Na tych igrzyskach mam jeszcze coś do zrobienia
Rozmowa z Kamilem Stochem, mistrzem olimpijskim z Soczi
Ciężki ten medal?
Ciężki, przyjemnie ciężki. I piękny.
Prędko pewnie pan go nie ściągnie.
Teraz na pewno nie. Może do kąpieli. A potem położę go na półkę, niech sobie leży. Na skocznię go przecież nie wezmę, bo w skakaniu mi nie pomoże. Czas na kolejne zawody. Stać mnie na równie dobre wyniki. Ja i moi koledzy mamy tutaj dużo do zrobienia.
W niedzielę po konkursie mówił pan, że ten sukces jeszcze do pana nie dociera. Teraz już pan uwierzył, że jest mistrzem olimpijskim?
Teraz już wierzę. A nawet jestem tego pewny.
Ceremonia wręczenia medali była wzruszająca?
Najbardziej się wzruszałem, kiedy czekałem na swoją kolej, żeby wskoczyć na podium, a potem- aż zabrzmi hymn. Podniosła chwila, trudno to opisać słowami. To jest coś wspaniałego. Mam nadzieję, że takich chwil przeżyję więcej. I moi koledzy też, również z innych dyscyplin.
Ale drugiej zwrotki się zapomniało...
Cha, cha, z tego wszystkiego nie umiałem jej zacząć. Ale potem się rozpędziłem. Mam chrypkę, ale dałem radę. A to, że hymn trwał tak długo, było super. Chwilo, trwaj dłużej.
Było tak, jak Pan to sobie wyobrażał jako dziecko?
Chyba sobie tego nie wyobrażałem. Po prostu chciałem wziąć w tym udział.
Obudził się pan następnego dnia po zawodach i...?
Ucieszyłem się, że nic mnie nie boli. Wcześniej byłem trochę chory. Obudziłem się po mistrzowsku. Choć noc była krótka.
Było huczne powitanie w wiosce olimpijskiej?
Nie, bo wróciłem bardzo późno. Zjadłem kolację, albo wczesne śniadanie, zwał jak zwał. Wszedłem do pokoju, a tam fajny prezent od sąsiadów: Maćka Bydlińskiego i Adama Cieślara, którzy na prześcieradle wypisali gratulacje. A potem posiedzieliśmy chwilę z kolegami z kadry. Pogadaliśmy sobie do piątej rano.
Ten medal nakręca do kolejnych wyzwań?
Może nie nakręca, ale pokazuje, że jeżeli się wszystko robi sumiennie, to można dużo osiągnąć. Jesteśmy świetnie przygotowani do tych igrzysk. Na pewno jednak pierwsze zawody na takiej imprezie są najtrudniejsze. To w nich przekonujesz się, w jakim miejscu jesteś, schodzą emocje.
Przed igrzyskami wszyscy powtarzaliście, że potraktujecie je jak normalne zawody. Nie było większej adrenaliny?
Nie, nie czuję się inaczej niż zwykle. Przed igrzyskami niczego nie obiecywałem i w dalszym ciągu niczego nie obiecuję. Po prostu będę robił swoje.
Dużo gratulacji pan odebrał?
Dostałem około setki esemesów. Odpisałem na wszystkie.
Długo trwało to odpisywanie?
Długo. Akurat premia za medal pokryje rachunek za telefon.
Transmisję konkursu oglądało w Polsce 11,5 mln ludzi. Jest pan gotowy na to, co pana czeka po powrocie? Powitania, uroczystości.
Jeśli mam być szczery, wolałbym uniknąć tego typu rzeczy. Będzie na to pora po skończonym sezonie. Mamy jeszcze sporo do wywalczenia. Takie dodatkowe wydarzenia zabierają mnóstwo energii i czasu. Wolałbym tego uniknąć. Więc jeśli mógłbym o to poprosić...
@RY1@i02/2014/028/i02.2014.028.00000160c.803.jpg@RY2@
MORRY GASH/AP
Kamil Stoch usłyszał w Soczi Mazurka Dąbrowskiego
Rozmawiał Przemysław Franczak
Soczi
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu