Antigi nerwowo zaczęli grę. Psuli zagrywki, nie byli w stanie zablokować rywali, a Brazylijczycy bezlitośnie to wykorzystywali. Już na pierwszej przerwie technicznej Canarinhos prowadzili 8:4. Fabian Drzyzga większość piłek rozgrywał do Mariusza Wlazłego, który nie kończył ataków. To był słaby set w wykonaniu Polaków, który musiał się zakończyć wyraźną porażką.
Ale wszystko zmieniło się, gdy zespoły wróciły do gry w drugiej partii. Już na początku Polacy wreszcie zaczęli blokować rywali, wygrywając otwarcie 4:1. Gdy po bloku Michała Winiarskiego biało-czerwoni prowadzili 17:11, wydawało się, że emocji już nie będzie. Obie drużyny znakomicie grały w obronie, ale przewaga należała do Polaków. I nagle przewaga drużyny Antigi zaczęła topnieć, głównie dzięki świetnym zagrywkom Bruno Rezende’a. Polski trener dwa razy brał czas, ale rozpędzeni Brazylijczycy nie chcieli się zatrzymać i zdobyli sześć punktów z rzędu.
Gdyby biało-czerwoni w takich okolicznościach przegrali drugiego seta, pewnie by się już nie podnieśli. Ale w końcówce kapitalnie zaczął grać Mateusz Mika, również dzięki temu, że Antiga Drzyzgę zastąpił Pawłem Zagumnym. Po ostatniej piłce 12 tys. widzów w Spodku, 15 tys. przed halą i pewnie grubo ponad 10 mln przed telewizorami mogło cieszyć się, że biało-czerwoni wrócili do gry.
Prawdziwy koncert biało-czerwonych miał jednak dopiero nadejść. Polski zespół grał fantastycznie, wprowadzając w ekstazę kibiców. Mika, Winiarski, Wlazły, obaj środkowi, Paweł Zatorski i cichy bohater tego meczu Paweł Zagumny doprowadzali do szewskiej pasji trenera Bernardo Rezende’a. Brazylijczycy doskonale zdawali sobie sprawę z wagi trzeciego seta i nie odpuszczali na krok. Przez całego seta albo Polacy prowadzili jednym lub dwoma punktami, albo był remis. Końcówka była nieprawdopodobnie emocjonująca. Biało-czerwoni prowadzili 23:21, ale Brazylijczykom dzięki systemowi challenge udało się doprowadzić do remisu po 23, bo zauważyli, że piłka po ataku Wlazłego minimalnie nie zmieściła się w boisku. Ale chwilę później kapitalny atak skończył Mika, a Ricardo Lucarelli posłał piłkę w aut.
Do mistrzostwa świata biało-czerwoni potrzebowali więc tylko jednego seta. Brazylijczycy grali bardzo nerwowo, mylili się na zagrywce, ale wciąż utrzymywali się blisko Polaków.
Nie ma wątpliwości, że spotkanie Polska-Brazylia było prawdziwym finałem, najlepszym meczem tej imprezy. Przepięknych ataków i najbardziej widowiskowych obron, jakie tylko można sobie wyobrazić, nie można było zliczyć. A do tego niesamowita dramaturgia, bo w trzecim secie i przez większą część czwartego żadna z drużyn nie prowadziła wyżej niż dwoma punktami.
Gdy po drugiej przerwie technicznej Brazylijczycy wyszli na prowadzenie 20:17, wydawało się, że będzie tie-break. Ale Polacy nie poddali się. Do remisu po 21 doprowadził Michał Winiarski, a później rywale sami zaczęli popełniać nerwowe błędy, a biało-czerwoni już panowali. Ostatnią piłkę na wagę mistrzostwa świata skończył Mariusz Wlazły, najlepszy siatkarz nie tylko polskiej drużyny, ale całego mundialu. To był turniej, o którym mogliśmy tylko marzyć.
@RY1@i02/2014/183/i02.2014.183.000001600.802.jpg@RY2@
Kacper Pempel/Reuters/Forum
Paweł Hochstim
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu