Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzieli przedsiębiorców i zachęca do samozatrudnienia. Oto nowy, niższy ZUS

2 sierpnia 2018

Kłopot nie tylko z przychodem

Kolejny flagowy pomysł rządu, jakim miały być niskie składki ZUS dla najmniej zarabiających przedsiębiorców, nie będzie ulgą, o jakiej większość myślała. Pogłębi natomiast dysfunkcje polskiego rynku pracy. A jego koszt poniosą wszyscy ubezpieczeni

Zacznijmy jednak od początku. Nowy, niższy ZUS wprowadza ustawa z 20 lipca 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu obniżenia składek na ubezpieczenia społeczne osób fizycznych wykonujących działalność gospodarczą na mniejszą skalę (w dniu, w którym zamykaliśmy numer, czekała na podpis prezydenta) – zmieniająca m.in. ustawę o systemie ubezpieczeń społeczny ch (z 13 października 1998 r.; t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1778 ze zm.). Ma obowiązywać od 1 stycznia 2019 r. i od tego dnia przedsiębiorcy, których roczny przychód z tytułu prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej w poprzednim roku kalendarzowym nie przekroczył trzydziestokrotności kwoty minimalnego wynagrodzenia (za 2018 r. będzie to 63 tys. zł), będą mogli płacić mniejsze składki ZUS. Warto dokładnie przeczytać to zdanie, bo wbrew temu, co niektórzy sądzą, podstawa wymiaru składek nie będzie się zmieniała z miesiąca na miesiąc, ale – jak z niego wynika – najwyżej raz do roku. A to oznacza, że nieprzekroczenie limitu przychodu w 2018 r. pozwoli na zapłacenie niższej składki przez cały 2019 r., zaś przychód z 2019 r. będzie brany pod uwagę dopiero przy obliczaniu składek na 2020 r. itd. Nie będzie miało znaczenia, że w niektórych miesiącach roku przedsiębiorca osiągnie bardzo niski, a w niektórych bardzo wysoki przychód. Pod uwagę będzie brana wyłącznie średnia. A jeśli działalność nie będzie prowadzona przez cały rok, to też będzie to uwzględnione przy obliczaniu średniego przychodu. Na prawo do niskich składek nie wpłynie również to, że już w następnym roku, w którym będzie można skorzystać z takiego uprawnienia, przychody znacznie wzrosną.

!Ustawa nie rozwiązuje najważniejszego problemu, z jakim borykają się drobni przedsiębiorcy. Wciąż nie będą mogli bowiem obniżać składek za miesiąc, w którym mało zarobili. Prawo do obniżonych składek będą mieli dopiero po całym roku ze słabymi wynikami. A dla wielu będzie już wtedy zbyt późno, bo zamkną swoje biznesy.

Ale co tak naprawdę oznacza prawo do niższych składek? Wbrew pozorom podstawą ich wymiaru nie będzie wprost uśredniony przychód. Jego równowartość będzie musiała zostać pomnożona przez specjalny współczynnik ogłoszony na dany rok kalendarzowy przez prezesa ZUS. Współczynnik ten uzyskuje się, dzieląc prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie przez płacę minimalną i tak otrzymany wynik, mnożąc przez 0,24. Podstawa wymiaru składek dla przedsiębiorcy, niezależnie od realnego wyniku takich operacji obliczeniowych, nie może być jednak niższa niż równowartość 30 proc. minimalnego wynagrodzenia i nie wyższa niż 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. To logiczne, bo pierwsza z tych kwot to przecież najniższa możliwa do zadeklarowania podstawa wymiaru składek dla osób uprawnionych do tzw. małego ZUS w ciągu 24 miesięcy od zakończenia korzystania z ulgi na start (prawo do nieopłacania składek na ubezpieczenie społeczne przez pierwsze sześć miesięcy prowadzenia działalności). Druga zaś to najniższa możliwa do zadeklarowania kwota dla przedsiębiorcy, który nie ma prawa do żadnych ulg. Oczywiście, przedsiębiorca, jeśli chce, może zadeklarować wyższą kwotę jako podstawę. Nie musi korzystać z ulgi.

