Zyski wzięte z powietrza
Popyt na usługi świadczone przy użyciu bezzałogowych statków powietrznych jest większy niż podaż. Cywilnych zastosowań będzie coraz więcej
Bezzałogowe statki powietrzne, potocznie nazywane dronami, znane wcześniej głównie z zastosowań wojskowych, na dobre wkroczyły do cywilnego świata. Perspektywy wykorzystania takich urządzeń w działalności komercyjnej są bardzo obiecujące. Jak wynika z opublikowanego niedawno raportu Instytutu Mikromakro "Rynek dronów w Polsce 2015. Księga popytu i podaży" wartość krajowego sektora tego rodzaju rozwiązań szacowana jest obecnie na ok. 165 mln zł. W tym roku rynek tylko cywilnych zastosowań może wzrosnąć nawet o 150 proc. Duży potencjał ma także sektor wojskowy.
Na świecie rynek dronów wart jest już powyżej miliarda dolarów. Do 2023 roku jego wartość powinna wzrosnąć sześciokrotnie.
- Drony to obecnie bardzo modny temat - przyznaje Tomasz Prost, radca prawny w mającej zespół obsługujący technologie lotnicze i obronne Kancelarii Bird & Bird. - Spektrum ich zastosowań jest bardzo szerokie, a w dodatku katalog ten nie jest jeszcze zamknięty. Wciąż powstają nowe pomysły, w których drony sprawdzają się znakomicie.Przydają się w trudnodostępnych miejscach, np. przy akcjach ratowniczych. Kolejarzy wspierają w monitorowaniu transportów. Kartografów przy pomiarach i fotografowaniu terenu. Robienie zdjęć i filmowanie to bodaj najczęstsze zastosowania.
Jak zauważa Władysław Binda, prezes zarządu w spółce Wtórplast, która od pewnego czasu oferuje tego rodzaju rozwiązania, ich eksploatacja jest znacznie mniej kosztowna niż śmigłowców. Są nieporównywalnie tańsze, nie potrzebują załogi, mogą przebywać w powietrzu nawet kilkadziesiąt godzin, a szkolenia operatorów trwają krócej i kosztują dużo mniej niż pilotów.
Rynek zastosowań cywilnych rozwija się dynamicznie. Mnożą się małe i średnie firmy zajmujące się np. profesjonalnym filmowaniem z powietrza. Największa liczba zamówień płynie od organizatorów imprez. Kiedyś, aby wykonać serię ujęć z wysokości, trzeba było wynająć helikopter z profesjonalną, wyszkoloną obsługą i opłacić paliwo z przelotem w obie strony. Do tego dochodziły wydatki za pracę profesjonalnej, wyposażonej w specjalistyczny sprzęt, ekipy filmowej, a i tak nie było wiadomo, czy zlecenie zostanie zrealizowane, bo dużą rolę odgrywała pogoda. Wszystko to kosztowało krocie (cena godzinnego wynajęcia helikoptera to od 2 do 3 tys. euro, a nowa maszyna kosztuje od pół miliona euro).
Obecnie, dzięki sterowanym z ziemi bezzałogowcom, identyczne efekty można uzyskać za grosze. Godzinne wynajęcie profesjonalnego dronu z operatorem to wydatek rzędu 200-300 euro. Koszty paliwa są znikome. Zdjęcia można zrobić nawet za pomocą najprostszej maszyny (do użytku rekreacyjnego) kosztującej maksymalnie kilka tysięcy złotych. Dlatego bezzałogowce coraz częściej wynajmowane są zarówno przez osoby prywatne, jak i firmy. - To sprawia, że rynek tego rodzaju zastosowań staje się otwarty dla przeciętnego konsumenta - twierdzi Władysław Binda. - Obecnie każdy może mieć wykonane z wysokości, dynamiczne, ciekawe ujęcia ze ślubu, komunii albo innej imprezy rodzinnej.
Popyt na innoloty
Potencjał komercyjnego zastosowania dronów jest jednak znacznie szerszy. Jak zauważa Tomasz Prost, urządzeniem szczególnie interesują się firmy ochraniarskie i zajmujące monitoringiem, które dzięki niemu, podobnie jak w przypadku filmowania, mogą znacznie obniżyć koszty, a nawet wprowadzić do oferty usługi, które wcześniej były niemożliwe albo bardzo trudne i w związku z tym kosztowne. Drony można bowiem wysłać tam, gdzie samolot czy helikopter nie pojawi się ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa człowieka. Z tego powodu rośnie zainteresowanie wykorzystaniem bezzałogowców w branży budowlanej, sektorze geodezyjnym, jak również logistyce i dostarczaniu przesyłek.
Ogromne przychody mogą zapewnić firmie oferującej takie rozwiązania przedsiębiorstwa energetyczne. W Polsce każdego roku dochodzi do wartych dziesiątki milionów złotych kradzieży i uszkodzeń sieci energetycznych oraz przesyłowych. Skuteczny nadzór nad nimi w normalnych warunkach poprzez załogi ochraniarskie jest bardzo trudny. Linie ciągną się bowiem kilometrami, mają rozgałęzienia, węzły, punkty kluczowe itp. W dodatku krajowa infrastruktura jest obecnie mocno już przestarzała, dotykają ją liczne awarie i uszkodzenia.
Dzięki bezzałogowcom dotarcie na miejsce, rekonesans fotograficzny, czy monitoring na wybranym odcinku można wykonywać, nie ruszając się zza konsoli, a przesyłany obraz otrzymywać szybciej niż w przypadku analogowego meldunku. W rezultacie obsługujące dany odcinek przedsiębiorstwo może zareagować znacznie szybciej na pojawiające się zagrożenie minimalizując tym samym powstające w jego wyniku straty.
- Oprócz dronów są jeszcze inne innoloty (innowacyjne statki powietrzne - red.), które można wykorzystywać do przenoszenia różnego rodzaju ładunków niebezpiecznych, monitoringu wycieków, awarii, skażeń terenów itp. - tłumaczy Wiesław Binda. - Zastosowanie tego sprzętu jest olbrzymie, a krajowy rynek wciąż się organizuje i podaż tego rodzaju usług wciąż jest mniejsza niż zapotrzebowanie.
Nie dla każdego
Jednak przekonanie, że wystarczy kupić bezzałogowy statek powietrzny i czekać na niosące fortunę zlecenia, jest dalekie od prawdy. Chociaż cena profesjonalnej maszyny nie jest wysoka (kilka tysięcy złotych) do świadczenia przy jego użyciu usług komercyjnych konieczne są specjalistyczne szkolenia oraz specjalne świadectwo.
Ważne jest rozróżnienie dwóch podstawowych oznaczeń: VLOS (Visual Line of Sight) oznacza maszynę, której loty odbywają się w zasięgu wzroku pilotującego, natomiast UAVO (Unmanned Aircraft Vehicle Operator) to obsługa bezzałogowego statku powietrznego, która w praktyce odnosi się do wszystkich pozostałych operacji, innych niż sportowe czy rekreacyjne.
Zgodnie z ustawą z 3 lipca 2002 r. - Prawo lotnicze (Dz.U. z 2012 r. poz. 933 ze zm.) oraz rozporządzeniem ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej z 3 czerwca 2013 r. w sprawie świadectw kwalifikacji (Dz.U. poz. 664) osoby, które chcą świadczyć usługi komercyjne za pomocą dronów, podlegają UAVO. Muszą więc uzyskać świadectwo kwalifikacji w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego (ULC).
Do tego konieczne jest spełnienie szeregu warunków. Przede wszystkim trzeba być osobą pełnoletnią, posiadać co najmniej wykształcenie średnie, aktualne orzeczenie lotniczo-lekarskie (o braku przeciwwskazań) oraz trzeba zaliczyć egzamin i posiadać wykupione ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC, którego poświadczony notarialnie odpis jest także konieczny). Test sprawdzający składa się z części teoretycznej oraz praktycznej (szczegółowe informacje o poruszanych w nim zagadnieniach oraz wymaganiach dotyczących egzaminu praktycznego na znajdują się na www.ulc.gov.pl).
Warto ponadto pamiętać, że w powietrzu, wbrew pozorom, jest mało wolności. To obszar monitorowany i ściśle chroniony, choćby ze względów bezpieczeństwa. Centrum Warszawy leży na przykład aż w trzech strefach ograniczonych lotów. Aby móc wykonywać w takiej przestrzeni operacje lotnicze, niezbędne są pozwolenia trzech organów administracji samorządowej oraz centralnej. - Generalnie nie wolno latać zawsze, wszędzie i nie każdy może tego rodzaju statkami kierować - precyzuje Tomasz Prost.
Europejskie bezzałogowce
W ramach nowej perspektywy unijnej Komisja Europejska przewiduje dofinansowanie dla przedsiębiorstw działających w branży lotnictwa bezzałogowego w ramach programu Horyzont 2020 oraz COSME. Również krajowe instytucje publiczne mogą udzielać wsparcia na tego rodzaju projekty. Z nieformalnych informacji wynika, że Narodowe Centrum Badań i Rozwoju chce uruchomić program, którego celem będzie rozwój bezzałogowych systemów latających, naziemnych oraz podwodnych.
@RY1@i02/2016/026/i02.2016.026.13000040d.802.jpg@RY2@
Cywilne drony szybko lecą w górę
Aleksandra Puch
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu