Dziennik Gazeta Prawana logo

Dziewczyny nie przestraszyły się dużej fali

29 czerwca 2018

Nasze główne kandydatki do medali w wioślarstwie nie zawiodły. Pozostali też dali radę

- Nie przypominam sobie, żebyśmy wiosłowały w gorszych warunkach - mówiła po eliminacjach Magdalena Fularczyk-Kozłowska. Mimo wszystko razem z Natalią Madaj wygrały swój bieg i awansowały do półfinału.

W sobotę w Lagoa de Freitas wiało, łodzie podskakiwały na falach jak jachty w Pucharze Ameryki. Serbowie z dwójki bez sternika się wywrócili, inne osady wpływały na nie swoje tory. - Działo się. Nie ma co narzekać, bo sobie poradziłyśmy, ale to nie były warunki do ścigania. Była walka o to, żeby dopłynąć do mety i żeby wygrać bez większych niespodzianek - mówiła Fularczyk-Kozłowska.

W pewnym momencie fala prawie ją przykryła. - To było takie uczucie, jakbym się kąpała w oceanie, bo woda tutaj jest słona - śmiała się. - Nie było to przyjemne. Wlewało się z boku i z tyłu, trzeba było kontrolować kierunek, choć nas też zniosło.

- O matko, ile macie tu wody! - usłyszały od trenerów nasze główne kandydatki do medali w wioślarstwie, gdy dopłynęły do brzegu. One były całe mokre, buty, które zostawia się przy ważeniu łodzi, nasiąkły tak, że zrobiła się ona cięższa o 1,2 kg niż przed startem (z 27,3 na 28,5 kg).

- Wiatr wiał z lewej strony, przelewało się przez osadnię (część łodzi trzymająca wiosło - red.) - wyjaśniała Madaj. - W miarę normalne wyścigowe warunki były tylko na pierwszych 500 m, dlatego tam chciałyśmy jak najwięcej urwać i odjechać rywalkom. Potem już nie było mowy o zwykłym tempie, do torowego rytmu brakowało pięciu uderzeń na minutę. To była bardziej walka o przetrwanie.

Co będzie, jeśli takie warunki będą w finale? - Wiśta wio i do przodu - śmieje się Fularczyk-Kozłowska. - Liczymy na to, że gorzej być nie może. W pozostałych wyścigach dziewczyny cięły się na tej fali do końca, więc jeśli byłoby podobnie, to może trzeba będzie rzucić hasło i zareagować wcześniej. Mamy taki swój system komunikacji. Są krótkie hasła, gdzie szybciej odpalać i uciekać ile wlezie. Przykład? Jedno to "żuraw", pada 750 m przed końcem dystansu. Długo by opowiadać, skąd się wzięło. Stara historia. Tym razem musiałam tylko krzyczeć "prawy, prawy, prawy!", żebyśmy utrzymały się w torze.

Madaj: - Po każdym wyścigu gardło jest przejarane, dlatego teraz tak chrypię.

Pierwszy krok do medalu został w każdym razie uczyniony. - Wiemy, po co tu przyjechałyśmy - zaznacza Fularczyk-Kozłowska.

Pozostali wioślarze też nie dali plamy. Udział w finale zagwarantowała sobie męska czwórka podwójna (Mateusz Biskup, Wiktor Chabel, Dariusz Radosz, Mirosław Ziętarski), która zajęła drugie miejsce. Do ćwierćfinału męskich jedynek awansował Natan Węgrzycki-Szymczyk, drugi w swoim wyścigu. Taki wynik osiągnęła też kobieca czwórka podwójna (Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Maria Springwald, Joanna Leszczyńska), ale o finał powalczy w repasażu. W tej konkurencji startuje tylko siedem osad, awans miały pewny jedynie triumfatorki przedbiegów.

Przemysław Franczak

 Rio de Janeiro

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.