Chłopcy do bicia z wielkim entuzjazmem
Ćwiczą pod gołym niebem, śpią po czterech w łóżku, a trener dopłaca do interesu. Kameruńczycy - gwiazdorzy mundialu
Pierwsze spotkania siatkarskie we Wrocławiu nie przyniosły większych niespodzianek. Argentyna pokonała 3:0 Wenezuelę, a Australia wygrała (także 3:0) z Kamerunem. Później Kamerun przegrał jeszcze z Wenezuelą (1:3). I to samo czeka go prawdopodobnie dzisiaj w starciu z Argentyną, a w sobotę - z Polską. Na jakieś duże sportowe zaskoczenie ze strony tego ostatniego zespołu raczej nikt nie liczy. Ale mimo słabych wyników w setach cieszy się on ogromną sympatią kibiców. Bo mało która drużyna zachowuje się pod siatką tak entuzjastycznie.
Kameruńczycy dostali się na mistrzostwa rzutem na taśmę. W turnieju kwalifikacyjnym rozgrywanym w stolicy kraju Juande niespodziewanie przegrali 2:3 z Rwandą i musieli oglądać się na innych. Na szczęście pozostałe wyniki im sprzyjały. Powiedzmy sobie szczerze - postrzegani są na MŚ jak chłopcy do bicia, lecz bardzo szybko zjednali sobie wrocławskie trybuny, które po pewnym czasie zaczęły skandować: "Kamerun! Kamerun!". Drużyna kupiła widzów ekspresyjną radością po każdym efektownie zdobytym punkcie. "Nieposkromione Lwy" - świętując udaną akcję - tańczą albo raczej wykonują choreografię, która jest czymś na pograniczu spontanicznej zabawy i tańca wojowników. Zresztą już na rozgrzewce zaprezentowali swoje taneczne umiejętności, śpiewając i klaszcząc rytmicznie. Z miejsca zawładnęli sercami ludzi.
- Gratulacje dla Australii. Nasza drużyna nie grała dzisiaj dobrze. W najgorszych koszmarach nie śniło mi się, że będziemy grać tak źle. Nie udźwignęliśmy ciężaru tego meczu. Mieliśmy dużo niewymuszonych błędów, które nas pogrążyły. Nie wystarczyło przebijanie piłki. Wiemy, jak grać w siatkówkę, dzisiaj jednak nam nic nie wychodziło - szczerze mówił po meczu z Australią trener Kameruńczyków, Niemiec Peter Nonnenbroich, który z drużyną narodową pracuje od 2010 roku. To trochę filantrop, bo często pomaga zespołowi, opłacając przygotowania z własnej kieszeni.
W Kamerunie jest tylko jedna hala spełniająca międzynarodowe wymogi. Treningi i mecze odbywają się zatem bardzo często pod gołym niebem. Podobno na zgrupowaniach siatkarze kameruńscy śpią po czterech w jednym łóżku. Dla oszczędności. - Przyzwyczailiśmy się do takich warunków - twierdzi Nonnenbroich, cytowany przez "Przegląd Sportowy". Na przygotowanie do mistrzostw świata od krajowej federacji dostali bonus - 100 tys. dol.
Na MŚ w 2010 roku Kameruńczycy spisali się zaskakująco dobrze. W pierwszej rundzie przegrali co prawda po 0:3 z Rosją i Portoryko, ale niespodziewanie pokonali 3:1 Australię i awansowali do dalszej fazy. Tę samą Australię, która dwa lata później ograła na igrzyskach olimpijskich w Londynie Polskę. Drugiej rundy turnieju we Włoszech już nie przebrnęli, ale urwali dwa sety USA. Przegrali też jednak 0:3 z Czechami. W tamtej drużynie ważną rolę odgrywał atakujący Jean Patrice Ndaki Mboulet (rocznik 1979), który przez lata grał we Francji, a potem w Japonii. Dziś jest kapitanem drużyny, którą oglądamy we Wrocławiu.
- Kamerun nie dał z siebie wszystkiego w meczu z Australią. Czuliśmy to i jesteśmy przygnębieni wynikiem, jakim zakończył się nasz mecz. Na szczęście mamy przed sobą jeszcze cztery spotkania. Wtedy pokażemy, na co nas naprawdę stać - zapowiada Mboulet. Pytanie, czy będzie to coś więcej niż tylko kolejny entuzjastyczny taniec.
@RY1@i02/2014/171/i02.2014.171.00000160c.101.jpg@RY2@
Sposób, w jaki grają Kameruńczycy, przypomina taniec
Wojciech Koerber
Jakub Guder
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu