Pokonaliśmy Rosję. Czas na Niemców
Nasi siatkarze awansowali do półfinału mundialu. W sobotę i niedzielę w katowickim Spodku będą walczyć o medale
Już kilka godzin przed meczem w okolicach łódzkiej Atlas Areny czuć było w powietrzu, że zbliża się wyjątkowe wydarzenie. Coś więcej niż zwykły mecz. - Zapraszamy do malowania twarzy - zachęcała młoda dziewczyna. A flagę rosyjską też można? - Można, ale drożej. Bo dochodzi trzeci kolor - odpowiadała ze śmiechem.
Hala wypełniła się wyjątkowo wcześnie, jak nigdy. Czy można się dziwić? Meczu o tak wielką stawkę w siatkówce Polska jeszcze nie widziała, a gdy do tego dołożymy, że rywalem była Rosja, zagrane przez prowadzących "Deszcze niespokojne" dopełniały tylko atmosfery. Atmosfery, która wyszła zdecydowanie poza ramy zwykłego, sportowego wydarzenia.
Trener Stephane Antiga puścił do boju wszystkich swoich najmocniejszych żołnierzy, łącznie z wracającym do formy Michałem Winiarskim i będącym obecnie najlepszym atakującym na świecie Mariuszem Wlazłym. Od pierwszej piłki biało-czerwoni grali wyśmienicie, dwa asy z rzędu Fabiana Drzyzgi już na początku spotkania dały polskiej drużynie przewagę, ale - co chyba najważniejsze - wprowadziły nerwowość po drugiej stronie siatki. Największemu "kozakowi" w rosyjskiej drużynie Aleksiejowi Spirydonowowi trzęsły się ręce, i to dosłownie, bo psuł piłkę za piłką, uderzając raz po raz w aut. W końcu wściekły trener Andriej Woronkow odesłał go do kwadratu dla rezerwowych i gra Rosjan wyraźnie się poprawiła.
Choć polski zespół prowadził w pierwszym secie już 20:14, to Rosjanom udało się wrócić do gry, a po asie Nikołaja Pawłowa było już tylko 22:20. Na więcej jednak biało-czerwoni Sbornej nie pozwolili. Prawdziwą petardę Polacy jednak mieli dopiero w planach, bo wszyscy doskonale wiedzieli, że jeden wygrany set to dopiero połowa sukcesu. By mieć pewne miejsce w półfinałach mistrzostw świata, biało-czerwoni musieli wygrać przynajmniej jeszcze jedną partię. Od początku nieznacznie przeważali, ale gdy zaraz po drugiej przerwie technicznej po autowym ataku Michała Winiarskiego Sborna prowadziła 17:15, w hali zrobiło się rzeczywiście nerwowo. Na krótko, bo popis Polaków miał dopiero nadejść. Pięć punktów z rzędu, w tym as Piotra Nowakowskiego, kapitalny blok Karola Kłosa czy wreszcie skuteczny atak Winiarskiego, sprawiły, że Polacy odzyskali inicjatywę. A genialni kibice nie pozwolili im się zatrzymać. Gdy Mateusz Mika zablokował w ostatniej akcji tej partii Nikołaja Pawłowa, fani wpadli w ekstazę. - Tak, jesteśmy w półfinale mistrzostw świata! - krzyczał przez mikrofon prowadzący mecz Marek Magiera, a ludzie, często obcy, wpadali sobie w ramiona. Awans do półfinału z grupy z Brazylią i Rosją jest niewyobrażalnym sukcesem drużyny trenera Antigi.
2:0 oczywiście rozbudziło apetyty polskich graczy, choć cel podstawowy został zrealizowany. Można było jednak zapewnić sobie zwycięstwo w grupie, co - po pierwsze - dawało olbrzymi prestiż, a po drugie - teoretycznie słabszego rywala w półfinale. Wtedy już było jasne, że Francja wygra grupę G, więc zwycięzca polskiej grupy w decydującym meczu o awans do finału zmierzy się z Niemcami, zespołem z pewnością słabszym od drużyny trenera Laurenta Tilliego.
Gdy zespoły wróciły z szatni, po polskiej stronie widać było rozprężenie. Kibice jednak się nie nudzili - biało-czerwoni przegrali wprawdzie dwa sety, ale w tie-breaku znów pokazali klasę, zapewniając sobie zwycięstwo i wygranie grupy. Jutro w półfinale w Katowicach zagrają z Niemcami.
@RY1@i02/2014/182/i02.2014.182.000002800.802.jpg@RY2@
Pełne zwycięstwo nad Sborną dał nam dopiero piąty set
Paweł Hochstim
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu