Dziennik Gazeta Prawana logo

To nie był cud. To był Bródka, który popędził jak do pożaru

29 czerwca 2018

Łyżwiarstwo szybkie

Strażak z Domaniewic po medal pędził jakby się paliło. I zgasił wszystkich. Na dystansie 1500 m złoto wygrał o trzy tysięczne sekundy!

- Nie mogę w to uwierzyć. Mógłbym uwierzyć, że mam srebrny medal, ale złoty? To kosmos - mówił tuż po zawodach.

Było tak: Zbigniew Bródka, z narysowanymi na rękawach orlimi piórami, startował w parze ze słynnym Amerykaninem Shanim Davisem. Po nich miało jeszcze startować sześciu zawodników. Polak pojechał bardzo dobrze. Na 400 m przed metą tracił wprawdzie pół sekundy do prowadzącego Kanadyjczyka Dennyego Morrisona, ale siła Bródki polega na tym, że na ostatnim okrążeniu, na którym twarze jego rywali wykrzywiają się w cierpieniu, on po prostu daje radę.Wyprzedził więc Morrisona, przy okazji bijąc rekord toru w Adler Arena. Czas 1.45,00, warto zapamiętać.

- Wiedziałem, że jeśli pokonam Davisa, to będzie szansa na medal. To był klucz do wszystkiego - tłumaczył. - Powiedziałem sobie: to są igrzyska, musisz docisnąć na maksimum. Czas był świetny. Przede mną jechali bardzo mocni Holendrzy i Morrison, a ja byłem od nich lepszy. To była taka wskazówka, że może być pięknie.

29-letni panczenista, pochodzący z kraju, gdzie nie ma ani jednego krytego lodowego toru, usiadł na ławeczce i czekał na kolejne przejazdy. Szybszych nie było.

Na samym końcu jechał Holender Koen Verweij, 23-letni panczenista z kraju, w którym wszystko kręci się wokół łyżew i torów, tak jak u nas wokół orlików. Verweij też sunął dzielnie. Wpadł na metę. Czas: 1.45,00. Identyczny jak Bródki.

Przy obu nazwiskach wyświetliła się jedynka. Konsternacja. Holender się ucieszył, Polak nie wiedział, co się dzieje. - Była chwila niepewności - przyznawał potem.

Zwycięzca mógł być tylko jeden. Fotokomórka prawdę ci powie. 0,003 sekundy różnicy. Na naszą korzyść!

- Może być tylko jeden mistrz olimpijski. Powiedziałbym to samo, nawet gdybym to ja znalazł się w sytuacji Verweija - stwierdził Bródka. - Co poczułem, jak zobaczyłem wyniki? To było niezwykłe. Wygrałem o milimetry. Rany, przecież to jest 1500 m, tu w każdym momencie można dużo stracić, dużo zyskać, a kwestia złota rozstrzyga się w takich okolicznościach. Niesamowite.

Na tym dystansie tak mała różnica nie decydowała od 1960 r. i igrzysk w Squaw Valley. Tyle że wtedy czas mierzono tylko do dziesiętnych sekundy.

Kiedy on się cieszył, wściekły Holender przeżywał porażkę. Dla niego ten srebrny medal to klęska. Później powiedział, że jego praca i całe przygotowania poszły na marne. Na podium Polak coś Verweijowi szepnął. - Powiedziałem mu: przykro mi, ale to jest sport - zdradził.

Po ceremonii wręczenia kwiatów - medal Bródka odebrał wczoraj wieczorem - przyszedł do dziennikarzy. Kiedy rozmawiał, zadzwonił do niego prezydent. Mistrz olimpijski wziął telefon i na chwilę zniknął, ale zaraz wrócił. - Pan prezydent mi pogratulował. Powiedział też, że wie, iż to sukces osiągnięty w trudnych warunkach, bo nie mamy w Polsce krytego toru. Tak, to jest wielki sukces, nie tylko mój i ludzi, z którymi współpracuję. Chciałbym też bardzo podziękować Państwowej Straży Pożarnej, chłopakom z jednostki w Łowiczu. Wielu ludzi pomogło mi, żebym mógł trenować, brać udział w zawodach, jeździć na zgrupowania. Oni też przyłożyli cegiełkę do tego medalu. I jest jeszcze oczywiście rodzina. Niedawno urodziła się nam córeczka, a ja dwa dni później musiałem wyjechać na kwalifikacje olimpijskie. Nie było to łatwe dla mojej żony, przez trzy tygodnie nie było mnie w domu. Pomagali rodzice, dzięki temu ja byłem spokojniejszy, mogłem się skupić na startach - opowiadał.

Przed wyjazdem na igrzyska żona powiedziała mu tak: - Jedź swoje, nie patrz na nic, baw się.

No więc się zabawił.

@RY1@i02/2014/032/i02.2014.032.00000160a.802.jpg@RY2@

AFP/EAST NEWS

- Żona powiedziała, żebym się zabawił - zdradził Bródka dziennikarzom

Przemysław Franczak

 Soczi

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.