Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo pracy

Codzienne potrzeby ludności wciąż owiane tajemnicą

13 lutego 2014
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Codzienne potrzeby ludności - pojęcie, którym w kilku przepisach posłużono się w kodeksie pracy, mimo że obowiązuje już od prawie czterech dziesięcioleci, okryte jest mgłą tajemniczości. Mało miejsca poświęca się mu w doktrynie, jeszcze mniej w judykaturze. W tej ostatniej jest to o tyle zrozumiałe, że zajmuje stanowisko w sprawach stających na wokandach sądowych. Najpewniej jeszcze nie kwestionuje się pracy niedzielnej i świątecznej, pozostawiając ocenę, co jest codzienną, a co niecodzienną potrzebą ludności, zainteresowanym pracodawcom.

Odpowiedź na pytanie, czym są w istocie owe potrzeby, warunkuje prawidłowe stosowanie przepisów o czasie pracy, a w tym art. 1519a par. 3 k.p. (przewidującego możliwość wykonywania pracy w niedziele i święta w placówkach handlowych, pod warunkiem że owa praca jest konieczna ze względu na jej użyteczność społeczną i codzienne potrzeby ludności) oraz art. 15110 pkt 9 k.p. (pozwalającego na wykonywanie wszelkich prac, o ile są konieczne ze względu na ich użyteczność społeczną i codzienne potrzeby ludności).

Dynamika zmian w życiu społecznym, w szczególności zmiana przyzwyczajeń związanych z szeroką dostępnością do placówek handlowych i usługowych przez 7 dni w tygodniu rodząca się oczywistość tej dostępności - w subiektywnym odczuciu społecznym stają się elementem codzienności, a zaspokajane potrzeby - potrzebami "codziennymi". Zaczynamy uważać, że codzienną potrzebą jest to, co my za takową uznamy, a uznajemy potrzebę za "codzienną", im bardziej przyzwyczajamy się do dostępności do określonych dóbr i usług przez 7 dni w tygodniu. Trochę zapomnieliśmy, że pierwotnym zamiarem ustawodawcy było ograniczenie pracy w niedziele i święta do przypadków, gdy była ona niezbędna przy zastosowaniu pewnych zobiektywizowanych kryteriów, a codzienność potrzeb wiązano głównie z obiektywną koniecznością ich zaspokajania w sposób ciągły (np. ochrona zdrowia) albo ochroną ważnych dóbr i wartości w życiu społecznym, które ze względu na swe znaczenie powinny być zaspokajane we wszystkie dni tygodnia. I paradoksem jest, że takie zamiary miał ustawodawca, który niekoniecznie wykazywał entuzjazm dla sposobu spędzania czasu w niedziele przez znaczącą większość ludności.

W dostępnych komentarzach do kodeksu pracy nie doszukamy się głębszych analiz tego tematu, widać problematyka ta nie budzi szczególnego zainteresowania. A szkoda. Dyskusja na temat pracy w niedziele i święta jest konieczna, choćby z tego względu, że obecna regulacja prawna nie wyznacza skonkretyzowanych granic pracy w dni, które co do zasady mają być wolne. Chodzi tu w szczególności o art. 15110 k.p., który nie poddaje się żadnym metodom wykładni. Wykładnia literalna szybko prowadzi na manowce, wykładnie: funkcjonalna, celowościowa i systemowa, również. Nic dziwnego, że organy uprawnione do kontroli przestrzegania prawa pracy są bezsilne, tym bardziej że działają pod silną presją "syndromu" ochrony miejsc pracy. A co jest niewątpliwe, szeroki zakres dozwolonej pracy w niedziele i święta, jakkolwiek by na to patrzeć, sprzyja tworzeniu miejsc pracy.

Oczekiwania społeczne i sprzyjające im nowe technologie pozwalają na ciągłe zaspokajanie potrzeb, które jeszcze stosunkowo niedawno były zaspokajane przez 5-6 dni w tygodniu i to tylko w godzinach funkcjonowania placówek zaspokajających owe potrzeby. Zamknięte w niedziele i święta oddziały banków "odcinały" nas od gotówki na weekendy, musieliśmy więc wykazywać pewną zapobiegliwość, jednak nie odczuwaliśmy tego jako dolegliwości. Dzisiaj o każdej porze dnia i nocy przez 7 dni w tygodniu możemy umieścić kartę w bankomacie i zaspokoić gotówkową potrzebę. Aby taka dostępność była możliwa i pewna, ktoś musi czuwać nad sprawnym funkcjonowaniem systemu informatycznego i to non stop, w dni powszednie, niedziele i święta, przez całą dobę.

Czy zapewnienie dostępu do gotówki mieści się w kategorii zaspokajania codziennych potrzeb? Nie badałem tego, ale śmiem twierdzić, że ogromna większość społeczeństwa odpowiedziałaby: tak, zdecydowanie tak!

Rozwój oczekiwań społecznych w zakresie nieograniczonej czasowo dostępności do coraz szerszego katalogu dóbr i usług to największy w istocie sprzymierzeniec wszystkich tych, którzy nie chcieliby konkretyzacji zakresu dozwolonych prac w niedziele i święta. Kto wie, może w dobie coraz trudniejszego dostępu do rynku pracy może to i słuszne? Oczywiście pod warunkiem, że nikt nigdy nie nakaże mi przychodzić do pracy w niedziele i święta, bo bez tego, co ja robię, ludzie mogą się obejść w te dni.

@RY1@i02/2014/030/i02.2014.030.21700020b.802.jpg@RY2@

Grzegorz Orłowski radca prawny z Kancelarii Orłowski, Patulski, Walczak

Grzegorz Orłowski

radca prawny z Kancelarii Orłowski, Patulski, Walczak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.