Złota Anita: jak upiec trzy pieczenie przy jednym ogniu
Nasza mistrzyni w rzucie młotem kolejny raz udowodniła, że jest najlepsza na świecie. Ma złoto IO i dwa nowe rekordy
Doganiani na ostatnich metrach, wyprzedzani w ostatnich rzutach, tracący medale w finałowych wyścigach i faworytów w półfinałach - tak zaczynaliśmy o sobie myśleć. Anita Włodarczyk przywróciła stan równowagi.
Zdominowała swoją konkurencję jak Usain Bolt sprinty, a Michael Phelps w pływaniu styl zmienny i motylkowy. W Rio była swoją jedyną przeciwniczką. Tyle że ona psychicznie jest skałą. Nigdy nie mówi o presji, stresie, stawka jej nie paraliżuje. Wręcz przeciwnie. Wchodzi do rzutni i robi swoje. Wygrywa nieprzerwanie od dwóch lat.
W olimpijskim finale rozkręcała się - dosłownie - z rzutu na rzut.
Pierwsza próba była na rozgrzewkę - 76,35 m - druga de facto zagwarantowała jej złoto. 81,08, rekord olimpijski, historia z Piotrem Małachowskim, którego w ostatniej kolejce wyprzedził Christoph Harting, nie miała prawa się powtórzyć. Z prostej przyczyny.
Włodarczyk jest jedyną kobietą w historii, która potrafi posłać młot za linię wyznaczającą 80. metr.
Przed zawodami Polka mówiła, że nie wie, czego spodziewać się po Chinkach, bo w ostatnim czasie się pochowały i nie pojawiały na mityngach, ale nawet gdyby jej rywalki za Wielkim Murem spożyły taczkę nandrolonu, to nie byłyby w stanie jej zagrozić. U Włodarczyk zagrało wczoraj wszystko. Już gdy wypuszczała młot z rąk czuła, że jest dobrze i podekscytowana podskakiwała w kole. Tak było przy drugiej i trzeciej próbie, w której pobiła fantastyczny rekord świata. 82,29 - to wynik aż o 1,21 m lepszy od poprzedniego. Nokaut. Pozamiatane.
Anita w euforii zaczęła skakać, choć siedem lat temu na MŚ w Berlinie taka manifestacja radości, również po pobiciu rekordu świata, skończyła się kontuzją kostki. - Skakałam? Emocje były takie, że nie pamiętam - śmiała się Włodarczyk. - Wiem, że kiedy biegłam do trenera, to pilnowałam się, żeby nie skakać, ale tamto muszę zobaczyć w telewizji.
- Ile przetrwa ten rekord? Nie wiem, to zależy tylko od Anity - mówiła się po zawodach Niemka Betty Heidler (73,71, 4. miejsce). - Nie zaskoczył mniej jej występ, można się było czegoś takiego spodziewać. W tym sezonie rzucała 77-78 metrów niemal od niechcenia. Teraz jeszcze lepiej poskładała wszystkie detale i wyszedł jej taki potężny rzut.
Włodarczyk: - Rezerwy jeszcze są. Treningi pokazały, że w teorii mogę rzucić jeszcze dalej. 83-84 metry to realny wynik.
Próbowała to zresztą zrobić już wczoraj, bo choć złoto miała w kieszeni, nie zamierzała kończyć konkursu na pół gwizdka.
- Po rekordowym rzucie eksplozja radości była ogromna, straciłam sporo sił i energii. Zastanawiałam się jednak, czy dalej walczyć o jeszcze lepszy wynik - opowiadała Anita. - Po czwartej kolejce pomyślałam sobie: kurczę, nie warto rezygnować, może to jest mój dzień, może taki już potem się nie zdarzy. Próbowałam, ale już się nie udało rzucić dalej. Jednak tak czy inaczej to coś niesamowitego, co zrobiłam na Stadionie Olimpijskim.
Następną rywalkę, Chinkę Zhang Wenxiu (76,75), wyprzedziła aż o sześć metrów. Przepaść. Brązowy medal zdobyła Brytyjka Sophie Hitchon (74,54). Druga Polka w stawce, Joanna Fiodorow zajęła 9. miejsce (69,87 m).
Po konkursie Anita pobiegła do polskich kibiców, a potem owinięta w biało-czerwoną flagę zrobiła rundę wokół stadionu. - To mnie znokautowało - śmiała się. - Chyba nigdy nie byłam bardziej zmęczona. Ledwo co chodzę. Warunki były ciężkie, cały czas w upale. W podobnych trenuję na zgrupowaniach w RPA, więc potrafiłam się zmobilizować, wytrzymać. Po każdym rzucie lodowatą wodą polewałam nogi, szyję, żeby się ochłodzić.
Ceremonię medalową miała podczas wieczornych zawodów na Stadionie Olimpijskim, czyli w nocy polskiego czasu.
- Co dalej? Anita tym konkursem przeszła do historii, a teraz otwiera nowy rozdział - stwierdził jej trener Krzysztof Kaliszewski.
Nie mamy nic przeciwko temu.
@RY1@i02/2016/157/i02.2016.157.000001600.801.jpg@RY2@
Kai Pfaffenbach/Reuters/Forum
Włodarczyk jest jedyną kobietą w historii, która potrafi posłać młot za linię wyznaczającą 80. metr
Przemysław Franczak,
Rio de Janeiro
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu