Dziennik Gazeta Prawana logo

Olimpijski medal Rafała Majki

29 czerwca 2018

Zrobił to! Rafał Majka zdobył w szalonym wyścigu kolarskim w Rio de Janeiro brązowy medal igrzysk olimpijskich. To pierwszy krążek dla Polski podczas XXXI Letnich Igrzysk Olimpijskich w Brazylii

- Uff, to był naprawdę ciężki wyścig. Dałem z siebie wszystko - mówił kilkanaście minut po minięciu mety przy Copacabanie Rafał Majka. Głos mu chwilami trochę drżał, tylko nie wiadomo, czy bardziej z emocji, czy ze zmęczenia. W wyścigu jak ze snu wariata zajął trzecie miejsce. To pierwszy olimpijski medal dla Polski w kolarstwie szosowym od 28 lat.

Tę historię chyba najlepiej opowiedzieć od końca. Jadą we trzech. Majka, Włoch Vincenzo Nibali i Kolumbijczyk Sergio Henao. Chwilę wcześniej, na ostatnim, bardzo stromym podjeździe, zgubili wszystkich rywali, teraz pędzą w dół na złamanie karku po medale. Do mety zostało im niespełna 10 km, można tylko się zastanawiać, kto na które miejsce wjedzie na podium.

Wolta w scenariuszu przygotowana została przez zupełnie szalonego autora. Ułamek sekundy, ostry zakręt, Nibali i Henao leżą mocno poturbowani, na rower już tego dnia nie wsiądą. A Polak wykazuje się zręcznością linoskoczka, omija ich i zaczyna się ścigać już tylko z marzeniami.

- Przeżegnałem się przed tym ostatnim zjazdem i chyba mi to dużo dało. Ledwo co wyhamowałem, sam też przecież mogłem się tam wyłożyć - powie później.

Gna ile sił w nogach. Wyjeżdża na drogę prowadzącą wzdłuż słynnej Copacabany. Piękna trasa, idealna na olimpijski finisz, tyle że prosta, płaska i długa. A Majka nie lubi, jak jest płasko i prosto. Na plecach zaczyna czuć oddech Belga Grega Van Avermaeta i Duńczyka Jakoba Fuglsanga. Emocje takie, że... że ciężko znaleźć porównanie. Metry uciekają, przewaga też. Zwycięstwo wymyka mu się z rąk 1400 m przed metą.

- Łapały mnie skurcze, nie miałem już nawet siły zafiniszować. Ktoś może powiedzieć, że nie zdobyłem złota, ale to moje pierwsze igrzyska, mam brąz i jestem naprawdę szczęśliwy - mówił Majka.

- Rafał może się czuć zwycięzcą, pojechał jak prawdziwy mistrz - podkreślił Michał Kwiatkowski, który też był jednym z głównych aktorów olimpijskiego wyścigu. Dodajmy - bardzo trudnego wyścigu. 241,5 km, upał, strome podjazdy na otaczające Rio de Janeiro wzgórza, zdradliwe zjazdy. Ze 144 zawodników do mety dojechało raptem 63. Było mnóstwo kraks, najpoważniejszą zaliczył Australijczyk Richie Porte, który wylądował na drzewie i prawdopodobnie złamał obojczyk. Leżał też Chris Froome, zwycięzca Tour de France (ostatecznie był 12.).

- To igrzyska, wyścig raz na cztery lata, niektórzy bardzo ryzykowali i najwyraźniej przekroczyli granice - tak dużą liczbę wypadków tłumaczył Van Avermaet, nowy mistrz olimpijski.

W przypadku Polaków ryzyko się opłaciło. Choć to wszystko wcale nie było puszczone na żywioł. Nie było przypadku w tym, że Kwiatkowski od początku uciekał i pozostawał na pierwszym planie przez długie kilometry. - Były dwa scenariusze: pierwszy taki, że nie mamy nikogo w odjeździe i staramy się asekurować Rafała, żeby mógł zrobić swoje na ostatniej wspinaczce. A drugi taki, żeby mieć wysłannika w ucieczce, po to, żeby Rafał mógł się czuć komfortowo w kluczowej fazie wyścigu - zdradza kuchnię kolarskiej taktyki były mistrz świata. - Na odprawie powtarzałem, że jeżeli będę w ucieczce, to Rafał powinien atakować na przedostatnim podjeździe, a wtedy ja zaczekam na niego na szczycie. Wiem, że dobrze zjeżdżam, a to był kluczowy moment, w którym mogłem mu pomóc. Nawet do masażystów krzyczałem na początku podjazdu, żeby Rafał ruszył. Tak też było, a potem świetnie się uzupełnialiśmy.

I to też jest sukces: "Kwiatek" własne ambicje schował do kieszeni. Do mety dojechał na przedostatnim, 62. miejscu, ale medal celebruje jak własny. - Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, na Rafała. Nie ma w tym nic dziwnego, we wszystkich drużynach zawsze jedzie się na najlepszego zawodnika. Jestem dumny, że mogłem być częścią tego sukcesu. Pewnie gdybym był w najwyższej formie, to mógłbym tu powalczyć, ale to jeszcze nie był ten moment. W sporcie trzeba być cierpliwym. Teraz też jednak czuję się zwycięzcą. Ten brąz jest taką kropką nad i, pokazuje, jak fajne czasy mamy w polskim kolarstwie - zauważył Kwiatkowski.

Party będzie duże? - padło pytanie. - Nie wiem. Złota nie ma - odpowiedział ze śmiechem "Kwiatek".

Majka: - Cała ekipa, powiem szczerze, zrobiła zajebistą robotę. Michałowi mogę tylko podziękować. Jesteśmy jedną drużyną, ja mu pomogłem na mistrzostwach świata, on mi się teraz odwdzięczył. To jest kadra, jedziemy wszyscy na jednego z nas.

To nie koniec rywalizacji na olimpijskich trasach. Wyścig na czas w środę. Majka w nim nie wystartuje. Już w niedzielę odleciał z Rio, w poniedziałek ok. 16.25 ma lądować w Warszawie.

Przeżegnałem się przed tym ostatnim zjazdem i chyba mi to dużo dało

@RY1@i02/2016/152/i02.2016.152.000001500.802.jpg@RY2@

TOMASZ MARKOWSKI/NEWSPIX.PL

Polska drużyna razem trenowała, razem pracowała na trasie i razem zasłużyła na pierwszy od 28 lat medal w kolarstwie szosowym

Przemysław Franczak

 Rio de Janeiro

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.