Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

Nie daj się operatorowi

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 29 minut

Blupill pozwoli nam na przedarcie się przez gąszcz taryf operatorów komórkowych i wybranie najdogodniejszej. Stanie sie tak dzięki pomysłowi informatyka Sebastiana Barylskiego

Jeżeli twoje telefoniczne rachunki budzą niepokój i trudno ci pojąć, za co dokładnie płacisz, a na dodatek nie opuszcza cię przeczucie, że dziesiątki promocji, pakietów, czas stopów, czasów zatrzymanych, swojaków, bezlików, darmowych stanów służą raczej temu, by zagmatwać ofertę, niż ułatwić wybór najlepszej na rynku - mamy dla ciebie, drogi czytelniku, dobrą wiadomość. Grupa młodych poznańskich naukowców, po dwóch latach tajnych prób i testów, opracowała sposób, by w kilkanaście sekund specjalny program zweryfikował zapewnienia operatorów telekomunikacyjnych i wybrał propozycję, która rzeczywiście będzie dla ciebie najlepsza.

W internecie jest już dostępna wersja testowa, która dotyczy tylko abonentów prywatnych i nie analizuje rozmów z aparatów na kartę. Na podstawie analizy rachunków telefonicznych blupill, jak nazywa się projekt, może ocenić atrakcyjność dotychczasowego abonamentu i przygotować taki zestaw taryf i promocji, który faktycznie spełni twoje potrzeby. To zupełnie inaczej niż dziś - choć dzwoni do ciebie konsultant ze specjalną ofertą, w rzeczywistości składa propozycję dopasowaną do wymagań kilkuset tysięcy podobnych do ciebie klientów. A przecież nie istnieją idealne rozwiązania, które odpowiadałyby tysiącom użytkowników, zwłaszcza w tak indywidualnych kwestiach jak sposób i częstotliwość korzystania z komórki.

Aż trudno uwierzyć, że ten problem nie zainteresował wcześniej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Bo czy klient, któremu oferuje się całą gamę usług, obłożonych dodatkowymi wariantami i zmiennymi danymi, jest w stanie ocenić, czy faktycznie wybrany abonament i promocje są dla niego najlepsze? UOKiK nie widzi w tym jednak problemu. - Przedsiębiorców i konsumentów obowiązuje swoboda zawierania umów. Ustalanie indywidualnych warunków umowy w oparciu o preferencje konsumenta nie jest niezgodne z prawem - ucina rozmowę Maciej Chmielowski z UOKiK.

Na urzędników nie możemy więc liczyć, na szczęście w sukurs przychodzi nam nauka - prof. Krzysztof Opolski z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego sięga po autorytet ekonomisty Josepha Stiglitza i ukuty przez niego termin "asymetria informacji", który przyniósł Amerykaninowi Nagrodę Nobla. To zjawisko zachodzi wtedy, gdy jedna strona ma większą wiedzę niż druga i może to wykorzystywać, czyli wypisz-wymaluj sytuacja, o której mowa: firma telekomunikacyjna kontra klient.

- To modelowy przykład asymetrii - nie ma wątpliwości prof. Opolski. Przyznaje, że i jemu zdarza się pochylić nad rachunkiem telefonicznym i głowić, za co dokładnie płaci. - Nie dziwię się jednak, że żaden urząd nie interweniuje. Tu nikt nikogo ewidentnie nie oszukuje, a operatorzy nie łamią prawa. Sytuacja dotyczy bardziej etyki i jest raczej patowa. Gdy dzwoni do nas konsultant i mówi, że może obniżyć nasze rachunki o 20 procent, a nie wspomina, że mógłby je ograniczyć o 50 procent, to nie kłamie. Po prostu nie mówi całej prawdy.

Dzwonimy do operatorów. Pytamy Marcina Gruszkę, rzecznika sieci Play, jak wiele ofert proponuje jego firma.

- Full. Bardzo dużo - zachwala rzecznik.

- Nie pamięta pan dokładnie?

- To nie takie proste, bo wszystko się zmienia - odpowiada. Pytamy więc wprost: - Czy wy tego nie gmatwacie specjalnie, by klient nie do końca ogarniał, w czym wybiera?

- To skrajnie negatywna interpretacja sytuacji. Zresztą nasza oferta jest stosunkowo najmniej zagmatwana. To pytanie bardziej pasuje do konkurencji - odbija piłeczkę Gruszka.

Ale konkurencja myśli podobnie. Wojciech Strzałkowski z Ery nie podziela naszych wątpliwości. Więcej - uważa, że każdy w pół godziny z ołówkiem w ręku jest w stanie porównać propozycje dostępne na rynku. - Oferty są proste i przejrzyste. Dlatego nie sądzę, by potrzebny był dodatkowy program do wyliczania zniżki - mówi pewnym tonem.

- Nigdy nie myślałem o tym, by zrobić krzywdę gigantom telekomunikacyjnym - opowiada pomysłodawca projektu Sebastian Barylski. - Pociągała mnie raczej próba stworzenia czegoś, czego wcześniej nikt nie wymyślił.

40-letni absolwent informatyki i ekonometrii, który uczył się w podstawówce podstaw programowania według rad miesięcznika "Młody Technik" (nie stać go było na komputer, więc pierwsze programy pisał na kartkach papieru), na pomysł nowej usługi wpadł tak: - Pracowałem przy restrukturyzacjach i fuzjach, pomagałem firmom w sytuacjach kryzysowych. Z mnóstwem ludzi ciągle rozmawiałem przez telefon, właściwie wisiałem na nim non stop. I wydawałem na te rozmowy zwykle ponad tysiąc złotych miesięcznie. I było mnie na to stać. Ale gdy kiedyś miałem kilka wolnych dni, usiadłem nad fakturą od operatora i zacząłem się zastanawiać, za co tak naprawdę płacę. I doszedłem do wniosku, że tego nie da się w prosty sposób ustalić.

Barylski wpisał dane do arkusza kalkulacyjnego, wczytał się w regulamin operatora, ale był bez szans: - Zrozumiałem, że nie mogę obliczyć, za co dokładnie płacę. Można wyliczyć jednostkowe ceny w różnych wariantach dla pojedynczej taryfy. Ale po uwzględnieniu wszystkich usług dodanych i wybranych numerów liczba możliwych kombinacji rośnie do astronomicznych rozmiarów. Niby więc cena za SMS czy minutę rozmowy jest stała, ale w praktyce zależy od wielu dodatkowych parametrów: jaki pakiet wybrałem, jaki rodzaj połączenia, jaką porę dnia, z jaką siecią się łączę i w jakiej kolejności korzystam z poszczególnych usług. Okazało się, że gdybym chciał ustalić, ile zapłacę w przyszłości za miesiąc korzystania z jednej kombinacji taryfy, usług dodanych i promocji, musiałbym przeprowadzić tyle obliczeń, ile nie byłby w stanie udźwignąć żaden arkusz kalkulacyjny.

Stworzył więc program komputerowy, wpisał tam wszystkie dane i parametry korzystania z komórki, a wynik zapamiętał, by porównać z przyszłym rachunkiem. Gdy po miesiącu dostał fakturę i zestawił wyniki, zobaczył, że trafił, a więc da się to wszystko matematycznie wyliczyć. Ale to wciąż było nie to, bo cały program napisany został tylko dla niego i jego połączeń: - Zacząłem więc zastanawiać się, czy w ogóle jest możliwe stworzenie usługi dla wszystkich, która wskazywałaby idealne rozwiązania dla każdego klienta.

Przeanalizujmy: czterej operatorzy na naszym rynku oferują dziś klientom indywidualnym aż 41 podstawowych taryf (nie licząc taryf wynikających z dodatkowych promocji). Do tego dochodzą usługi dodane - dodatkowe atrakcje, o które wzbogacamy swój abonament, np. tańsze rozmowy z wybranym numerem albo z pięcioma numerami, naliczanie tylko pierwszej minuty albo tylko trzech pierwszych minut, prezent w postaci tańszego telefonu, pakiet długoznajomościowy itd. W sumie aż 71 unikalnych usług dodanych. Do tego trzeba pamiętać o możliwości wybrania nawet pięciu numerów specjalnych, z którymi połączenia są tańsze lub darmowe. To wszystko oznacza - jak wyliczyli twórcy blupill - że liczba dostępnych kombinacji może iść nie w setki, nie w tysiące, ale w miliardy.

Pod koniec 2008 r. Barylski postanowił wykorzystać doświadczenia z własnym rachunkiem do stworzenia usługi dla masowego odbiorcy. Rzucił zajęcie doradcy przy restrukturyzacjach i zaczął szukać informatyków i matematyków, którzy mogliby wypracować uniwersalny algorytm, przetwarzający gigantyczną liczbę kombinacji, tak by na podstawie analizy dotychczasowych rachunków dać panu A korzystającemu z usług firmy X kompletną informację - jeżeli dzwonisz tu i tam, o tej albo o tamtej porze i częściej rozmawiasz z tym lub z tamtym, najlepsza oferta dla ciebie czeka u operatora Y albo Z. A czasem też X, bo - jak mówi Barylski - wyniki nie są wcale oczywiste. On sam porównał swoje zestawienie z ofertą nowego operatora na rynku, który zachwalał się jako najtańszy, ale wyliczenia tego nie potwierdziły. Został więc u dotychczasowego, tyle że zmienił taryfę na dużo korzystniejszą.

Po kilku miesiącach poszukiwań m.in. wśród stypendystów programu "Polityki" "Zostańcie z nami" (zachęcającego młodych naukowców, by nie wyjeżdżali z kraju) stworzył zespół, który przez kilkanaście miesięcy głowił się nad zestawem algorytmów będącym w stanie przeanalizować setki miliardów kombinacji planów taryfowych, promocji i usług dodanych. Dziś nad projektem blupill pracuje kilkanaście osób: matematycy nad kolejnymi algorytmami, informatycy nad ich kodowaniem, a analitycy zestawianiem regulaminów operatorów i nowycyh promocji, by uaktualniać system.

Efekt jest imponujący: po zalogowaniu na stronę blupilla i podaniu numeru telefonu komputer użytkownika łączy się ze stroną operatora telekomunikacyjnego i pobiera od niego wykaz połączeń zawartych na ostatniej fakturze. Szyfruje je i ściąga na komputer użytkownika, tam czyści z wszelkich osobistych danych (np. numerów rozmówców, adresów internetowych) i przetwarza w anonimowe wzory matematyczne, które faktycznie opisują sposób korzystania z komórki. Te wzory trafiają na tzw. chmurę obliczeniową, czyli rozsiane po całym świecie serwery, tańsze niż standardowe, bo pobierają opłaty tylko za faktyczne korzystanie z ich usług. I tam specjalny algorytm, nad którym tyle głowili się matematycy od blupilla, dokonuje odpowiednich obliczeń. Wszystko, jak podkreśla Barylski, dzieje się albo w komputerze użytkownika, albo na wynajmowanym zewnętrznym serwerze, więc dane teleadresowe nie trafiają do twórców programu.

To ważne, bo operatorzy telekomunikacyjni już próbują straszyć wyciekaniem danych. Trudno się dziwić ich niezadowoleniu - blupill może poważnie naruszyć dotychczasowy porządek, zwłaszcza że usługa kosztuje dziś grosze, a i w przyszłości jej cena nie ma przekroczyć 10 złotych (twórcy projektu nie liczą na zyski z tej usługi, chcą, by finansowanie projektu zapewnił strategiczny inwestor, który nie jest związany z operatorami, ale korzysta z ich usług). - Na pewno szanse będą teraz bardziej wyrównane - ocenia prof. Opolski, któremu marzy się idealne rozwiązanie zwane strategią zamka błyskawicznego. Ma ono miejsce wtedy, gdy obie strony transakcji są w stanie idealnie się do siebie dopasować. - Do tego potrzeba jednak wysokiej konkurencji i wysokiej świadomości klienta. Nam niestety jeszcze do tego daleko - przyznaje prof. Opolski.

@RY1@i02/2011/064/i02.2011.064.186.0012.001.jpg@RY2@

Fot. Rafał Siderski

Sebastian Barylski stworzył program komputerowy na własny użytek, by ustalić, za co tak naprawdę płaci firmom telekomunikacyjnym. Teraz proponuje taką usługę innym klientom operatorów

Luiza Zalewska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.