Daleko do pełnego zatrudnienia?
Bezrobocie jest dziś niskie. W Polsce rekordowo, co dziwi zwłaszcza tych, którzy pamiętają jeszcze początki XXI w. i plagę wymuszonej zawodowej bezczynności oraz braku perspektyw. W Europie Zachodniej bywało już lepiej – zwłaszcza w złotym okresie powojennego „kapitalizmu z ludzką twarzą”. Ale bywało też gorzej. Zwłaszcza po kryzysie roku 2008.
Gdy bezrobocie jest niskie, powstaje pytanie, czy da się zejść… jeszcze niżej i z 3 proc. zrobić 2 proc. A potem, powiedzmy, 0,7 proc. Jest to pytanie o stan pełnego zatrudnienia w gospodarce, czyli sytuację, w której pracują wszyscy, którzy chcą. Teoretycznie to pożądane. Zwłaszcza zgodnie z klasycznym paradygmatem keynesowskim, w którym bezrobocie jest nieszczęściem nie tylko z powodu społecznych kosztów, lecz także dlatego, że trzymanie poza rynkiem pracy ludzi, którzy chcą i mogą na siebie zarabiać, oznacza też niewykorzystane moce produkcyjne. W tym sensie bezrobocie jest marnowaniem zasobów ekonomicznych.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.