Dziennik Gazeta Prawana logo

ZUS może zakwalifikować umowę wbrew jej nazwie

14 listopada 2013

Sąd Najwyższy o kontraktach cywilnoprawnych

Sąd apelacyjny oddalił apelację wnioskodawcy C. spółka z o.o. od wyroku sądu okręgowego w sprawie o ubezpieczenie społeczne toczącej się przy udziale zainteresowanej J.M. przeciwko ZUS. Wyrokiem tym oddalono odwołanie wnioskodawcy od decyzji organu rentowego.

Zaskarżoną decyzją ZUS stwierdził, że zainteresowana nie podlegała obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym w okresach: od września 2009 roku do października 2009 roku, oraz w listopadzie i w grudniu 2009 roku, ponieważ w okresach tych była zgłoszona do obowiązkowych ubezpieczeń społecznych z innego tytułu, a zawarte pomiędzy zainteresowaną a wnioskodawcą umowy, które nazwane zostały "umowami o dzieło", miały cechy charakterystyczne dla umów-zleceń. Nazywanie ich "umowami o dzieło" miało na celu wyłącznie obniżenie kosztów prowadzonej przez skarżącego działalności gospodarczej.

C. spółka z o.o. prowadziła działalność gospodarczą, która polegała na prowadzeniu prywatnych szkół dla osób dorosłych. W jej ramach spółka zawarła z zainteresowaną cztery kontrakty cywilnoprawne nazwane przez strony "umowami o dzieło". W treści każdego z nich wskazano, że przedmiotem umowy jest wykonanie dzieła polegającego na prowadzeniu zajęć z rachunkowości i analizy ekonomicznej. Zgodnie z poszczególnymi umowami zainteresowana zobowiązała się do wygłoszenia określonej liczby godzin wykładów. W każdej z zawartych umów znalazł się zapis, zgodnie z którym do wykonania dzieła zamawiający wyda wykonawcy na jego żądanie wszelkie niezbędne materiały i narzędzia. Wykonawca zobowiązał się, że po zakończeniu dzieła dokona rozliczenia z otrzymanych materiałów i narzędzi oraz zwróci te, których nie zużyła. Miało to się odbyć najpóźniej w dniu wydania dzieła. W każdym z kontraktów strony określiły tak termin rozpoczęcia, jak i ukończenia wykonania dzieła. Za wygłoszenie wykładów zainteresowana otrzymała od spółki wynagrodzenie (określone stawką godzinową) w wysokości wskazanej w każdej z umów. Było ono płatne w siedzibie zamawiającego po wykonaniu umowy w terminie 30 dni od złożenia rachunku przez wykonawcę. Spółka zawarła z J.M. tak nazwane kontrakty, ponieważ, jak twierdziła, chciała zapewnić zatrudnianym przez siebie nauczycielom duży zakres swobody co do sposobu wykonywania obowiązków. W praktyce zainteresowana wykonywała zobowiązania wynikające z umów zawartych ze spółką w konkretnej szkole. Ewentualne problemy związane z prowadzeniem zajęć zgłaszała w sekretariacie szkoły. Odpowiedzialna była za wygłoszenie wykładów. Przy tym dostosowywała się do planu zajęć określonego przez dyrektora szkoły. Nie decydowała więc samodzielnie, w jakich dniach i godzinach będzie realizować dzieło. Dyrektor szkoły nadzorował w luźnej formie sposób wykonania zobowiązania przez zainteresowaną. Nie było prowadzonej wizytacji. Spółka C. przekazała J.M. w celu wykonania umów tylko papier, nie udostępniała sprzętu multimedialnego ani też pomocy dydaktycznych. Zainteresowana prowadziła dziennik zajęć, w którym zapisywała tematy oraz obecność słuchaczy. Sprawdzała też ich wiedzę, np. poprzez prace kontrolne. W tym zakresie strony nie zawierały odrębnej umowy. Jedyny wyjątek dotyczył sytuacji, kiedy spółka podpisała z zainteresowaną umowę o dzieło dotyczącą przeprowadzenia egzaminu poprawkowego. Incydentalnie J.M. brała udział w radach pedagogicznych. Po każdym wykonaniu zobowiązania przedkładała ona spółce rachunek. W okresach, których dotyczą omawiane umowy, zainteresowana posiadała inny tytuł ubezpieczenia. Była zatrudniona na podstawie umów o pracę przez G. sp. z o.o. oraz przez J.O. prowadzącego pozarolniczą działalność gospodarczą. U jednego ze wspomnianych pracodawców zatrudniona była w pełnym wymiarze czasu pracy, zaś u drugiego pracowała na 1/4 etatu. Z umów osiągnęła przychód w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę. Po przeprowadzonej kontroli organ rentowy wydał zaskarżoną decyzję, którą stwierdził, że J.M. z tytułu umów zlecenia wykonywanych na rzecz C. nie podlegała obowiązkowo ubezpieczeniom społecznym (emerytalnemu, rentowym i wypadkowemu) w wymienionych okresach.