63 tys. zł to roczny limit przychodu, po przekroczeniu którego nowy, niższy ZUS nie będzie przysługiwał

Przedsiębiorcy będą zobowiązani składać do ZUS informację o rocznym przychodzie oraz o najniższej podstawie wymiaru składek ustalonej na dany rok kalendarzowy – w imiennym raporcie miesięcznym albo w deklaracji rozliczeniowej (jeśli opłaca składki tylko za siebie) składanych za styczeń danego roku kalendarzowego lub za pierwszy miesiąc rozpoczęcia lub wznowienia działalności gospodarczej w danym roku. Trzeba jednak pamiętać, że w każdej chwili ZUS może zażądać od niego dokumentów potwierdzających wysokość rocznego przychodu. Przedsiębiorca będzie miał wówczas 14 dni kalendarzowych od doręczenia wezwania na ich przedstawienie. Jeśli tego nie zrobi, ZUS za wszystkie miesiące danego roku kalendarzowego ustali podstawę wymiaru w standardowej, minimalnej wysokości, a więc jako równowartość 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

Kto nie skorzysta

Wygląda jednak na to, że z obniżonego ZUS nie wszyscy mali przedsiębiorcy skorzystają, bo oprócz limitu przychodu ustawa wprowadza ograniczenia podmiotowe. Nie pozwala na skorzystanie z takiej ulgi tym, którzy opłacają PIT w formie karty podatkowej, a ponadto są zwolnieni z VAT. A to już wyłącza potężną grupę firm z możliwości obniżenia składek. Niezależnie od przychodu nie skorzysta z tej możliwości także osoba, która w roku rozpoczęcia działalności lub poprzednim wykonywała w ramach stosunku pracy czynności, które obecnie wykonuje dla swojego byłego pracodawcy jako przedsiębiorca. Ten warunek ma w założeniu przeciwdziałać zmuszaniu pracowników do przechodzenia na samozatrudnienie, ale, jak wyjaśnia dr Tomasz Lasocki z Uniwersytetu Warszawskiego w wywiadzie, nowe przepisy będą wręcz dodatkową zachętą, aby tak właśnie się stało. Podobnie przeciwdziałać nadużyciom ma wymóg prowadzenia działalności co najmniej 60 dni w roku, z którego oblicza się przychód. Możliwość obniżenia składek nie dotyczy także twórców i artystów wykonujących wolny zawód oraz wspólników jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wspólników spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej określonych w art. 8 ust. 6 pkt 2–4 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

WAŻNE Zdaniem Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii przychód jako kryterium jest bardziej transparentny. Resort podaje przy tym przykład łatwego wykorzystania przepisów polegający na jednorazowej amortyzacji środków trwałych i przez to odnotowanie znacznie niższego dochodu, niż wynika z kondycji przedsiębiorstwa. Przychód zaś nie jest podatny na podobne zabiegi.

Z obniżonych składek nie będzie też można korzystać w nieskończoność. Nie będą przysługiwać, gdy przedsiębiorca opłacał je przez 36 miesięcy w ciągu przyjętego 60-miesięcznego okresu rozliczeniowego. Jeśli przychód będzie mieścił się w limicie co roku, to w praktyce przedsiębiorca będzie mógł skorzystać ze składek przez trzy kolejne lata, po czym będzie tracił prawo do ulgi na kolejne trzy, a następnie znowu je zyskiwał. I jeszcze jedno: trzeba wyraźnie podkreślić, że obniżenie składek dotyczy jedynie składek na ubezpieczenia społeczne. W wysokości składki zdrowotnej nic się nie zmieni.

Resort chciał zapobiec nadużyciom

Uchwalenie przepisów w takim kształcie wywołało niemałe poruszenie. Jak wspomnieliśmy wcześniej, pierwszy ogień krytyki spadł na uzależnienie prawa do niższego ZUS od przychodu, a nie od dochodu. Ta kwestia budziła zresztą największe emocje na każdym etapie legislacyjnym. Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, podkreśla, że uzależnienie małego ZUS od przychodu a nie od dochodu powoduje nierówne traktowanie różnych rodzajów prowadzonej działalności i wskazuje na konieczność wprowadzenia rozwiązań systemowych. A takim może być objęcie prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą liniową stawką składek uzależnioną od wysokości dochodu (nie przychodu) uzyskiwanego w danym miesiącu. Dzięki takiemu rozwiązaniu uzyskujący niskie dochody mogliby płacić składkę zdecydowanie niższą niż obecnie, a jej wzrost następowałby dopiero po przekroczeniu odpowiednio wysokiego dochodu. Trudno odmówić racji takiej propozycji – inne koszty prowadzenia działalności gospodarczej poniesie przecież pracownik umysłowy zmuszony do przejścia na samozatrudnienie, a inne rzemieślnik ponoszący koszty lokalu, materiałów itd. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii odpiera te zarzuty. Jego zdaniem przychód jako kryterium jest bardziej transparentny. Podaje przy tym jedynie przykład łatwego wykorzystania przepisów polegający na jednorazowej amortyzacji środków trwałych i przez to odnotowanie znacznie niższego dochodu niż wynika z kondycji przedsiębiorstwa. Przychód zaś nie jest podatny na podobne zabiegi. Ale w kontekście przychodu pojawiają się też zarzuty o zawyżonej liczbie beneficjentów nowych przepisów. Paweł Ziółkowski, doradca podatkowy, mówi wprost, że osiągając kwotę 63 tys. zł przychodu rocznie, co oznacza 5250 zł miesięcznie, przedsiębiorca nie byłby się w stanie utrzymać. I podaje w wątpliwość wyliczenia autorów ustawy.

Dla kogo udogodnienia

Rok, a nie miesiąc

Oparcie regulacji na przychodzie, a nie dochodzie, to niejedyny sposób, w jaki twórcy ustawy zabezpieczyli się przed nadużyciem wynikających z niej praw. Przynajmniej tak eksperci widzą (wspomniane już wyżej) uzależnienie prawa do niższych składek od uśrednionego przychodu w ciągu całego poprzedniego roku, zamiast, na co liczyli przedsiębiorcy, z miesiąca, za który trzeba składki odprowadzić. Obecnie składka płatna jest ryczałtowo i jest niezależna od wysokości czy to przychodu, czy dochodu. Taki sposób obliczania składek jest od lat przedmiotem sporu między przedsiębiorcami a kolejnymi rządami, a co za tym idzie – także ZUS. Nowa ustawa w żaden sposób tego problemu nie rozwiązuje. Jak zauważa Magdalena Skwara, radca prawny w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, mechanizm w niej ustalony nie będzie stanowił wsparcia w najtrudniejszym dla przedsiębiorcy momencie, tj. kiedy rozpocznie osiąganie małych przychodów. Nie wystarczy bowiem słaby miesiąc lub kwartał, aby móc opłacać mniejsze składki np. do czasu uzyskania wyższych przychodów, a dopiero cały rok. Jej zdaniem ma to stanowić zachętę do przeczekania trudnych czasów i wstrzymania się z decyzją o zaprzestaniu prowadzenia działalności gospodarczej. Zauważa przy tym, że skorzystać na nowych przepisach mogą ci przedsiębiorcy, którzy mieli gorszy rok, ale chcieliby dać sobie jeszcze czas na rozwinięcie firmy. Jak wielu będzie jednak mogło sobie pozwolić na taką decyzję i liczyć na to, że dzięki możliwości opłacania najniższych składek ZUS ich działalność zacznie być rentowna? Na podobny problem zwraca uwagę Katarzyna Kamińska, radca prawny z Argon Legal. Prowadzący działalność, którzy nagle odnotują spadek przychodów, nie odczują zmiany zbyt szybko, ponieważ będą mogli skorzystać z obniżonego ZUS dopiero w następnym roku kalendarzowym. – Może to być za późno, aby poprawić ich finanse, jeżeli tendencja w obniżeniu przychodów będzie stała – podkreśla. Nie wyklucza jednak i pozytywnego wpływu ustawy. Pozwala ona bowiem na wydłużenie obniżonych, preferencyjnych składek łącznie nawet do pięciu lat (chodzi o 2 lata preferencyjnych składek po uldze na start i opisywane 3 lata obniżonych składek), a to może zapobiec sygnalizowanemu w uzasadnieniu do nowelizacji kończeniu działalności po upływie 24 miesięcy. To, że w założeniu najnowsza ulga ma umożliwić płynne przejście z preferencyjnych składek (24 miesiące) dostrzegają także Łukasz Chruściel, radca prawny, i Krzysztof Zabawa, aplikant radcowski, z kancelarii Raczkowski Paruch, ale jednocześnie zastrzegają, że będzie tak tylko wtedy, gdy prawo do preferencyjnych składek zakończy się w grudniu. W innym przypadku przedsiębiorcy będą musieli do końca roku opłacać składki w normalnej wysokości niezależnie od swoich przychodów. A wszystko przez to, że roczne uśrednienie przychodów dotyczy roku kalendarzowego, a nie okresu dowolnych 12 miesięcy prowadzonej działalności.

Stanowisko Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii z 30 lipca 2018 r

Ustalanie najniższej podstawy wymiaru od przychodu w danym miesiącu wiązałoby się m.in. z koniecznością składania comiesięcznych informacji do ZUS, rozliczenia przekroczenia limitu przychodów w trakcie roku lub ponadprzeciętnych przychodów w niektórych miesiącach. Ponadto takie rozwiązanie mogłoby wiązać się z dodatkową niepewnością dla przedsiębiorców, którzy dopiero na koniec miesiąca dowiadywali się, w jakiej wysokości zapłacą składki na ubezpieczenia społeczne, a jest to nierzadko ich główny koszt działalności. Co więcej rozwiązanie bazujące na rocznym przychodzie jest korzystniejsze dla wielu przedsiębiorców, którzy w jednym lub kilku miesiącach przekroczyli limit 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia, bo to nie dyskwalifikuje ich automatycznie z możliwości korzystania z małej działalności gospodarczej [chodzi o omawiany trzyletni obniżony ZUS – red.]. Należy zaznaczyć, że niemal 40 proc. przedsiębiorców, którzy skorzystają z małej działalności gospodarczej, opłaca podatek dochodowy w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, zatem nie jest zobowiązana do wyliczania dochodu. Przychód jest bardziej transparentny. Przykładowo przedsiębiorca może też jednorazowo amortyzować środki trwałe do 10 tys. złotych i przez to odnotować znacznie niższy dochód, niż wynika z kondycji przedsiębiorstwa. Przychód nie jest podatny na podobne zabiegi.

Krytykowana konstrukcja przepisów oparta na rocznym, a nie miesięcznym uśrednieniu przychodów prawdopodobnie miała zapobiegać ich sztucznemu kumulowaniu. Można sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której przedsiębiorca starałby się wykazywać, zamiast równomiernie, większe przychody tylko w niektórych miesiącach, aby w innych zmieścić się w progu umożliwiającym zapłatę niższej składki. Wysokość skumulowanych przychodów w miesiącach „zwyżkowych” nie miałaby zaś znaczenia, bo tak czy inaczej można zadeklarować najniższą dozwoloną podstawę (bez żadnych ulg) wynoszącą 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Nie bez znaczenia byłyby też komplikacje związane z comiesięcznym ustalaniem podstawy wymiaru składek, czy np. kontrolowaniem ich obliczania przez ZUS, na co zwraca uwagę także MPiT.

!Z obniżonych składek nie będzie można korzystać w nieskończoność. Nie przysługują, gdy przedsiębiorca opłacał je przez 36 miesięcy w ciągu przyjętego 60-miesięcznego okresu rozliczeniowego. Poza tym obniżenie dotyczy jedynie składek na ubezpieczenia społeczne. Wysokość składki zdrowotnej nie ulega zmianie i będzie obliczana tak jak dotychczas.

Jakaś alternatywa?

Jak więc należałoby skonstruować przepisy, aby interesy Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i przedsiębiorców były wyważone? Jak sygnalizuje wielu ekspertów, przede wszystkim trzeba odejść od traktowania osób podlegających ubezpieczeniom jako przedsiębiorców, którzy tworzą jednorodną grupę. Jak słusznie zauważają Łukasz Chruściel i Krzysztof Gruszka, przedsiębiorcy to grupa niezwykle zróżnicowana – od osób osiągających milionowe przychody po zarabiających kilkaset złotych na miesiąc lub wręcz generujących straty. Tymczasem prawo traktuje ich jednakowo. Ich zdaniem zamiast podejść do zagadnienia całościowo, ustawodawca dalej komplikuje – niełatwy już przecież – system ubezpieczeń społecznych poprzez wprowadzanie możliwości czasowego obniżenia składek. Dobitniej sprawę przedstawia dr Lasocki. – Dopóki nie zadamy sobie trudu takiego rozróżnienia osób prowadzących działalność, dopóty większość działań ustawodawcy będzie źle adresowana – ostrzega, wskazując na kolejny problem, jaki spotęguje ustawa. Chodzi o to, że przepisy dają przedsiębiorcom prawo do płacenia przez wiele lat symbolicznych składek na ubezpieczenie emerytalne, a gdy osiągną oni wymagany staż, ich emerytura i tak zostanie podwyższona do gwarantowanych kwot. A podwyższenie to sfinansują już wszyscy ubezpieczeni. Ten problem sygnalizowaliśmy już w Tygodniku Gazeta Prawna w maju. ©

opinie ekspertów

Redukcja obciążeń tylko dla niewielkiej grupy

Łukasz Kozłowski główny ekonomista, Federacja Przedsiębiorców Polskich

Przez środowisko przedsiębiorców najnowsza zmiana dotycząca zasad wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne jest odbierana umiarkowanie pozytywnie – skutkuje redukcją obciążeń, ale jedynie dla dość niewielkiej grupy kilku procent osób prowadzących działalność gospodarczą. Oczywistym mankamentem jest przyjęcie przychodu zamiast dochodu za podstawę wymiaru składki, co powoduje nierówne traktowanie różnych rodzajów prowadzonej działalności oraz może wzmacniać bodźce do wykorzystywania samozatrudnienia jako substytutu etatu. Tworzy się również dodatkowy, równoległy mechanizm wymiaru składki dla przedsiębiorców – co czyni system bardziej skomplikowanym, przy dość ograniczonym efekcie. Uwidacznia to potrzebę podjęcia refleksji nad całościową reformą systemu.

Wysokość składki ustalana jest na cały rok, co może powodować sytuację, w której przedsiębiorca doświadczający kilkumiesięcznego pogorszenia swojej sytuacji biznesowej nie otrzyma wsparcia w postaci obniżonych obciążeń wtedy, gdy będzie tego najbardziej potrzebował. A kiedy wyjdzie na prostą, może płacić w kolejnym roku obniżoną składkę mimo osiągania w tym czasie wysokiego obrotu. To powoduje, że nowe rozwiązanie będzie raczej wspierało przedsiębiorców prowadzących działalność trwale niskoprzychodową (choć należy pamiętać o limicie korzystania z ulgi przez maksymalnie 36 miesięcy w okresie 60-miesięcznym) lub też tych, u których dołek utrzymuje się przez okres roku lub kilku lat. Z drugiej strony ustalanie wysokości składek na cały rok z góry jest rzeczywiście rozwiązaniem prostszym – w przeciwnym razie przedsiębiorca musiałby co miesiąc lub co kwartał powtarzać dość skomplikowany proces wyliczania swojej składki.©

Kim jest 173 tys. przedsiębiorców

Paweł Ziółkowski doradca podatkowy

Dlaczego przychód, a nie dochód? Kwota przychodu nie mówi, ile przedsiębiorca ma pieniędzy, tylko ile dostał. Bez względu na wielkość przychodu poniesione koszty mogą powodować, że działalność będzie „pod kreską”, a tym samym zapłata jakiejkolwiek kwoty do ZUS będzie dodatkowym problemem. Trzeba jednak zaznaczyć, że przychód jest pojęciem bardziej obiektywnym. Dochód uwzględnia bowiem koszty uzyskania, a te w dużej mierze zależą od podejścia podatnika.

Kolejną wątpliwą kwestią jest to, dlaczego uwzględnia się przychód roczny, a nie miesięczny. Nie wystarczy słabszy miesiąc, żeby zapłacić niższe składki – słabszy musi być cały rok. Ustawodawca zabezpieczył się w ten sposób przed kumulacją przychodów tylko w niektórych miesiącach celem zapłaty niższego ZUS. Również w tym przypadku ustawodawca chroni się przed nieuzasadnionym korzystaniem z preferencji.

Warto zwrócić też uwagę na sam limit (uśrednionego) miesięcznego przychodu – 5250 zł. Przy obecnych cenach nawet w dość bezkosztowej działalności usługowej, miesięczne koszty na poziomie co najmniej 1000 zł są praktycznie normą (telefon, paliwo, amortyzacja auta, księgowość). W efekcie przedsiębiorca osiąga maksymalnie ok. 4000 zł dochodu. W praktyce oznacza to, że z omawianej preferencji mogą korzystać wyłącznie przedsiębiorcy indywidualni (warunek wprost zapisany w ustawie) niezatrudniający pracowników. To ostatnie wynika z kosztów pracy – mając 4000 zł dochodu, nie można zatrudnić nikogo nawet na minimalne wynagrodzenie, ewentualnie w grę mógłby wchodzić ułamkowy etat albo małe zlecenie.

Do kogo kierowane są zatem nowe przepisy? Kim jest te 173 tys. przedsiębiorców, którzy według uzasadnienia mają skorzystać na regulacji? Nie chodzi o małych przedsiębiorców – mają oni przecież mały ZUS poprzedzony półrocznym brakiem składek. Pozostali zaś, zazwyczaj za wskazaną w ustawie kwotę przychodu nie byliby w stanie się utrzymać. Nie stać ich ani na pracownika, ani na wynajem pomieszczenia (np. biura). Pomijając zatem przypadek czasowego spadku koniunktury, należałoby uznać, że ustawodawca wprowadził regulację dla osób, które oprócz działalności gospodarczej mają inne źródło utrzymania (np. pracują na etacie i dorabiają w ramach działalności gospodarczej). Tylko że w takim przypadku występuje zbieg tytułów ubezpieczeniowych, a tym samym nie płaci się składek z działalności gospodarczej.©

Zamierzony cel nieosiągnięty

Łukasz Chruściel radca prawny, partner w kancelarii Raczkowski Paruch kierujący biurem w Katowicach

Krzysztof Gruszka aplikant radcowski w kancelarii Raczkowski Paruch w biurze w Katowicach

Jak wskazano w uzasadnieniu projektu ustawy, naczelnym celem nowelizacji jest dostosowanie wysokości obciążeń ponoszonych przez przedsiębiorców z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne do ich możliwości finansowych. Nie wydaje się jednak, by nowelizacja w brzmieniu przyjętym przez Sejm i Senat osiągnęła zamierzony cel.

Podstawową wątpliwością jest uzależnienie możliwości skorzystania z preferencyjnych składek od przychodu przedsiębiorcy, a nie jego dochodu. Tego rodzaju rozwiązanie nie wpływa korzystnie na konkurencję i promuje branże wysokomarżowe. Według przyjętego rozwiązania na takich samych zasadach traktowany będzie przedsiębiorca, który wykazując przychód 20 tys. zł, osiąga dochód 19 tys. zł, oraz ten, dla którego przychód w wysokości 20 tys. zł oznacza jedynie tysiąc złotych dochodu. Jeżeli ustawa ma wspomagać przedsiębiorców zarabiających mniej to dochód, a nie obrót (przychód) powinien być brany pod uwagę.

Kolejnym problemem jest to, że przedsiębiorca może skorzystać z ulgi dopiero po zakończeniu roku kalendarzowego, za który wykaże osiągnięcie przychodu poniżej ustawowego progu. Oznacza to, że niezależnie od słabej koniunktury rynkowej, np. na początku roku, przedsiębiorca będzie miał obowiązek opłacania „standardowych” składek, natomiast obniżone opłacać będzie mógł dopiero z początkiem następnego roku.

Dużo korzystniejszym z punktu widzenia przedsiębiorców rozwiązaniem byłoby wprowadzenie możliwości zadeklarowania chęci opłacania niższych składek ZUS od dowolnego miesiąca w roku. Stwarzałoby to jednak warunki do manipulowania przychodem, jeżeli pod uwagę brany byłby jedynie ostatni miesiąc, np. poprzez opóźnienie momentu wystawienia faktur. W ten sposób część przychodów mogłaby być przenoszona między miesiącami tak, by w niektórych miesiącach płacić składki preferencyjne. Rozwiązanie przyjęte przez ustawodawcę przeciwdziała wprawdzie takiej manipulacji, ale jest mało elastyczne. Dla realnego odciążenia drobnych przedsiębiorców w przypadku osiągania przez nich niskich przychodów konieczne jest szybsze reagowanie na ich sytuację finansową. Być może lepszym rozwiązaniem byłaby możliwość skorzystania z ulgi po kwartalnym lub półrocznym okresie gorszej koniunktury.

Co zrozumiałe, zwolnienie nie obejmie również osób korzystających w tym czasie z ulgi na pierwsze 24 miesiące działalności. Nowe regulacje mają zapewne umożliwić płynne przejście z ulgi dla nowych przedsiębiorców do ulgi wprowadzonej nowelizacją. Takie płynne przejście nastąpi jednak jedynie w sytuacji, gdy ta pierwsza skończy się w grudniu. W innym przypadku przedsiębiorcy będą musieli do końca roku opłacać składki w normalnej wysokości, niezależnie od swoich przychodów. Najbardziej odczują to ci, którym mały ZUS kończy się w pierwszych miesiącach roku. Przykładowo przedsiębiorca, któremu ulga skończyła się w lutym 2019 r., z preferencyjnych składek będzie mógł skorzystać dopiero od stycznia 2020 r. ©

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.