Dziennik Gazeta Prawana logo

Chcę zostać sobą

26 czerwca 2018

Rozmowa z Kamilem Stochem, podwójnym mistrzem olimpijskim

Za drugim razem na podium było inaczej, lepiej?

Za każdym razem jest wyjątkowo. Każdy medal ma swoją cenę i każdy jest okupiony bardzo ciężką pracą.

Stał pan tam w takim refleksyjnym nastroju.

Rzeczywiście, dopadł mnie taki moment przemyśleń. Może dlatego, że byłem tu drugi raz i wiedziałem, czego się spodziewać.

Przyzwyczaja się pan powoli.

Mam nadzieję, że do tego nigdy się nie przyzwyczaję.

Szalona noc była po konkursie?

Skąd. Koledzy i koleżanki alpejki zrobili mi w wiosce fajną niespodziankę, rozwiesili plakat z podziękowaniem. Poza tym nie działo się nic megawyjątkowego.

Taki sukces dodaje pewności siebie?

Jasne, tak jak każda wygrana w zawodach. Sukces utwierdza w przekonaniu, że to, co robisz, ma sens i że robisz to dobrze. Trzeba jednak zachować pewien dystans, trzeźwą głowę. Nie można usiąść i powiedzieć sobie: Jestem najlepszy i nie muszę nic robić, bo tak już zostanie.

Nie przyjdzie nigdy taki moment, że usiądzie pan i powie: Jestem gość?

Pewnie przyjdzie, ale to, że dziś jestem najlepszy, nie oznacza, że jutro też będę.

Simon Ammann, Matti Nykaenen, Kamil Stoch. Jak pan się czuje w tym towarzystwie?

Super. Ale ciągle to do mnie nie dociera. Czuję się tak, jakbym wygrał zwykłe zawody. Konkurs Pucharu Świata.

Co było po drugim skoku? Niepewność?

Co tu kryć, zepsułem ten drugi skok. Odbicie było skierowane za mocno do przodu. Potem walczyłem w powietrzu i robiłem wszystko, by wyciągnąć z niego jak najwięcej i udało się. I nawet dobrze, że coś takiego mi się przytrafiło. To pokazało, że nadal muszę nad sobą pracować, rozwijać się.

Pierwsza myśl po lądowaniu?

Będzie ciężko.

Dłużyło się to oczekiwanie na wyniki?

Nie powinno się tak robić, to było jak tortura. Wyszedł do mnie Jasiek Ziobro i mówi: "Olimpijski spokój, nie ma problemu". Ja do niego: "Jak nie ma problemu?!". Do końca nie byłem pewny.

Byłby pan rozczarowany, gdyby nie było tego złotego medalu?

Byłbym, jeśli znalazłbym się poza podium. Bo przecież było blisko. Zrobiłem dużo, żeby wszystko się udało. Ale gdybym był drugi albo trzeci, to bym się cieszył. Mieć dwa medale olimpijskie to nie w kij dmuchał.

Srebrny medal zdobył Noriaki Kasai. 41 lat, 15 lat starszy od pana.

Niesamowity zawodnik. Pokazuje, że wiek nie ma znaczenia i liczy się tylko to, jak bardzo pragnie się coś osiągnąć. On pokazuje, że sport jest dla każdego.

A pan jak sobie siebie wyobraża za 15 lat? Na skoczni?

Jak będę miał czterdziestkę na karku, to chciałbym sobie leżeć na plaży i delektować się życiem. Żartuję, nie wiem, co będę robił za kilkanaście lat.

W skokach idzie nowa fala? Polacy, Słoweńcy rządzą. A gdzie Austriacy?

Może coś się zmienia, natomiast nie wolno z góry skreślać Finów czy Austriaków. To są szkoły z wielką historią. To, że teraz mają kryzys, świadczy o tym, że są zwykłymi ludźmi. A ja się cieszę, że skoki w Polsce przeżywają rozkwit. W naszym przypadku trzeba to wykorzystać.

A dalsze cele? Kryształowa Kula za zwycięstwo w Pucharze Świata?

Nie będę myślał o Kryształowej Kuli, tylko o tym, co jest po drodze. A jest jeszcze sporo konkursów, sporo może się wydarzyć. Ale na pewno byłoby fajnie, gdyby kolejne marzenie się ziściło.

Teraz dużo się zmieni wokół pana. Między mistrzem świata a podwójnym mistrzem olimpijskim jest subtelna różnica.

Mam nadzieję, że niewiele zmieni się w moim życiu. Wiem, że mnóstwo ludzi ogląda skoki, i cieszę się, że mogę sprawić komuś radość. Ale ja postaram się zostać sobą. Dalej chcę skakać na nartach, chcę, żeby mnie to nadal cieszyło.

Jadąc do Soczi, miał pan świadomość, że jest w stanie wygrać dwa konkursy indywidualne?

Wiedziałem, że stać mnie na wiele, może na zwycięstwo, ale myślałem o czymś innym. O pracy do wykonania, o tym, co muszę zrobić, pod względem technicznym. Robiłem to, co do mnie należy. Wiedziałem, że jeśli dobrze wykonam swoją pracę, to będzie fajnie. No i jest.

Powtarzacie często, że każde zawody są tak samo ważne. Na mecie jednak nie są.

Pewnie nie. Mam świadomość, że gdybym wygrał Puchar Świata, a nie zdobył tutaj medalu, to i tak byłbym rozliczany z igrzysk olimpijskich.

Teraz może pan wygrać i to, i to.

Ale nawet jak nie wygram Pucharu Świata, to mam te dwa medale i nic mi nie zrobicie [śmiech].

Ten drugi medal z dedykacją dla żony?

Tak, za te wszystkie wyrzeczenia.

Mówiła, że chciała właśnie ten, bo zawiera fragment meteorytu.

Takie są kobiety [śmiech].

@RY1@i02/2014/033/i02.2014.033.00000160b.802.jpg@RY2@

AP

Oczekiwanie na wynik było jak tortura - przyznaje Kamil Stoch

Przemysław Franczak

Soczi

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.