Wolność bez moderacji
Elon Musk chce przejąć Twitter, by zostać rycerzem wolności słowa. Jeśli jego plan się powiedzie, zamiast Hyde Parku może powstać rynsztok
4 kwietnia to data, która zelektryzowała świat mediów cyfrowych. Miliarder Elon Musk ogłosił, że kupił 9,2 proc. akcji Twittera i tym samym stał się jego największym udziałowcem.
TT to portal społecznościowy, którego działanie polega na puszczaniu w eter krótkich wiadomości. Inni użytkownicy mogą z nimi polemizować, podawać je dalej czy polubić. 217 mln użytkowników serwisu wysyła dziennie ponad 0,5 mld tweetów. Wśród nich co najmniej kilka Musk - właściciel Tesli i SpaceX upodobał sobie to medium. Ma publiczność liczącą 82 mln fanów i jest ósmym najpopularniejszym użytkownikiem Twittera (po m.in. byłym prezydencie USA Baracku Obamie i piosenkarce Katy Perry). Dla Muska serwis społecznościowy to nie tylko sposób na spędzenie czasu w toalecie (przyznał, że większość wiadomości pisze właśnie tam), ale obietnica większego projektu. Miliarder od dawna zapowiada, że chciałby mieć własne medium społecznościowe, które na rynku konkurowałoby wolnością słowa. Zdaniem Muska Twitter ma taki potencjał, ale teraz jest źle zarządzany.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.