Sąd okręgowy oddalił odwołanie. W uzasadnieniu wskazał, że kontrakty zawarte pomiędzy C. spółką z o.o. a zainteresowaną nosiły cechy umów o świadczenie usług w rozumieniu art. 750 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. kodeks cywilny (Dz.U. nr 16, poz. 93 z późn. zm., dalej: k.c.). Kontrakty nie mogły zostać zakwalifikowane jako umowy-zlecenia, ponieważ na ich podstawie J.M. nie zobowiązała się do wykonywania na rzecz spółki czynności prawnych, lecz określonych czynności faktycznych. Wobec tego nie spełniają jednego z podstawowych warunków będących istotą umów-zleceń, określonych w art. 734 k.c.

W ocenie sądu sposób wykonywania zobowiązania przeczy twierdzeniom stron, że zawarte pomiędzy nimi umowy miały charakter umów o dzieło. Realizowanie ich zmierzało nie tyle do wytworzenia konkretnego, ściśle zindywidualizowanego dzieła, ile miało na celu kształcenie słuchaczy szkół prowadzonych przez spółkę. To właśnie temu służyły prace kontrolne, egzaminy semestralne oraz prowadzenie dziennika zajęć. W związku z tym nie można mówić o umowach o dzieło. Poza tym brak jest też elementu odpowiedzialności zainteresowanej za wykonanie umowy, a sama spółka jej nie przewidziała zarówno w umowach, jak i swoim zachowaniu. Pomimo że J.M. korzystała ze swobody przy określaniu samej treści wykładów, używania pomocy naukowych czy form przekazu, była ona jednak znacznie ograniczona co do miejsca i czasu. Zainteresowana w tym zakresie podlegała narzuconemu przez C. systemowi nauczania. Także wysokość wynagrodzenia nie odpowiadała umowie, skoro w ramach wykonywania dzieła została ona wtórnie zobowiązana do wykonywania także dalszych, nieuwzględnionych uprzednio czynności, co jednak nie wpływało na wysokość płacy. W ocenie sądu zainteresowana nie została zatrudniona przez spółkę C. na podstawie umowy o dzieło, lecz w ramach umowy o świadczenie usług w rozumieniu art. 750 k.c.

Sąd apelacyjny oddalił apelację wnioskodawcy, podzielając i uznając za własne ustalenia faktyczne i ocenę prawną, które dokonane zostały przez sąd pierwszej instancji. Przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że rzeczywistą wolą stron nie było zawarcie umowy o dzieło. Celem podejmowanych czynności nie było osiągnięcie konkretnego rezultatu, który podlegałby ocenie. Była to umowa starannego działania mająca charakter umowy o świadczenie usług, do której stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu. Wyrok ten zaskarżył w całości skargą kasacyjną pełnomocnik wnioskodawcy.

W ocenie Sądu Najwyższego punktem wyjścia rozważań co do natury spornych umów jest określenie charakteru umowy o dzieło. Zdefiniowano ją w art. 627 k.c. jako zobowiązanie do wykonania oznaczonego dzieła za wynagrodzeniem. Starania przyjmującego zamówienie w tym przypadku mają doprowadzić w przyszłości do konkretnego, indywidualnie oznaczonego rezultatu, za wynagrodzeniem, które zależne jest od jego wartości (art. 628 par. 1, art. 629, art. 632 k.c.). Umowa o dzieło zakłada swobodę i samodzielność w wykonywaniu rezultatu, a jednocześnie nietrwałość stosunku prawnego. Wykonanie dzieła ma charakter jednorazowy i jest zamknięte terminem realizacji. Przyjmuje się, że wynik, na który umawiają się strony, powinien z góry zostać określony, musi mieć samoistny byt oraz być obiektywnie osiągalny i pewny. Wykonanie dzieła najczęściej przybiera postać wytworzenia rzeczy czy też dokonania zmian w już istniejącej (naprawienie, przerobienie, uzupełnienie). Są to rezultaty materialne umowy zawartej między stronami, weryfikowalne ze względu na istnienie wad. Poza takim wytworem istnieją także rezultaty niematerialne, które mogą, ale nie muszą być ucieleśnione w jakimkolwiek przedmiocie materialnym. Takim nieucieleśnionym w rzeczy rezultatem nie może być czynność, a jedynie jej wynik. Dzieło musi istnieć w postaci postrzegalnej, pozwalającej nie tylko odróżnić je od innych przedmiotów, lecz także uchwycić istotę osiągniętego wyniku. Pomijając wątpliwości odnośnie do uznawania za dzieło rezultatów niematerialnych, wskazać trzeba, że nie może być nim czynność, a tylko jej wynik.

