Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wynagrodzenia

Daleko do pełnego zatrudnienia?

19 kwietnia 2024
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Bezrobocie jest dziś niskie. W Polsce rekordowo, co dziwi zwłaszcza tych, którzy pamiętają jeszcze początki XXI w. i plagę wymuszonej zawodowej bezczynności oraz braku perspektyw. W Europie Zachodniej bywało już lepiej – zwłaszcza w złotym okresie powojennego „kapitalizmu z ludzką twarzą”. Ale bywało też gorzej. Zwłaszcza po kryzysie roku 2008.

Gdy bezrobocie jest niskie, powstaje pytanie, czy da się zejść… jeszcze niżej i z 3 proc. zrobić 2 proc. A potem, powiedzmy, 0,7 proc. Jest to pytanie o stan pełnego zatrudnienia w gospodarce, czyli sytuację, w której pracują wszyscy, którzy chcą. Teoretycznie to pożądane. Zwłaszcza zgodnie z klasycznym paradygmatem keynesowskim, w którym bezrobocie jest nieszczęściem nie tylko z powodu społecznych kosztów, lecz także dlatego, że trzymanie poza rynkiem pracy ludzi, którzy chcą i mogą na siebie zarabiać, oznacza też niewykorzystane moce produkcyjne. W tym sensie bezrobocie jest marnowaniem zasobów ekonomicznych.

W praktyce nie wszystko jednak jest takie proste, jakby się na pierwszy rzut oka zdawało. Wielki polski ekonomista Michał Kalecki pierwszy zauważył, że firmy oraz posiadacze kapitału… lubią bezrobocie. I nie wahają się używać swoich lobbingowych wpływów, by wymuszać na władzy politycznej takie rozwiązania, które zapobiegną jego nadmiernemu – ich zdaniem – zbijaniu. Dlaczego? Bo bezrobocie pomaga dyscyplinować pracowników możliwością zastąpienia ich przez innych chętnych. To samo czyni zazwyczaj z kapitalistów naturalnych zwolenników masowej imigracji zarobkowej. To stare sposoby na minimalizację kosztów i zwiększanie zysków.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.