Wykonanie określonej czynności (szeregu powtarzających się czynności) bez względu na to, jaki rezultat ona przyniesie, jest cechą charakterystyczną zarówno dla umów-zleceń (gdy chodzi o czynności prawne - art. 734 par. 1 k.c.), jak i dla umów o świadczenie usług nieuregulowanych innymi przepisami (gdy chodzi o czynności faktyczne - art. 750 k.c.). W odróżnieniu od umowy o dzieło przyjmujący zamówienie w umowie-zleceniu (umowie o świadczenie usług) nie bierze na siebie ryzyka pomyślnego wyniku spełnianej czynności. Jego odpowiedzialność za właściwe wykonanie umowy oparta jest na zasadzie starannego działania (art. 355 par. 1 k.c.), podczas gdy w przypadku umowy o dzieło jest odpowiedzialnością za rezultat. Przy tej drugiej umowie niezbędne jest więc, aby starania przyjmującego zamówienie doprowadziły w przyszłości do konkretnego, indywidualnie oznaczonego rezultatu.

Z ustaleń faktycznych poczynionych w sprawie przez sąd apelacyjny wynika, że przedmiotem każdej z umów zawartych przez skarżącego z zainteresowaną było przeprowadzenie wykładów z rachunkowości i analizy ekonomicznej. Treścią ich nie było więc osiągnięcie materialnego rezultatu czy też pomyślnego wyniku podejmowanych czynności, bo przy tego rodzaju usługach nie jest to możliwe. Przyjmująca zamówienie zobowiązywała się jedynie do starannego przeprowadzenia wszystkich czynności niezbędnych do wygłoszenia wykładów, nie przyjmując na siebie odpowiedzialności za ich wynik. Takiemu zobowiązaniu nie można przypisać cech (essentialiae negotii) umowy o dzieło, a oczekiwania stron towarzyszące ich zawieraniu i wykonywaniu mogły się zrealizować wyłącznie jako elementy innej umowy - umowy-zlecenia lub o świadczenie usług.

Orzekające w rozpatrywanej sprawie sądy obu instancji właściwie oceniły, że umowy zawarte przez C. sp. z o.o. z zainteresowaną nie były umowami o dzieło. Przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, iż rzeczywistą wolą stron nie było zawarcie umowy o dzieło, ponieważ celem podejmowanych czynności nie było osiągnięcie konkretnego rezultatu, który podlegałby ocenie. Była to umowa starannego działania, mająca charakter umowy o świadczenie usług, do której stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu. Przedmiot spornych umów odpowiadał w pełni tym o świadczenie usług, o których mowa w art. 750 k.c., co prawidłowo ocenił sąd apelacyjny.

Podzielając to stanowisko, SN uznał zarzuty podniesione w skardze w ramach podstawy naruszenia prawa materialnego za nieuzasadnione i oddalił skargę kasacyjną.

z 4 lipca 2013 r., sygn. akt II UK 402/12

KOMENTARZ EKSPERTA

@RY1@i02/2013/220/i02.2013.220.03300040d.802.jpg@RY2@

Wojciech Ostaszewski asystent sędziego w Izbie Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego

Stanowisko przedstawione przez SN w omawianym wyroku wpisuje się w utrwalone orzecznictwo. Jak wskazano w wyroku z 6 kwietnia 2011 r. (sygn. akt II UK 315/10, OSNP 2012/9-10/127), ZUS może - wbrew nazwie umowy - zakwalifikować pracę tłumacza języka obcego jako umowę o świadczenie usług, a nie umowę o dzieło, jeżeli oparta jest na długookresowym zatrudnieniu i polega na powtarzalnym wykonywaniu tłumaczeń dokumentów związanych z bieżącą działalnością firmy, za stałym (miesięcznym) wynagrodzeniem. Zwrócić także trzeba uwagę na wyrok SN z 18 kwietnia 2012 r. (sygn. akt II UK 187/11, OSNP 2013/9-10/115), w którym podkreślono, że umowa, której przedmiotem jest przeprowadzenie szkolenia umożliwiającego kandydatom na kierowców przystąpienie do egzaminu państwowego w celu uzyskania prawa jazdy, jest umową o świadczenie usług (przyjmujący zamówienie zobowiązywał się do starannego przeprowadzenia wszystkich czynności niezbędnych do dopuszczenia uczestnika kursu do egzaminu państwowego, nie przyjmując na siebie odpowiedzialności za ich rezultat).

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.